Yotaphone Next – opis i recenzja

Hollywoodzkie stereotypy nauczyły nas, że Ruskie to bardzo sprytny ludek, który świetnie sobie radzi kiedy zawodzi nowoczesna technologia i przychodzi piznąć gdzie trzeba. Czy takie bezpardonowe podejście sprawdzi się również w projektowaniu delikatnej elektroniki dowiemy się już dzisiaj w teście rosyjskiego smartfona Yotaphone Next.

 

ivan

Czym byłby artykuł o rosyjskim produkcie bez zdjęcia Ivana?

Parę miesięcy temu nosiłem się z zamiarem zmiany wysłużonej Motki na jakiś mocniejszy telefon. Jako, że jestem zarówno świadomym użytkownikiem, jak i mocno wybrednym geekiem, nowa zabawka musiała trafić dokładnie w moje wysublimowane gusta oferując jakiś bajer, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. W ten schemat doskonale wpasował się rosyjski Yotaphone 2 (Next) – ciekawy smartfon wyposażony w dwa ekrany, z czego ten tylny wykonany w technologii eInk.

Y2 to dość stary telefon, bo wypuszczony ponad dwa lata temu – na początku 2014r., czyli właściwie ta sama szufladka co mója stara Moto E. Jest jednak zasadnicza różnica – telefon w czasie premiery nie kosztował 70 funtów jak w przypadku słuchawki Motoroli, lecz niemalże 3000zł. Jak pokazały późniejsze wydarzenia była to cena wyjątkowo nieadekwatna i pogrążyła skądinąd ciekawy telefon. Obecnie następuje czyszczenie magazynów (Y3 spodziewana jest w następnym roku) i można dostać swój model za 1/3 pierwotnej kwoty.

Pytanie tylko, czy to i tak nie za dużo?

black

Ładne cacuszko

Pierwsze na co zwracamy uwagę wybierając telefon to jego wygląd – bez owijania w bawełnę – gadżet musi być śliczny, tak by dobrze prezentował się w dłoni i nie było wstydu podczas korzystania z niego w miejscu publicznym. Dokładnie taki jest Yotafon.

Rosyjskie cacuszko dostępne jest w dwóch wersjach kolorystycznych – białej i czarnej, choć różnica dotyczy tylko ramek i tylnego panelu – przód w obu modelach jest niezmiennie czarny. Rzecz w bezpośrednim porównaniu z Moto E jest zauważalnie dłuższa, choć szerokość i waga oscylują na podobnym poziomie – niezły wynik biorąc pod uwagę zauważalną różnicę w przekątnej wyświetlacza 5″ vs. 4.3″.

Lubię małe telefony, niestety muszę być ze swoimi gustami w znakomitej mniejszości konsumentów, gdyż obecnie ze świecą szukać dobrego urządzenia w rozmiarach do 4.5″. Mając do wyboru – dobra „piątka” albo gówniana „czwórka” zdecydowałem się na ekran pięciocalowy i.. jest lepiej niż przypuszczałem. Telefon wciąż dobrze leży w dłoni, nie zawadza w kieszeni, a większa powierzchnia użytkowa świetnie sprawdza się w codziennym zastosowaniu – teraz znacznie częściej korzystam z mobilnej przeglądarki, której użyteczność na 4-calowym ekranie była mocno dyskusyjna.

Jeśli chodzi o zastosowane materiały to mamy do czynienia z dobrej jakości, przyjemnym w dotyku plastikiem (ramki) oraz szkłem (reszta). Nie byle jakim szkłem,gdyż zastosowano tu Gorilla Glass 3 – zarówno jeśli chodzi o przód, jak i o wyświetlacz eInk. Tu jednak należy zaznaczyć, że powłoka jest nie tylko zagięta na bokach jak i matowa w wykończeniu – nawet nie podejrzewałem, że Corning zna takie sztuczki!

Ogólnie zatem telefon prezentuje się znakomicie, tym bardziej, że przecież tył możemy dostosować odpowiednią tapetą do aktualnych preferencji. Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić to padłoby na śliskość powłoki – telefon łatwo może się wymsknąć, a fakt, że w 95% pokryty jest szkłem sprawia, że sytuacja staje się znacznie poważniejsza niż u metalowej konkurencji. Dobry bumper to podstawa.

hand general epd

Mini piecyk

Yotaphone Next, w odróżnieniu od swojego poprzednika, miał być bezkompromisowym flagowcem z topową specyfikacją, sprzętem do biznesu gdzie liczy się jakość i szybkość. W tym celu Ruskie wpakowali do swojej zabawki bebechy mogące budzić prawdziwy podziw.. w 2014 roku.

Data wypuszczenia na rynekQ4 2014
Wymiary144,90 x 69,40 x 8,95 mm
Waga145 g
EkranAMOLED, 16M kolorów
1080 x 1920 px (5,00") 441 ppi
Powłoka ekranuGorilla Glass 3
BateriaLi-Ion 2500 mAh , Quick Charge 2.0
Qi Charging (ładowanie bezprzewodowe)
Dostępne koloryczarny/biały
CPU/GPUCPU: Qualcomm Snapdragon 800 8974AA, 2.2 GHz, 4 rdzenie
GPU: Adreno 330 @450 MHz
RAM2GB
Pamięć wbudowana32GB eMMC
Kamera/Aparat8MP / 2MP, dioda doświetlająca
Bluetooth/NFCBT 4.0 / NFC
WiFia/ac + b/g/n, tryb HotSpot
GPSGPS/Glonass/Beidou + A-GPS
Łączność/LTEGSM 850/900/1800/1900 MHz;
HSPA+: 900/1900/2100 MHz;
LTE Cat4
HDMI/MiracastTak (przejściówka Slimport) / Chromecast mirror
USB OTGmicroUSB v2.0, OTG
Slot microSDbrak
CzujnikiAkcelerometr
Magnetyczny
Żyroskop
SystemCzysty Android 5.0
PozostałeEkran Mono / EPD, dotykowy
16 kolorów, 540 x 960 px (4,00"), 170ppi

Na papierze wygląda to bardzo przyzwoicie, w praktyce wydajnościwo nie odbiega zbytnio poziomem od mojego tabletu z CPU Intela. W obu przypadkach mamy do czynienia z poziomem ok. 45tys punktów w Antutu i 2GB RAMu, na które narzekać będziemy za każdym razem kiedy uruchomimy na raz więcej niż 3 appki. Całość tak samo działa pod kontrolą Androida Lollipop bez perspektyw na aktualizację (choć pomniejsze updaty wciąż są przeprowadzane). Zapomnijcie również o samodzielnym zainstalowaniu Cyanogena – o ile bowiem zarówno odblokowanie jak i root telefonu przeprowadzić można bardzo prosto, to jesteśmy zmuszeni do korzystania z oficjalnego softu – producent chciwie trzyma swój kod do obsługi drugiego wyświetlacza, a bez tego przepada największy bajer telefonu. Ten plus, że dostajemy w swoje łapki czystego Androida, bez obciążających system modyfikacji i nie dającego się usunąć bloatware’u.

Jest jednak coś co bardzo niepokoi w działaniu urządzenia, a mianowicie temperatury, które to potrafi osiągać podczas mocnego obciążenia tj. gry, Skype, korzystanie z LTE, czy – w szczególności – zabawa z VR (nie daj Boże z jednoczesnym ładowaniem!). Nie dysponuję konkretnymi cyferkami, ale Snap 800 taktowany 2.2GHz potrafi sprawić, że konstrukcja staje się bardzo nieprzyjemna w dotyku. Nie jest to jeszcze poziom, który parzy, ale w dobie wybuchających telefonów ten „ficzer” budzi uzasadniony dyskomfort. W tym akurat wypadku tęskni mi się do wiecznie chłodnej Motki.

ebook

Ekran, który żyje..

Kolejnym magnesem, który przyciągnął mnie do Y2 jest jego wyświetlacz – to nie tylko FHD upchane na prostokącie o przekątnej 5″ co daje znakomitą gęstość na poziomie 441ppi, ale przede wszystkim mój pierwszy kontakt z opisywaną w poprzednim odcinku technologią AMOLED.

Zapytany teraz, po niemalże trzech miesiącach codziennego korzystania z telefonu o jego największą zaletę, bez wątpienia postawiłbym przedni ekran na pierwszym miejscu. Dość powiedzieć, że często łapię się na tym, że wieczorem mając pod ręką 8″ tablet wciąż wolę czytać Pocketa na ekranie smartfona – właśnie przez idealną czerń i doskonały kontrast AMOLEDa. Podobnie sprawa ma się z przeglądaniem internetowych obrazków, czy własnych fotografii – soczyste kolory, które aż wylewają się z ekranu to coś obok czego ciężko przejść obojętnie.

Przy Yotafonie po raz pierwszy sprawdziłem w akcji bajer w postaci Google Cardboard, czyli smartfonową wirtualną rzeczywistość. O ile sam temat zasługuje na osobny artykuł to warto jednak tu zaznaczyć, że opisywana słuchawka zakończyła próbę jako prawdziwa zwyciężczyni oferując naprawdę znakomitą jakość obrazu i niemalże doskonałą wydajność. Nie ma lipy.

 

..i ten, który umiera.

Podobnych zachwytów niestety nie uświadczymy opisując ekran eInk znajdujący się z tyłu telefonu. Pierwsze, co się rzuca w oczy to dość mizerne zagęszczenie pikseli – 170 punktów na cal w porównaniu z 300 obecnymi w moim czytniku Nook Glowlight+ robi zauważalną różnicę, szczególnie przy obrazkach i małych czcionkach. Podobnie z brakiem oświetlenia – przypominając sobie premierową, mocno zaporową cenę oszczędzanie na tak ważnej funkcji wyglądało jak zwykłe skąpstwo.

Epapierowy ekran ma wiele zastosowań – od statycznej tapety pozwalajacej dopasować urządzenie do jego właściciela przez przestrzeń na widgety, aż po stale włączony czytnik ebooków. Osobiście jednak upodobałem sobie żeby na pleckach wyświetlało mi aktualną datę, godzinę oraz aktualizowane co pół godziny wiadomości z kanału RSS. Do takiej „customizacji” służy preinstalowana aplikacja YotaHub, dzięki której możemy samodzielnie wybierać spośród kilkudziesiąciu widgetów – oprócz wymienionych wcześniej mamy również panel szybkich ustawień, radio, email, pogodę czy skróty do wybranych aplikacji. Osobiście brakuje mi współpracy z komunikatorami – chciałoby się, aby można było „przypiąć” np. Wechat na stałe do epapieru tak bym widział konwersację na bieżąco, bez uruchamiania jej na kolorowym wyświetlaczu. Obecnie jest to co prawda możliwe (tryb „YotaMirror”) ale automatycznie wygasza przedni panel i przełącza wszystko na eInk.

Tak na marginesie – YotaMirror to kolejny bajer dostępny tylko w tym telefonie. Po wybraniu tej opcji (gest swipe w lewo na przycisku Home) zostajemy przełączeni na ekran eInk i tak kontynuujemy pracę – ma to swoje zalety w postaci lepszej widoczności w pełnym słońcu, zmiejszeniu zużycia energii i większym komforcie czytania dużych partii tekstu. Gest swipe w prawo natomiast zapisuje nam zzrzut ekranu z AMOLEDa i przypina go „do odwołania” na epapierowe plecki. Przydatne kiedy mamy tam coś ważnego, a bateria zbliża się do zera (eInk wyświetla obraz nawet po odcięciu zasilania).

Teraz jednak pora ponarzekać na poważnie. To o czym się nie mówi, to fakt, że dwa ekrany to dwa razy więcej potencjalnych problemów, a fakt, że to dopiero drugi taki telefon tego producenta (a w dodatku nikt inny nie idzie w jego ślady) sprawia, że to końcowy użytkownik staje się betatesterem. Bez lania wody – mój Y2 ma defekt, martwe linie na statycznym wyświetlaczu. O ile obecnie nie razi to za bardzo, to jednak problem przybiera na sile i jest mocno skorelowany z temperaturą urządzenia – po każdym cięższym zadaniu istnieje spora szansa, że pojawi się nowa linia niektywnych pikseli, a wraz z nimi co raz częściej zawodzi YotaMirror przekłamując kolory i zapominając odświeżyć obraz. Z forum xda wiem, że choć problem nie jest częsty to jednak nie jestem jedynym narzekającym na taką przypadłość. Najwidoczniej właśnie dla tego czytniki ebooków dysponują dość mizernymi podzespołami – chodzi o utrzymanie niskiej temperatury.

deadlines

ppi

Aparat jest spoko

Nie lubię pisać o tym na czym się nie znam, więc temat aparatu i wbudowanej kamery potraktuję pobieżnie. Z zewnętrznych źródeł zasłyszałem, że aparat w Y2 jest.. taki sobie, podczas gdy mi ewidentnie przypadł do gustu. Posiadając w plecaku mojego niezniszczalnego Nikona Coolpix AW110 (z którego zdjęć jestem bardzo zadowolony) częściej wygodnicko wolałem wyciągnąć z kieszeni Yotkę i strzelić fota w ten sposób, gdyż różnica w jakości była żadna albo znikoma. Jedyna mocna przewaga kompaktu ukazywała się w zdjęciach po ciemku (ksenonowa lampa) oraz w sofcie, gdyż ten z Yotafonu jest wyjątkowo podstawowy.

Warto również wspomnieć o możliwości strzelenia selfika/przowadzenia wideokonferencji korzystając z tylniego aparatu i podglądu na ekranie EPD. Ciężko w ten sposób uchwycić dobre światło i kolory, ale opcja mimo wszystko budzi sporą ekscytację wśród widowni.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych ośmioma megapixelami Yotafonu:

pic5 pic4 pic2

 

Łączność

Nasz zawodnik, jak przystało na flagowca, wyposażony jest w bogaty pakiet modułów łączności. Mamy tutaj dwuzakresowe WiFi, LTE (tethering działa bez zarzutu), NFC, GPS jak i oczywiście Bluetooth w wersji 4.0. O ile WiFi działa absolutnie bez zarzutu, a z LTE ciężko sprawdzić, bo słaby sygnał gdzie niegdzie może być winą nadajników, to mam pewne zastrzerzenia co do GPS i BT. Zacznijmy od tego pierwszego.

Aplikacja GPS Status świetnie nadaje się do podejrzenia tego co się dzieje na zapleczu systemu pozycjonowania – można zaobserwować ilość i siłę sygnału dostępnych nadajników, jak i precyzyjnie zmierzyć czas potrzebny do uzyskania pierwszego fixa. Za nim jednak przejdziemy do konkretów – małe info jak działa GPS.

Otóż na naszej orbicie umieszono dziesiątki małych satelit, z których każda nadaje informacje o swoim położeniu. Nasz odbiornik zbiera te informacje i na tej podstawie ustala swoje położenie na powierzchni Ziemi. Żeby jednak nie było zbyt łatwo – musi zajść coś takiego jak triangulacja, czyli porównanie ze sobą współrzędnych trzech lub więcej satelit, dopiero wtedy smartfon skapnie się odnośnie swojej pozycji.

I właśnie na tym polega problem Yotafona – w przypadku tej słuchawki potrzebujemy aż 6 nadajników, co automatycznie przekłada się na czas potrzebny do „złapania fixa” – choć bywa i tak, że wystarczy zaledwie kilkanaście sekund, to raczej przygotujcie się na kilkuminutowe oczekiwanie.

Co do Bluetooth to tu mam najwięcej do zarzucenia. Otóż chodzi o to, że ten.. zwyczajnie przerywa. Najsilniej odczuwalne jest to podczas spaceru ze słuchwkami BT na uszach – wtedy nasz smartfonik zamienia się w kultowy czujnik ruchu z filmu Obcy: Decydujące Starcie i ostrzega nas przed Aliena.. tfu!.. przechodniami posiadającymi smartfona (zapewne z włączonym BT, co powoduje zakłócenia). Co ciekawe, w Moto E niczego takiego nie zaobserwowałem, a dźwięk po BT płynął tak samo pięknie jak po kablu. Być może to wina softu i trzeba czekać na aktualizację, ale i tak zapisuję duży minus.

Na koniec warto również wspomnieć o wsparciu dla OTG oraz zintegrowanym SlimPorcie, który w magiczny niemal sposób sprawia, że (za pomocą drobnej przejściówki) prześlemy obraz na dowolne urządzenie wyposażone w port HDMI.

Bateryjka

Kupując gadżet wyposażony w ekran eInk możemy automatycznie spodziewać się niezłych osiągów na baterii – tak było w moich czytnikach ebooków, starej Motoroli wyposażonej w tenże wyświetlacz, tak jest w smartzegarkach pokroju Pebble..

Ale nie w Y2! Taki **uj!

Wieść gminna (no dobra – xda, ale „gminna” lepiej brzmi) niesie, że za starych dobrych czasów KitKata 4.4 Yotafon drugiej generacji potrafił wysiedzieć na baterii kilka dni, a używając go na wyświetlaczu EPD (E-Paper Display) nawet tydzień. Ja natomiast od razu po zakupie zaktualizowałem nowy nabytek do Lollipopa i w tych warunkach cudem jest dotrwanie do końca dnia. Nawet używając tylnego ekranu, który w założeniu powinien być ultra-ekonomiczny, nawet korzystając tylko z Pocketa do czytania prostych tekstów ikonka baterii bardziej przypomina animację aniżeli statyczny wskaźnik. To dla mnie okrutny minus, którego nie rekompensuje nawet szybkie ładowanie QC 2.0 (które, notabene, nagrzewa telefon jeszcze bardziej) ani tym bardziej powolne ładowanie bezprzewodowe Qi (kompatybilne ze standardowymi ładowarkami indukcyjnymi, choć osobiście nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić).

Edycja. Podobno najnowsze firmware, które wgrałem wcale niedawno, skupia się na optymalizacji poboru energii. Podobno sporo można również zaoszczędzić wyłączając obsługę gestów (np. podwójne tapnięcie dla odblokowania ekranu). I coś w tym faktycznie było, gdyby nie fakt, że po restarcie zbrickowało mi telefon i w chwili kończenia tego artykułu jestem na etapie resuscytacji mojego Ruska.

Port microusb to już zabytek, na szczęście ten wyposażono w OTG oraz SlimPort

Port microusb to już zabytek, na szczęście ten wyposażono w OTG oraz SlimPort

Podsumowując..

Widzieliście może film „Sausage Party”? Jeśli nie to polecam bo to przezabwna komedyjka w stylu duetu Rogen/Franco, jeśli tak to zrozumiecie porównanie Y2 do finałowych scen produkcji.

Od chwili zakupu coraz bardziej pada mi epapierowy ekran, ostatnio całkiem przekłamuje kolory i trzeba to odświeżać manualnie. Aż wstyd coś takiego ludziom pokazywać.

Tylni ekran to świetny bajer, szkoda tylko, że sprawia problemy.

Tylni ekran to świetny bajer, szkoda tylko, że sprawia problemy.

Snapdragon 800 to istne ognisko, który przy nadchodzącej zimie będzie miał jako takie zastosowanie, ale już w lecie budzi spore obawy o spowodowanie samozapłonu. Szybkie ładowanie jest spoko, ale parę dni temu uwaliło mi oryginalny kabelek od Y2. Poza tym nowy smartfon wyposażony w Androida 5.0 kiedy powoli wchodzi już Nougat 7.1 to taka trochę kpina, którą potęguje brak wsparcia ze strony nieoficjalnego oprogramowania.

A na deser, jakby tego było mało, to jeszcze najnowsza aktualizacja kompletnie uwaliła mi telefon zostawiając go w permanentnym bootloopie.

Po nabyciu i przetestowaniu telefonu pozostaje zadać sobie jedno, zajebiście ważne pytanie – czy wiedząc wcześniej to co wiem teraz dalej zdecydowałbym się na zakup?

Yotaphone Next to elegancko wykonany smartfon z masą ciekawych pomysłów, który niestety zgubiła jego niszowość i brak doświadczenia producenta. To gadżet, który budzi spore zainteresowanie wśród znajomych, lecz po dłuższym poznaniu emocje opadają, a my zostajemy z zabawką na której nie można polegać. Kto wie – być może problemy z którymi ja się spotkałem to zwykły pech, telefon należy odesłać do producenta, serwis wymieni słuchawkę, a nowy model będzie cacy?

Nie, drugi raz nie kupiłbym Yotafona, zdecydowałbym się na sprawdzoną Motkę, albo zainwestował w coś ze stajni Xiaomi. Co do rosyjskiego telefonu – zakładając, że uda mi się przywrócić go do życia – posłuży mi pewnie jeszcze przez parę miesięcy, a potem dobiorę mu się do bebechów. Strasznie mnie korci żeby zobaczyć co to cacko ma w środku.

Ocena 3

PS:

dobrałem mu się do bebechów, odłączenie baterii i ekranu EPD okazało się kluczowe w naprawie Yotki.

dobrałem mu się do bebechów, odłączenie baterii i ekranu EPD okazało się kluczowe w naprawie Yotki.

Bookmark the permalink.