Ukryty pecet przyczajony dongle – małe co nieco o miniaturyzacji

jednym z poprzednich wpisów rozmarzyłem się i zacząłem snuć wizję przyszłości, kiedy wreszcie całkowicie uda nam się wyeliminować kable z naszego życia. Do tego wciąż daleka droga, co jednak nie znaczy, że już teraz nie moglibyśmy postawić na minimalizm i spróbować ograniczyć ilość gratów niepotrzebnie zajmujących nasze biurka.

 

O komputerach Barebone pierwszy raz usłyszałem kilka lat temu, kiedy świat opanowała moda na netbooki i ktoś sprytnie pomyślał, że skoro laptop może być tak mały, że z łatwością schowa się za 20-calowym monitorem to czemu niby tego nie zrobić? W ten sposób pojawiły się małe, zgrabne pececiki, które zrywały z tradycyjnymi kolorami obudów i zamiast na wydajność postawiły na rozkosz wizualną. Jedne robiły to ciekawym wzornictwem, inne wstydliwie przyczepiały się z tyłu monitora – dawało to ciekawy, bardzo nowoczesny efekt i gdyby nie fakt, że ich moc była dość mizerna, a cena zawyżona podatkiem od nowości to sam postarałbym się o coś takiego.

Przykładowy Barebone PC

Przykładowy Barebone PC

Potem przyszły czasy kiedy smartfony całkowicie wyparły przyciskowce Nokii, Android stał się pełnoprawnym systemem operacyjnym, a postępująca miniaturyzacja w telefonach szybko przeniosła się na inne dziedziny naszego życia. Zaczęły pojawiać się USB Sticki (tytułowe dongle) – małe urządzonka o aparycji pendrive’a, które podpinało się do wejścia HDMI, podłączało do sieci WiFi, zaś dzięki technologii Bluetooth mogliśmy sparować odpowiednio myszkę, klawiaturę czy dołączony w zestawie pilot. Chyba najbardziej znanym przedstawicielem tej technologii w Polsce są kolejne generacje komputerka Measy – łatwego w obsłudze i względnie taniego dzyndzla dającego zwykłym telewizorom funkcje dużo droższych smart modeli.

Measy U4C

Measy U4C

Ale to nie koniec postępu – jak pokazał niedawno Intel, dzisiejszy pecet z łatwością może zmieścić się w karcie SD (por. Intel Edison) – sęk jednak w tym, aby było czym zainteresować zwykłego Kowalskiego, nie tylko zapalonych geeków. Miniaturyzacja to jedno, ale moc musi być – nie ma lipy, jak mawia znany kulturysta.

Intel Edison

Intel Edison

Intel Compute Stick

Intel Compute Stick

Dla takich odbiorców Intel ma coś innego – Compute Stick, który nie dość, że zmieścimy w dłoni i z łatwością przeniesiemy, to jeszcze oferuje przyzwoite podzespoły pozwalające na instalację i użytkowanie najnowszych Windowsów. To wszystko zaś za niewiele ponad 500zł! Jak dla mnie jest to murowany hit w różnych firmach, gdzie choć komputerów potrzeba kilkadziesiąt, to zamiast wydajności pozwalającej uciągnąć Skyrima w FHD bardziej liczy się energooszczędność i łatwość instalacji.

Ktoś jednak może spytać – no dobra, skoro dzisiaj komputer może być tak mały, to może w ogóle lepiej przyczepić go peryferiów, w których miniaturyzacja przegrała z ergonomią? Po co ma gdzieś sterczeć? Jeszcze się zgubi!

Całkiem słuszny tok myślenia – niektórzy producenci ostro pracowali nad tym rozwiązaniem, czego najbardziej znanym przypadkiem są komputery Mac od Apple – już w czasach, kiedy standardowa, pracująca pod kontrolą Okienek98 maszyna obowiązkowo składała się z kremowej skrzynki i monitora, Jobs i spółka postawili na soczyste kolorki i wpakowali wszystko do jednego pudła. Wielu ta koncepcja się spodobała.

Apple iMac

Apple iMac

Teraz mamy rok 2015 i nie potrzeba obudowy kineskopu żeby ukryć mocny komputer. Wystarczy myszka! Wystarczy myszka? Mouse Box jest jednocześnie przykładem czego potrafi dokonać zdolny projektant i dlaczego nie powinien tego robić bez porozumienia z inżynierem. W teorii wygląda to obiecująco – myszka jest wciąż obowiązkowym akcesorium każdego peceta, więc w sumie odpowiednio wyposażony gryzoń może zastąpić sporą obudowę. Dajmy tam ze dwa porty USB, microHDMI do podłączenia monitora, niech łączy się z internetem przez WiFi, a ładuje bezprzewodowo dzięki specjalnej podkładce. Wygląda obiecująco?

Mouse BOX

Mouse BOX

No to przejdźmy do konkretów. Każdy kto bawił się z kabelkami microHDMI wie, że nie lubią być ruszane bo przerywają sygnał – nawet jak Polacy zainwestują w solidne porty to wątpię by przez rok solidnego użytkowania nadal były tak sprawne. Teraz mamy peryferia – bajka, jeśli postawimy na bezprzewodową klawiaturę czy mały pendrive do rozszerzenia zainstalowanej pamięci – zajmie to oba sloty, ale nie poczujemy różnicy. Znacznie gorzej jeśli będziemy chcieli podłączyć tam dysk zewnętrzny, kamerkę, słuchawki, hub USB – ilość smyczy rośnie, a komfort ruszania kursorem maleje. Poza tym te wszystkie kable są na widoku, plączą się, brudzą i kalają zmysł estetyki swoją obecnością. Jestem na nie!

Inaczej sprawa by wyglądała, gdyby komputer umieścić w znacznie bardziej statycznej klawiaturze – ta przecież zazwyczaj spoczywa na specjalnej wysuwanej tacce pod blatem biurka i mało nas obchodzi jakie przewody odchodzą z jej tylnej części. Taki pomysł też już widziałem (por. OneBoard PRO+), choć w przytoczonym modelu raczej koślawo wykonany – nie dość, że mamy tu Androida zamiast Windowsa (o którego aż się prosi), to jeszcze klawiaturo-pecet jak tylko może odstrasza nabywców ceną – 300$. Ja wiem, że pomysł fajny i jest tam podatek od nowości, ale za tyle samo można mieć wciąż niewielki Intel Compute i do tego zostanie jeszcze 150$ na dobrą klawiaturę, myszkę i kartę SD 64GB. A efekt? Nawet lepszy, bo mamy pełnego Windowsa.

OneBoard PRO+

OneBoard PRO+

Poza tym sama klawiatura raczej mi się nie podoba – jest mała, klawisze gęsto spakowane, brakuje bloku numerycznego, a od siebie dodałbym również gładzik – w ten sposób mnimalistyczny pecet składałby się jedynie z takiego cacka, monitora, kabla HDMI i dwóch przewodów zasilających. Ideał? Blisko.

Bookmark the permalink.