Po latach: Nexus 7 2012

W lecie 2012 Google wespół z Asusem wypuściło pierwszy tablet z rodziny Nexus. Urządzenie za rozsądną cenę oferowało jakość premium i udowodniło, że za porządną dachówkę z Androidem wcale nie trzeba płacić tyle co za iPada. Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie – czas okazał się dla Nexusa 7 największym wrogiem.

 

Nexus w końcu trafił na emeryturę, a ja pozwolę sobie tutaj zamieścić historię jego życia, gdyż przeszedł wiele i zasłużył na dobrą opowieść.

Pierwsze problemy zaczęły się, kiedy wyszło na jaw, że urządzenie potrzebuje min 2GB (potem ta wartość zaczęła rosnąć) wolnego miejsca na dysku by szybko i stabilnie pracować – z tego co pamiętam, bo Asus przyoszczędził na kontrolerze pamięci. Nie było to aż tak upierdliwe, ale z 16GB, z zainstalowanym systemem zostały jakieś 7GB na własne pliki.

Nexus 7

Minijack raz puszcza lewy kanał raz drugi, a raz oba. Ruletka..

Potem poszedł głośnik – lewy, patrząc od tyłu. Chyba dlatego, że często słuchałem muzyki i oglądałem filmy na pełnej głośności – mimo wszystko, to powinna być bezpieczna dla sprzętu wartość i mocno się wnerwiłem, kiedy zmuszony byłem po raz pierwszy otworzyć Nexusa i chirurgicznie odciąć charczący element.

 

Nexus 7

Prześwitujące piksele

W międzyczasie zauważyłem problemy z ghostingiem – dla nie obeznanych w temacie jest to takie zachowanie wyświetlacza, że piksele „zapamiętują” poprzednią klatkę obrazu i wyświetlają ją jeszcze długo po odświeżeniu i zmianie obrazu. Oprócz tego w jednym miejscu pojawiły się, zupełnie bez przyczyny, prześwitujące piksele – szczególnie szpecące ekran przy ciemnej statycznej tapecie, lub czytaniu z Pocketa.

W międzyczasie nastąpiło kilka uaktualnień Androida (od 4.2 aż po 4.4), z czego najlepiej zapamiętałem wersję 4.3, kolejna bowiem wbrew zapowiedziom przyniosła zauważalne lagi (przycinki w muzyce kiedy równocześnie chciałem robić coś innego, przycinki w filmach kiedy w tym samym czasie pobierałem jakiś plik). To zaowocowało rootowaniem, zabawą z custom romami i przesiadką na Cyanogen Moda, z którym pozostałem do dzisiaj. Dlatego między innymi wciąż czekam na Androida L – choć już dawno przestałem wierzyć, że może przywrócić trupa do świata żywych.

Na lanie zasługuje również wtyk microusb – wyrobił się tak mocno, że by rozpocząć ładowanie muszę wyginać kabel z ładowarki pod różnymi dziwnymi kątami by w końcu załapało. Cena nowego elementu to tylko około 12$, ale z drugiej strony – to załatwiłoby tylko jeden problem z wielu i nie wiem czy jest sens. Tym bardziej, że bateria też ma swoje na sumieniu – co ciekawe wcale nie chodzi mi o długość pracy, bo ta wciąż wynosi uczciwe 6 godzin przy średnich ustawieniach ekranu i WiFi, a Tegra3 pozwala oglądać filmy przy najniższej jasności nawet ponad 10 godzin.

Nexus 7

Lewy głośnik zaczął charczeć i trzeba go było odciąć. Wtyk microusb raz działa, raz nie..

Lanie należy się za coś innego – czas ładowania – zaczęło się od ok. 3h tuż po zakupie, podczas gdy teraz wynosi 6-7h przy wyłączonym urządzeniu! A co kiedy chcielibyśmy podładować tablet jednocześnie na nim pracując? Procenty baterii szybciej uciekają niż rosną! Sprawdziłem prąd ładowania i przy standardowej ładowarce 2A Nexus dostaje tylko 0.44A (lub 0.66A przy ładowaniu 3A), co sie dzieje z pozostałymi ładunkami?

Nexus 7

Rysa na Gorilla Glass v1. Wystarczyła folia aluminiowa z czekolady umieszczona w tej samej kieszonce co tablet..

Nexus 7

Jedna z mroźniejszych nocy w namiocie – nad ranem zauważyłem, że klej pod ekranem zaczął puszczać.

Oczywiście szkło pokrywające wyświetlacz także nie przetrwało ponad 2 lat bez szwanku. Pierwsze co się pojawiło to mikropęknięcia układające się w dwie poziome (landscape) linie. Długo zastanawiałem się co mogło to spowodować, aż w końcu mnie olśniło – dopasowana do nexusa klawiatura BT wcale nie była taka dopasowana i kiedy komplet był ściśnięty w plecaku ekran powolutku się kruszył! Zmiany były widoczne jedynie pod światło, ale to wcale nie umniejsza zdrady pozornie niewinnej klawiatury. Digitizer również nie wychwytuje dotyku równie bezproblemowo co na początku.

"Dopasowana" klawiatura kruszyła ekran przy ścisku

„Dopasowana” klawiatura kruszyła ekran przy ścisku

Wszystko to co opisałem powyżej ma jedną cechę wspólną – można się do tego dostosować i omijać umiejętnie korzystając z tabletu – urządzenie wciąż pozostałoby funkcjonalne i konieczność wymiany byłaby zwykłą fanaberią gadżeciarza. Sprzet cierpi jednak na jeszcze jedną przypadłość – lagi. A tego już nie jestem w stanie znieść.

Chociaż pousuwałem niepotrzebne elementy z autostartu, nawet teraz kiedy zostawiłem tam tylko najniezbędniejsze programy, ustawiłem statyczną tapetę, korzystam z Lagfixa (niby ma niwelować lagi poprawiając ułożenie danych na dysku) i Seedera (pomaga z pracą na losowych danych zwiększając entropię urządzenia) to i tak lagi przy korzystaniu z przeglądarki są na porządku dziennym, a czasem potrafi zawiesić się na tak długo, że w końcu Nexus sam się restartuje. Jedyne co aktualnie może przynieść jakąś zmianę (niekoniecznie na lepsze..) to aktualizacja do Androida L lub kolejne zabawy z romami.

Czasem trzeba powiedzieć sobie dość i dać przyjacielowi odejść w pokoju. Nexus 7 2012 był ze mną w Skandynawii, w drodze do Santiago, na Wyspach Brytyjskich, Ukrainie i w Transylwanii, oraz ostatnio – w Gruzji. Opublikowałem za jego pomocą dziesiątki notek, GPS wielokrotnie uchronił mnie od zagubienia w dzikich krajach, czytnik RSS i Pocket zawsze dostarczały świeżej lektury wiadomości z całego świata, a odtwarzane na nim filmy podnosiły morale podczas samotnych campingów. To wciąż postanie mój pierwszy tablet, ale teraz jego miejsce jest w docku, na zasłużonej emeryturze gdzie zostanie póki nie wypali mu się ostatni piksel.

Nexus 7

Nexus 7 na emeryturze

 

 

Bookmark the permalink.