Zapchajdziury

Kiedy jakiś czas temu Apple puściło plotę, że od następnego iPhone’a kończy z gniazdem słuchawkowym w swoich produktach, w technologicznym światku zawrzało. Internetowe trole, dotychczas uśpione, obudziły się i rozpoczęły taką gównoburzę o jakiej nawet najstarsi kałboje nie słyszeli. Czy faktycznie koniec z minijackiem – przekonamy się pewnie jeszcze w tym roku. Póki co jednak, spójrzmy na problem z nieco innej strony..

 

Już od dawna wiadomo, że telefon – mimo całego ogromu funkcji które spełnia, to także ozdoba. Ma być ładny, ma się dobrze prezentować w dłoni, a wyciągnięcie go pośród znajomych ma automatycznie podnosić prestiż właściciela. Aby efekt był jeszcze lepszy często dekorujemy swój sprzęt kolorowymi etui oraz błyszczącymi breloczkami w myśl zasady:

0

Niektóre z takich właśnie bajerów powodują nie tylko efekt ‚Wow!’, ale również w widoczny sposób podnoszą komfort użytkowania naszego urządzenia. W dzisiejszym odcinku przyjrzymy się właśnie dwóm takim elementom, które łączy jedna zależność:

 

Wsadzamy je naszemu ustrojstwu w dziurkę.

Mikey dostajemy wraz z silikonowym etui, które możemy podczepić do przewodu słuchawkowego i tam trzymać nasz przycisk a czasie słuchania muzyki.

Mikey dostajemy wraz z silikonowym etui, które możemy podczepić do przewodu słuchawkowego i tam trzymać nasz przycisk a czasie słuchania muzyki.

Oto Mikey prosto ze stajni chińskiego Xiaomi, które bezpardonowo dokonało wyjątkowo chamskiej zagrywki i zaje*ało pomysł debiutantom z Kickstartera (PRESSY ). Idea przyświecająca wynalazkowi jest tak samo prosta jak i genialna – otóż obecnie pewnie 99% smartfonów jest wyposażone w złącze słuchawkowe minijack i choć wielu z nas korzysta z niego na codzień słuchając muzyki, to są przecież i tacy, u których złącze nigdy nie było używane i tylko zalatuje kurzem. Mikey to mały przycisk usadowiony na bolcu ‚małego Jacka’, który w połączeniu z dedykowaną aplikacją może stać się skrótem do najpotrzebniejszych funkcji.

Tak Mikey prezentuje się na różnych urządzeniach.

Tak Mikey prezentuje się na różnych urządzeniach.

 

Czy bajer działa? Na iPhonie raczej na niego nie liczcie – ograniczenia systemowe sprawiają, że nie sposób stworzyć odpowiedniej appki do obsługi przycisku i jedyną funkcją jaką ten posiada jest przywołanie Siri.

Mikey skrzydła rozwija na Androidzie. Co prawda najlepszy telefon do obsługi gadżetu to któraś ze słuchawek Xiaomi – inne sprzęty nie obsłużą dedykowanej appki (błąd instalacji), ale i każdy inny smartfon się nada, a to ze względu na nieoficjalne aplikacje dostępne w sklepie Play. Ja skorzystałem z KeyCut, który już w darmowej wersji sporo potrafi, ale za dodatkowe 2zł możemy odblokować pełną wersję wersję, idealną dla zrootowanych urządzeń.

KeyCut jest świetnym zamiennikiem oficjalnej appki Xiaomi

KeyCut jest świetnym zamiennikiem oficjalnej appki Xiaomi

Ogrom funkcji prostego przycisku zdumiewa..

Ogrom funkcji prostego przycisku zdumiewa. Wyblakłe dostępne tylko dla zrootowanych urządzeń.

KeyCut ma od groma opcji i działa stabilnie. Równocześnie możemy dzieki niemu ustawić 9 skrótów dla szybkiego przyciśnięcia oraz do trzech w trybie przytrzymania. Trzeba jednak być przygotowanym, na to, że funkcja nie działa natychmiastowo i zazwyczaj czeka się ok 3s na uruchomienie skrótu.

Mikey jest tani – nabyłem go za 13RMB (ok. 7zł) na chińskim Taobao, ale można też skorzystać z Aliexpress ($1.3) czy Allegro (5-15zł). Polecam każdemu kto nie korzysta ze słuchawek w swoim telefonie.

 


Jeśli miałbym wymienić największą zaletę minijacka w porównaniu do złącza microusb to byłaby jego stabilność. Bolec od kabla słuchawek, raz włożony do gniazda siedzi tam mocno, a w razie czego może okazać się ostatnią deską ratunku, kiedy delikatny telefon wyślizgnie się nam z dłoni i mocą grawitacji rzuci się na spotkanie z krawężnikiem. Microusb nie ma ani takiej przyczepności, ani wytrzymałości – ciągłe wkładanie i wyjmowanie kabla od ładowarki powolutku ale skutecznie prowadzi do uszkodzenia styków i przerw w komunikacji. Pal licho jeszcze, jeśli chodzi tu o ładowanie – zawsze można odpowiednio zagiąć kabelek i zostawić w taki sposób na noc do naładowania. Gorzej jak nieustannie takim zestawem ruszamy w rytm naszych krotków – wiadomo przecież, że nic nie burzy ‚zen’ bardziej niż przerywająca piosenka. Pewnie USB-C lepiej się sprawdza w tej kwesti, ale wciąż wątpię by stabilnością połączenia dorównał Jackowi.

Co prawda rozwiązanie, które zaraz wam przedstawię nie pomoże na bolączki z mocą uchwytu, ale z pewnością sprawi, że styki w waszym micro-gnieździe pożyją dłużej. Poznajcie magnetyczne złącze X-cable:

Oto X-cable

Oto X-cable

W komplecie kabel i dwie magnetyczne nasadki (wsadki?)

W komplecie kabel i dwie magnetyczne nasadki (wsadki?)

Kolejne proste rozwiązanie – zamiast codziennie wielokrotnie wtykać i wyciągać kabel ładowarki, tym razem jednorazowo wtykamy w nasze urządzenie końcówkę X-kabla, a potem magnetycznie ‚przyklejamy’ drugą część połączoną przewodem z zasilaczem. Połączenie jest silne i stabilne, nic nie przerywa, bezproblemowo można również przesyłać tym sposobem pliki z/do PC.

Końcówka X-cable na różnych urządzeniach. Wybitnie nie współgra z iPadem mini..

Końcówka X-cable na różnych urządzeniach. Wybitnie nie współgra z iPadem mini..

Gadżet posiada jednak dwa mankamenty. Pierwszym jest to co widzicie na powyższych fotografiach. Czyli musimy się zastanowić, czy wtyk będzie dobrze współgrał z naszym telefonem – najlepiej leży na płaskich brzegach, przy ściętych krawędziach (np. iPad) wypada dość tandetnie. No i oczywiście pamiętajmy o etui – nie wszystkie zostawią nam wystarczająco dużo miejsca na podłaczenie X-cable.

Drugim problemem jest niezgodność sprzętowa. Jeśli wydaje się wam, że dwa X-cable, jeden do Androida, a drugi do iPhone powinny róznić się tylko końcówką, którą wtykamy do telefonu to jesteście w błędzie. Myślałem z początku, że opisywany tutaj kabelek będzie swoistym Świętym Gralem zasilaczy, który umożliwi ładowanie sprzętu Apple i z Androidem za pomocą tej samej ładowarki..

 

Taki ch*j!

 

Choć oba kabelki nie różnią się absolutnie niczym, to próba podpięcia Androidowego do Apple kończy się komunikatem o braku zgodności, zaś jabłkowy przewód do Androida nie podowuje jakiejkolwiek reakcji. iPhonowy przewód jest jednak znacznie bardziej upośledzony, bo nie dość, że wtyk siedzi słabo i wyciągamy go razem z magnetyczną końcówką (wersja microusb siedzi jak wbita młotkiem!), to jeszcze nie jest obustronna – przewód musimy podczepić odpowiednią stroną, jak obrócimy go o 180 stopni to nici z ładowania.

Albo etui albo X-cable.. :/

Albo etui albo X-cable.. :-/

Metrowej długości X-cable kupiłem w Chinach za 70RMB (niecałe 40zł) z dwoma końcówkami microusb. Trochę drogo, ale nie żałuję – rozwiązanie jest wielce komfortowe i z pewnością zostanie u mnie na dłużej. Drugie tyle dołożyłem za wersję lightning do sprzetów Apple, ale w tym wypadku już czuję, że wyrzuciłem kasę w błoto. Słabe mocowanie, jednostronność złącza, potrzeba kupna odpowiednio wyprofilowanego etui..

Mówiąc krótko – nie polecam.

 

Dla wszystkich, którym spodobał się pomysł zatkania dziurek w swoim telefonie, a nie grzeszą kasą polecam również takie oto silikonowe zaślepki. Szukajcie pod nazwą 'minijack/microusb dust plug'.

Dla wszystkich, którym spodobał się pomysł zatkania dziurek w swoim telefonie, a nie grzeszą kasą polecam również takie oto silikonowe zaślepki (parę zł za zestaw kilku sztuk). Szukajcie pod nazwą ‚minijack/microusb dust plug’.

Bookmark the permalink.