Wubba lubba dub dub!

Nachodzi czasem człowieka taka ochota, żeby obejrzeć sobie bajkę. Mały czy duży, chłopak czy dziewczyna – każdy znajdzie coś dla siebie w gąszczu disneyowskich kreskówek, japońskich anime czy nieśmiertelnych polskich produkcji rodem z peerelu. Ja z kolei, dokładnie na przekór mojemu codziennemu usposobieniu kulturalnego i powściągliwego „ynteligenta”, upodobałem sobie baje dla dorosłych, takie gdzie każdy klnie jak szewc, a żarty o pierdzeniu są na porządku dziennym.

 

South Park – sztandarowy przykład kreskówek dla dorosłych oglądam od czasów licealnych, tym bardziej cieszy więc to, że mimo dwudziestu sezonów na karku serial wciąż trzyma formę i dalej potrafi śmieszyć. Drugiego z moich ulubionych tytułów – Futuramy – już niestety z nami nie ma – bajka, która w fantazyjny sposób naśmiewała się się z teraźniejszości przy użyciu przyszłości, odeszła młodo – po zaledwie siedmiu sezonach. Szkoda. Bardzo.

futurama

Najlepsi odchodzą najprędzej..

southpark

Król może być tylko jeden!

 

Tutaj mała dygresja – z kreskówkami 18+ nie jest wcale tak, że wystarczy wyprodukować byle co, naładować dialogi ku*wami oraz nawiązaniami do seksu, a serial od razu przypadnie ludziom do gustu. Dla mnie w takich animacjach najbardziej liczy się podtekst – dlatego właśnie nigdy nie wciągnąłem się w Family Guy’a gdzie jedynym co widziałem była mizerna próba sprzedania na nowo opowiedzianych sucharów. Podobnie z Simpsonami – tu jednak musze przyznać, że było w moim życiu kilka momentów, kiedy w serial naprawdę się wciągnąłem i oglądałem odcinek za odcinkiem, jednak – w przeciwieństwie do SP – nigdy nie naszła mnie ochota ani na obejrzenie wszystkich serii, ani, tym bardziej, na powtórki konkretnych epizodów. Prawie każdy z odcinków South Parku to było małe arcydzieło odnoszące się w ironiczny sposób do kina czy najświeższych wydarzeń, zaś u Simpsonów miałem wrażenie, że twórcy zamiast o jakość, bardziej troszczą się o ilość.

O polskie „Włatcy móch” nawet mnie nie pytajcie, bo choć obejrzałem parę epizodów – było to bardziej z ciekawości niż dla przyjemności. Szarobure, brzydkie, nieciekawe – tyle mam do powiedzenia. W życiu nie odgadnę jakim cudem to to dostało aż 10 sezonów..

wlatcy

Włatcy Móch

simpsons

Simpsonowie

fguy

Family Guy

Ale do rzeczy – o czym będzie dzisiejszy wpis?

 

Wyobraźcie sobie, że prowadzicie spokojne życie nastolatka na amerykańskich przedmieściach. Że macie ojca fajtłapę, który bez swojej pragmatycznej żony przepadłby z kretesem. Że codziennie użeracie się nie tylko ze swoją starszą, wredną siostrą ale i wszystkimi standardowymi problemami okresu dojrzewania, wliczając w to marzenie o popularności i Jessikę – obiekt westchnień ze szkolnej ławki.

No i czywiście, że pewnego dnia w domu pojawia się zaginiony ojciec twojej mamy, sarkastyczny naukowiec pijaczyna, który wywraca twoje życie do góry nogami. Witajcie w świecie Ricka i Morty’ego!

rickmorty

Rick i jego wnuk – Morty.

Tematycznie R&M najbliżej do Futuramy – tu również mamy statki kosmiczne, obcych i mnóstwo niesamowitch gadżetów opartych na quasi-naukowych podstawach. Futurama jednak była w pewien sposób ugrzeczniona – owszem, żarty o piciu i seksie były na porządku dziennym, ale ani animacje nie były zbyt dosadne, ani język nazbyt wulgarny. Rick z Mortym i resztą ferajny są daleko bardziej bezpretensjonalni – podobnie jak w South Parku ciężko tu o jakiekolwiek świętości czy inne tematy tabu – twórcy się nie pierdzielą w tańcu i częstują nasz wszystkim co rodzi się w ich chorych umysłach. Nazwijcie mnie po*ebem, ale podoba mi się takie nastawienie.

linkler

Oto Abradolf Lincler. Pół Licon i pół Hitler! Jeszcze nie wie, że za chwilę stanie się sekszabawką jakiegoś kosmity.. Takie akcje tylko w Ricku i Mortym.

Serial jest również w pewnym sensie wyjątkowy, gdyż robiony.. na odwrót. O ile kreskówki wpierw się rysuje, następnie zaś dodaje tam dźwięki rozmów, o tyle R&M jadą w dokładnie przeciwnym kierunku. Tutaj najpierw kręcona jest ścieżka dialogowa i dopiero potem do wszystkiego powstają animacje – efekt jest bardzo innowacyjny, gdyż to podejście zostawia aktorom dubbingującym swoje postaci spore pole do popisu, co widać w licznych improwizacjach. Owszem, czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej, ale ogólnie trzeba jednak zauważyć tendencję zwyżkującą – serial z odcinka na odcinek robi się co raz lepszy i bardziej profesjonalny.

 

Jeszcze co do samego udźwiękowienia – aktorzy doskonale czują się w swoich rolach, lubią bawić się postaciami, np. zazwyczaj poważny i z lekka ponury Rick, który potrafi doskonale się wysłowić na każdy temat, w momencie podniety zaczyna się jąkać. I dodam, że nie czuć w tym żadnej sztuczności.

jerrybeth

Jerry i Beth, standardowi mąż i żona..

wymiar

Dom też całkiem zwyczajny..

lab

I zwyczjne laboratorium genialnego dziadka.

Dlaczego i komu kreskówka może się podobać?

 

Po pierwsze Rick z Mortym walą prosto z mostu, nie boją się mocnych słów ani jeszcze silniejszych scen – w niektórych odcinkach krew leje się strumieniami, a główni bohaterowie żegnają się z życiem w najróżniejsze możliwe sposoby. W tym właśnie momencie doskonale da się zauważyć, kto jest ‚targetem’ serialu.

O ile SP czy Simpsonowie skierowani są do każdego – od kompletnego przygłupa po inteligenta z MENSY, o tyle najwięcej frajdy z bajki o szalonym naukowcu i jego wnuku wydobędą właśnie miłośnicy nauki, którym takie rzeczy jak kwanty, teorie strun czy ewolucja nie tylko nie są obce ale również, wbrew zdrowemu rozsądkowi statystycznego Kowalskiego, zwyczajnie ciekawe i pobudzające wyobraźnię.

W R&M najbardziej mogą się podobać zwariowane historie będące udziałem bohaterów i jeszcze dziwaczniejsze lokacje, które im przyjdzie odwiedzić. Co powiecie na wnętrze gigantycznego Św. Mikołaja unoszącego się nad USA? Albo mikroświat ukryty w samochodowym akumulatorze? Mało? To tylko poczekajcie na odcinek gdzie cała Ziemia dostaje się do międzyplanetarnego konkursu muzycznego, gdzie gigantyczne głowy – niczym jury z Mam talent – decydują o losie naszej planety.

Że o planecie zbudowanej z molekuł wyglądających jak kolby kukurydzy nie wspomnę.

party

Rick jest geniuszem, ale to nie oznacza, że nie lubi się bawić.

afterparty

A to rodzi pewne niesnaski w całej rodzinie.

 

Ja zakochałem się w serialu już po dwóch pierwszych odcinkach. Z początku nieufny, z czasem coraz bardziej przekonywałem się do bajki aż dotarłem do zakończenia drugiego sezonu i z utęsknieniem wypatruję kolejnych odcinków (podobno trzecia seria ma pojawić się już tej jesieni). O Ricku i Mortym dowiedziałem się przypadkowo, bo serialowi daleko jeszcze do popularności gigantów srebrnego ekranu, choć mocno wierzę, że ta jeszcze nadejdzie.

 

Bo to dobra baja jest.

end

Do zobaczenia w następnym sezonie!

Bookmark the permalink.