Zły streaming! Zły!

Szybko i śmiało wkraczamy w Świat Jutra. Pozbywamy się starych przyzwyczajeń, nabywamy nowe, a nasze dzieci juz od małego uczą się żyć w realiach przyszłości, nie potrafiąc wyobrazić sobie jak kiedyś mogliśmy obyć się bez komórki w kieszeni i stałego dostępu do sieci. Wszystko przyśpiesza, każda usługa musi być magiczna, dostępna natychmiast po wyciągnięciu telefonu. Pociąg? Taksówka? Kino? There’s an app for that!

 

Dzisiaj zaczniemy od truizmu – nic nie jest idealne. Nigdy nie będzie tak, żeby każdy był zadowolony, zawsze znajdzie się coś na co można się pożalić. Że za gorąco. Że za zmino. Że za szybko, za wolno. I to właśnie zrobimy dzisiaj.

Ponarzekamy sobie.

Narzekanie, taki nasz sport narodowy. Kard z filmu "Dzień świra".

Narzekanie, taki nasz sport narodowy. Kadr z filmu „Dzień świra”.

Jechać będziemy po szeroko rozumianym streamingu, który prędko zastępuje fizyczne nośniki, a usługą abonamentową wypiera własność prywatną. Będzie oczywiście o Spotify mordującym empetrójki, Steamie przez którego nie kupimy już gry w pięknym kartonowym pudełku, Netfliksie przeżartm licencjami, oraz – na samym końcu – Legimi, które gładkim pijarem robi swoich użytkowników w ch..

 

 

Muzyka na życzenie

spotify

Na Spotify wpakowałem się z patriotycznego powodu – była promocja. Trzy miesiące w cenie jednego – grzech nie skorzystać, mój wewnętrzny Janusz tak długo wiercił się i namawiał, że w końcu dałem usłudze szansę. Spróbowałem raz i weszło w nawyk.

Nie będę owijał w bawełnę – bawię się w streaming muzyki z czystego lenistwa. Wpisuję utwór w polu wyszukiwania, a pięć sekund później muzyka leci z głośników. Poprzednio muzyki poszukiwałem po różnych chomikach, albo konwertowałem teledyski z YT – z tego co widzę obecnie, marnowałem kupę czasu dla zaoszczedzenia tych paru złotych. Tutaj trzeba powiedzieć jasno – serwisy tj. Spotify, Deezer, Google czy Apple to wielki krok naprzód w dziedzinie dystrybucji muzyki i każdemu, kto ośmieliłby się powiedzieć, że dawniej było lepiej, byłbym zmuszony przepisać coś na uspokojenie.

wez

Bo faktycznie lepiej jest właśnie teraz, zarówno dla nas – użytkowników, bo przecież wygoda, oraz dla samych muzyków gdyż w końcu nie są zmuszeni do korzystania z wielkich wydawnictw by zarobić na swojej twórczości.

Nie jest jednak tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Szczególnie boli mnie tryb offline w mobilnej appce Spotify – niby po zaznaczeniu odpowiedniej opcji mam niemalże miesiąc na cieszenie się pobranymi zawczasu piosenkami, ale w rzeczywistości czasem już po godzinie zamiast muzyki otrzymuję smutny komunikat „Ten utwór nie jest dostępny” i muszę znowu szukać wifi, żeby udowodnić serwisowi, że abonament jest opłacony i nie próbuję ich wydymać. Na pierwszy rzut oka wygląda to na błąd, który powinien być załatany już dawno temu. Skoro jednak „dawno temu” minęło, pozostaje przyjąć do wiadomości, że „It’s not a bug. It’s a feature.”

Do moich skarg dołożę jeszcze potrzebę posiadania ze sobą telefonu by móc korzystać z usługi, co bywa szczególnie uciążliwe w czasie ćwiczeń. Szczęśliwie, zawsze możemy skorzystać z bezprzewodowych słuchawek BT, zaś do końca tego roku w sklepach powinny pojawić się Mighty i jego konkurent od Pebble – miniaturowe playerki Spotify.

 

Gry na życzenie

steam

Steam ciężko nazwać usługą streamingującą, to miano bardziej pasowałoby do czegoś co forsuje Nvidia ze swoją konsolką Shield – usługi opłacanej miesięcznie, gwarantującej dostęp do szeregu dobrych, choć nienajświeższych gier.

Na Steamie próżno szukać jakiegokolwiek abonamentu – jak chcemy konkretną grę, to musimy ją zakupić i pobrać na dysk, dopiero wtedy można grać. Z drugiej jednak strony nie dostajemy niczego na własność.

Kilka lat temu biurokraci UE zadecydowali, że cyfrowa gra to wciąż produkt, zatem powinno się go dać odsprzedać po skorzystaniu. Szefostwu Valve średnio się pomysł spodobał – musieliby wprowadzić model wyciągania i przekazywania kluczy, a to otworzyłoby platformę na ogromny rynek wtórny i przyniosłoby kolosalne straty. Poradzili więc sobie inaczej – po prawniczemu.

Gaben zmienił regulamin zamieniając swój serwis ze sklepu z grami na usługę z darmowym abonamentem, choć płatną zawartością. W prostych słowach – gier nie kupujemy, tylko wypożyczamy na okres bezterminowy. Dla użytkowników wiele się nie zmieniło – trzeba było tylko kliknąć „Akceptuj” i można było grać dalej. Lecz co jeśli nie zgadzaliśmy się na zmiany? Wtedy klikaliśmy „Odrzuć”, a nasze konto wraz z wszystkimi zakupionymi tytułami było kasowane.

Poważnie. Dostaliśmy wybór typu „pieniądze albo życie” – Steam zrobił to, bo mógł, bo właściwie nie ma konkurencji, bo i tak moglibyśmy mu co najwyżej naskoczyć, skoro obecnie nawet pudełkowe wydania gier zamiast płyty oferują kod Valve. Tym razem było spoko, ale kto mi zagwarantuje, że za jakiś czas platforma nie wprowadzi abonamentu („w celu utrzmania najwyższej jakości naszej usługi… bla bla bla… daj piątaka.”)?

Ktoś powie – mamy jeszcze Origin, Uplay, Gog, sklep Windows rośnie w siłę, są inni zawodnicy – Steam zawsze będzie tym dobrym, bo boi się, że użytkownicy mogą przejść do konkurencji. No właśnie, że nie przejdą – mam tam zakupione ponad 120 gier i po jakimś nowym przekręcie Gabena nie będę odbudowywał swojej biblioteki od zera na nowej platformie.

Zwyczajnie wrócę do piratów. Steam – cztery lata temu ci zaufałem, nie spie*dol tego.

 

 

Filmy na życzenie

netflix

W odróżnieniu od powyższych – do Netfliksa nic nie mam, gdyż zwyczajnie z niego nie korzystam – u mnie w Chinach jest niedostępny, a od pewnego czasu próby łączenia się poprzez VPN są blokowane (licencje regionalne). Ogólnie rzecz biorąc – koncepcja tego serwisu jest całkiem fajna – płacąc rozsądną kwotę (ok 40zł) gwarantujemy sobie dostęp do mnóstwa seriali i wielu świetnych filmów. O ile ma się porządne łącze oczywiście.

Film w dobrej jakości to nie kilkumegowa piosenka – chcąc cieszyć się seansem bez uciążliwych przerw na buforowanie musimy liczyć się z potrzebą posiadania łącza od 10Mb wzwyż. Niby w obecnych czasach nie jest to wielkim problemem, szczególnie w Polsce (która, wierzcie mi, jest w światowej czołówce jeśli chodzi o dostępność taniego, szerokopasmowego internetu) jednak mimo to ciężko zaprzeczyć wygodzie obejrzenia wcześniej pobranego pliku, który możemy wyświetlić również będąc offline. Sam korzystając z YT daleko bardziej cenię sobie pobranie pliku (Tubemate) nad ranem, kiedy internet działa najszybciej i obejrzenie go poźniej, jak najdzie czas i ochota. Niestety, Netfliks – w odróżneniu od Spotify – nie pozwala na uprzedny download.

Zanim przejdziemy dalej – streaming video nie kończy się tylko na Netfliksie, to także popularne w Polsce ipla i TVNplayer – w tym jednak wypadku ciężko liczyć na interesującą zawartość (powtórki, powtórki, powtórki..) czy satysfakcjonującą jakość strumienia, co pięknie udowoniły ostatnie mistrzostwa w piłce nożnej.

Przykro to mówić, ale obecnie wciąż najwygodniejszym sposobem na obejrzenie filmu jest poszukanie go na torrentach. Dystrybutorzy mogą zgrzytać zębami, krzyczeć, potępiać, ale póki nie przestaną traktować każdego jak złodzieja, póty nic z tego nie wyjdzie. Dało radę z muzyką? Dało radę z grami? Da radę i z filmami, trzeba tylko chcieć.

 

Książki na życzenie

legimi

O Legimi pisałem całkiem niedawno – jest to usługa abonamentowa pozwalająca na czytanie ebooków, miesięczna opłata uzależniona jest od pakietu stron jaki wybraliśmy – np. za 7zł możemy przeczytać 150 stron, za 25zł już 750, zaś decydując się wydać cztery dyszki możemy czytać bez limitu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem uczciwie i tak też to opisałem w mojej recenzji. Chwaliłem Legimi za ciekawy pomysł, bogatą ofertę, stabilne działanie appek i przejrzyste zasady. Niestety, nie jest to do końca prawda – za bardzo pośpieszyłem się z tekstem omijając przy okazji kilka ważnych szczegółów. Mówiąc w terminach literacko-medycznych, przydarzył mi się Przedwczesny Wpis. Cóż, wstyd mi, młody jestem – wiecie jak jest..

 

Czym jest strona w e-książce? Według Legimi jest to po prostu zbiór 200 słów i przeglądając pierwszą z brzegu papierową lekturę nawet mniej więcej się zgadza. A mimo to moja wersja analogowa kończy się na 336 stronach podczas gdy licznik Legimi pokazuje liczbę 526. Ale spokojnie – to i tak tylko w ramach ciekawostki, bo przeliczając na złotówki ja zapłaciłem za książkę 32zł, zaś wersja Legimi i tak jest tańsza: pakiet 750 = 25zł. W tym miejscu ktoś mógłby zauważyć, że ja wciąż będę miał tę książkę póki jej nie odsprzedam/zniszczę/zgubię, a w abonamencie dostaję ją tylko na miesiąc – potem musiałbym wykupić strony ponownie. To prawda, ale da się z tym żyć.

Legimi-strony

Jest tam jednak coś jeszcze innego, coś absolutnie niedopuszczalnego i naprawdę chamskiego, coś co zraziło mnie do usługi raz na zawsze i sprawiło, że skasowałem konto jak tylko to zidentyfikowałem. Piję do:

legimi-kruczek

Mówiąc obrazowo – Legimi częstowało się z mojej karty bankowej jak pięciolatek ze słoika z ciastkami. Jak kupuję abonament na 150 stron to chcę przeczytać 150 stron, a potem zobaczyć blokadę o wykorzystanym pakiecie i ewentualnie opcję dopłaty. Legimi jednak woli myśleć za mnie i dla mojej wygody nie zawala mnie takimi bzdurami, zamiast tego po cichutku zasysa z konta kolejne złotówki. I nie ma żadnej opcji w panelu użytkownika aby to wyłączyć.

Zaskoczeni? Czytajcie dalej, a dopiero się zdziwicie. Otóż Legimi chwali się ofertą około 16 tysięcy ebooków w swojej ofercie, zaś drobnym drukiem dopisuje, że jednak nie wszystkie z nich dostępne są w opcji abonamentowej i część trzeba kupić normalnie. I byłoby całkiem spoko, gdyby nie mały szczegół – ciężko to odróżnić.

Co wybrać aby przeczytać w ramach abonamentu?

Gra Endera – mogę pobrać w abonamencie i czytać korzystając z limitu stron. Zaś za poradnik policzono mi za samo jego pobranie. Dziękuję za taki biznes..

Tak więc chcąc przekartkować na szybko (początkowe fragmenty są dostępne za darmo) kilka ebooków klikałem Pobierz raz, drugi, trzeci.. A zaraz potem pojawiła się seria maili z cyklu „Potwierdzamy i dziękujemy za dokonanie transakcji”. Będąc w księgarni mogę do upadłego przeglądać całą ofertę i wybrać to co najbardziej mi się spodoba, w Legimi nie dość, że kupuję w ciemno, to nawet nie wiem ile płacę.

Szkoda, mogło być tak pięknie.

 

 

Witaj w Świecie Jutra jest stroną poświęconą przyszłości, gdzie razem z wami podniecam się tym jak szybko zmienia się świat, jakie nowe wynalazki przyniosą kolejne lata i jak zmienia się nasze życie.

Niestety całe to dzisiajsze narzekanie ujawnia smutną prawdę, że nie każda zmiana jest na lepsze – musimy pamiętać, że wszystko co firmy robią aby ulepszyć nasze życie robione jest dla zysku – ICH zysku. Czasem zamiast śmiało iść naprzód i dążyć do absolutnego unowocześnienia warto więc chociaż na chwilę się zatrzymać i spojrzeć za siebie. Ze łzą w oku zerknąć na to co oddaliśmy w zamian za wygodę.

Na kartonowe pudełka z grami, w których było wszystko – instrukcje, mapki, breloczki. Na biblioteki i książki z wypadajacymi kartkami, co tylko dobrze świadczyło o ich popularności. Na wypożyczone filmy VHS oglądane ze znajomymi, żeby każdy mógł się nacieszyć zanim trzeba będzie przewinąć do początku i biegiem oddać przed południem, żeby nie policzyli za kolejny dzień. Na szumiące kasety z muzyką zgraną z radia i okazjonalnym zakupem albumu na CD, które – właśnie przez wysoki koszt – było małym świętem.

 

Na to wszystko co już nie wróci.

Bookmark the permalink.