Z kupki wstydu: Brütal Legend

Są gry w które gramy dla czystej akcji, walka czy gonitwa po platformach wciągają jak bagno i z planowanych pięciu minut zabawy robią się dwie godziny. Są takie, którymi interesujemy się za sprawą świetnie zrealizowanej mechaniki, niepostrzeżenie schodzi tura za turą i ani się obejrzymy jest piąta nad ranem. Inne tytuły przyciągają niesamowitą fabułą, koniecznie chcemy wiedzieć jak skończy się opowiadana historia. Brütal Legend nie należy do żadnej z nich..

 

Brutal Legend

Brutal Legend

Na początek małe wyjaśnienie – jak wielu z Was tak i ja wielokrotnie nie jestem w stanie oprzeć się steamowym promocjom. Czasami kupuję nowe, obiecujące tytuły, czasami ponownie nabywam gry, które już mam na płytach, tylko po to by zdobyć wersję niezależną od nośnika. Najłatwiej jednak skusić mnie starociem, który ociera się o status kultowego, a mimo to nigdy go nie spróbowałem. Jako, że takich pozycji jest mnóstwo, a czasu zawsze za mało to nowo zakupione gry lądują w steamowej bibliotece i tyle z nich pożytku. Czas to zmienić!

To pierwsza z kilku zaplanowanych przeze mnie recenzji, która ma za zadanie zmobilizować mnie by w końcu zabrać się za trzymane na Steamie czy GoGu klasyki, a przy okazji przybliżyć Wam w co się ongiś pocinało. Zaczynamy z Brütal Legend, grą o której słyszałem wiele dobrego, która ze swoją tematyką, humorem i postacią Jacka Blacka miała teoretycznie wszystko co potrzebne by przyssać mnie do komputera na długie godziny, a o której haniebnie zapomniałem aż do stycznia obecnego roku. Czy warto było stracić 12 godzin? Zapraszam do lektury!

Druid Plower, podstawowy środek trasportu

Druid Plower, podstawowy środek transportu i masowego zniszczenia

Po dość nieciekawie zapowiadającym się wstępie, by uniknąć wątpliwości, od razu przejdę do sedna – tak, BL nie miażdży ani walką, ani fabułą, a rozwój postaci jest raczej iluzoryczny. Ale ma coś innego, co przysysa człowieka do ekranu jak glonojada do ściany akwarium. Brütal Legend ma metal. Rozgrywkę umila nam dokładnie 107 utworów, nagranych przez kilkadziesiąt różnych kapel, w tym tacy giganci sceny jak Judas Priest, Black Sabbath, Marylin Manson czy Kiss. Utwory dobrane są doskonale i wielokrotnie łapałem się na tym, że „wchodziłem w rytm” przez co skuteczność na polu walki diametralnie wzrastała.

Głównym bohaterem jest Eddie Riggs, „roadie” (technik sceniczny?) nowoczesnej grupy metalowej. Eddie jest oldschoolowcem i wybitnie nie w smak mu hiphopowo-popowe elementy wciskane do metalowych kawałków. Podczas jednego z występów Eddie ulega wypadkowi i w niejasnych okolicznościach przenosi się do krainy Metalii, świata, gdzie muzyka ma moc kruszenia ścian i obcinania czerepów. Dalej już mamy do czynienia ze stricte sztampowymi rozwiązaniami – dość powiedzieć, że cały wątek fabularny można streścić w kilku słowach – musisz zabić głównego złego i zdobyć dziewczynę. The end. Jak już mówiłem – opowieść nie jest mocną stroną BL, ale też w żadnym wypadku nie ma się czego wstydzić – po drodze trafiamy na kilka ciekawych, nieprzewidywalnych zwrotów akcji.

 

Rozgrywkę można podzielić na trzy etapy – chodzony, samochodowy i strategiczny. Dla ułatwionego sterowania do gry używałem pada z X360 i na tym oprę swoje doświadczenia.

  • tryb chodzony, jak nazwa wskazuje, polega na przemieszczaniu się o własnych kulasach, używaniu topora do ataków wręcz i gitary będącej tutaj odpowiednikiem magii. Choć z czasem wykupujemy nowe, lepsze ataki, to w gruncie rzeczy walka polega na naparzaniu w dwa przyciski i unikaniu ataków przeciwnika. Czasem możemy wejść w kooperacje z naszym sojusznikiem i uzyskać w ten sposób dostęp do nowych mocy, ale traci się wtedy na mobilności i to raczej sztuka dla sztuki.
  • tryb samochodowy – wg mnie najgorszy element Brütal Legend, model jazdy jest tak trudny do opanowania (przynajmniej na padzie), że już po kilku jeżdżonych misjach, gdzie liczy się szybkość i precyzja, szczerze znienawidziłem wyścigi. Z drugiej strony jednak, niespieszna jazda po sporym, otwartym świecie gry, gdzie z radia non stop lecą prawdziwe perełki heavy metalu jest bardzo przyjemna, a dodatkowa możliwość staranowania czy posłania rakiety w kierunku przeciwnika to spory atut. Pojazd („Druid Plower”) możemy ulepszać za gromadzoną za wykonywanie zadań walutę.
  • tryb strategiczny był dla mnie zaskoczeniem, raczej pozytywnym. W pewnych momentach w grze musimy stanąć naprzeciw armii naszego przeciwnika, a wtedy pojedynczo niewiele byśmy zdziałali. Trzeba zatem wybudować naszą scenę – bazę, w której za pomocą specjalnej waluty – „fanów” rekrutujemy jednostki, które, muszę przyznać – mocno odstają wyglądem od standardów RTS. Mamy tu takie ciekawostki jak strzelające laserami groupies, atakujących z bańki headbeggerów, odzianych w skórę wąsatych motocyklistów leczących naszych podwładnych, a nawet mobilną scenę Rock Crusher, która miażdży wrogów, atakuje ich rakietami, a kiedy sami zasiądziemy za jej sterami potrafi zesłać z niebios ogromny płomienny miecz, który zadaje kolosalne obrażenia całej grupie wrogów. W tym trybie możemy swobodnie latać nad areną walki i bardziej zajęci jesteśmy wydawaniem rozkazów i rekrutowaniem nowych jednostek, niż samą walką, zaś kiedy Eddie ginie to pada prosto na ręce fanów (crowd surfing), którzy przynoszą go do sceny-bazy i tam wskrzeszają.

 

W grze możemy jeździć nie tylko samochodem

W grze możemy poruszać się nie tylko samochodem

Czy gra jest trudna? Osobiście zależało mi na poznaniu historii i sprawdzeniu, dlaczego dzieło Tima Schafera jest tak znane więc, grałem na poziomie łatwym. I tak jak już wspomniałem – jazda, o ile mamy sporo ostrych zakrętów na trasie to koszmar. Chodzenie, walka i wypełnianie misji na mapie może do najprostszych nie należą, ale śmierć zdarzała mi się bardzo sporadycznie. A z kolei walki masowe, to szukanie sposobu na przeciwnika – nie raz jesteśmy zmuszeni wczytać zapis, bo np. nie przewidzieliśmy, że po zniszczeniu tej wieży wróg przeprowadzi zmasowany atak z flanki, którą mamy kompletnie odsłoniętą. Jednak, bez zbytniego płaczu, metodą prób i błędów, każdą potyczkę łatwo doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.

Grafika jest poprawna i czytelna, ładna jak na czas, kiedy tworzono grę (2009) – nie wiem co więcej o niej napisać. O ile sama okolica czy przeciwnicy nie zapadają w pamięć, to już model Ozzyego – naszego mechanika od ulepszania bryki, Larsa – przywódcy rebeliantów, czy wreszcie samego Jacka „Eddiego” Blacka są wiernie odwzorowane, choć oczywiście przejaskrawione (np. Eddie ma łapę wielkości łopaty). O muzyce już pisałem, absolutne 10/10, choć dodać trzeba, że i ścieżka dialogowa to prawdziwy majstersztyk (posłuchajcie Ozziego poniżej).

 

Dla kogo zatem jest Brütal Legend? Jeśli lubisz platformery typu księcia Persji, to uznasz BL za grę nudną, nie dającą żadnych wyzwań. Jeśli kochasz serię Elder Scrolls i otwarty świat, to szybko zrozumiesz, że obszar BL nie jest tak wielki i zróżnicowany jak się początkowo wydaje, a rozwój postaci właściwie nie istnieje. Z drugiej strony jeśli chcesz posłuchać porządnej muzyki, filmy z Jackiem Blackiem należą do twoich ulubionych, a do tego nie masz nic przeciwko sporej dawce humoru to gwarantuje, że Brütal Legend spełni oczekiwania w 100%. To porządnie zrobiona gra, choć dla wąskiej grupy odbiorców.

W końcu bohater zdobywa dziewczynę :)

W końcu bohater zdobywa dziewczynę 🙂

 

Ocena 4

Bookmark the permalink.