Tydzień z Vivaldim

Kiedy kilka lat temu moja ukochana Opera przeszła na silnik Chrome tracąc przy tym wiele ze swojej odmienności byłem niepocieszony. Mimo, że dalej korzystałem z norweskiej przeglądarki to wciąż tęskniłem do jej dawnego wyglądu i utraconych funkcji. Jak się okazało – nie ja jedyny.

 

Grupa zapaleńców w podobnej żałobie doszła do słusznego wniosku, że jak chcesz coś zrobić dobrze to zrób to sam i wzięła się za próbę przywrócenia świetności niedocenionej Operze. Operacja wciąż trwa, pacjent ma status bety, ale działa już wystarczająco dobrze by można było pokusić się o mały teścik i rzut oka na to jak stara-nowa Opera, zwana teraz Vivaldim, wpisuje się w najnowsze trendy.

Będąc w Polsce korzystałem na zmianę z dwóch przeglądarek – Opery i Chrome, z czego ten drugi służył mi głównie do obsługi Google Docs. Na obecnym pececiku, tu w Chinach, wciąż jestem wierny Operze, ale ze względu na zasobożerność i chińskie blokowanie usług Google zamieniłem Chrome na IE, który w przeciwieństwie do Opery ma wbudowaną obsługę Flasha (tak wiem, archaik, ale czasem się przydaje) oraz lepiej obsługuje wyszukiwarkę Bing. Na tablecie z kolei juz od roku korzystam tylko z mobilnego Firefoxa, który ma wszystko czego mi potrzeba.

Na początku było Słowo. A zaraz potem pojawił się Design.

Na początku było Słowo. A zaraz potem pojawił się Design.

Pierwsze wrażenia dość mieszane. Owszem – wyglądem przypomina starą Operę, opcje konfiguracji podobnie rozbudowane, są zakładki, spore możliwości dostosowania wyglądu, addony zupełnie jak w Chrome. Z drugiej strony miałem wrażenie jakby Vivaldi był wolniejszy od „zwykłej Opery”. Wiem, że w blokowanej przez Chińskie władze części internetu niektóre strony ładują się bardzo powoli, a inne zaś wcale ale wyglądało to tak jakby Vivaldi szedł na łatwiznę i przy zbytnim spowolnieniu transferu szybko wyświetlał komunikat o niemożności nawiązania połączenia z serwerem, zaś Opera próbowała dłużej – do skutku.

Mobilny procesor Intela nie jest demonem szybkości..

Mobilny procesor Intela nie jest demonem szybkości..

Po paru dniach miałem wszystkie opcje obcykane i przyzwyczaiłem się do nowej przeglądarki całkowicie przerzucając na nią wszystkie moje internetowe aktywności. Co prawda ładowanie stron w tle nie było doskonałe – zupełnie jakby browser miał problemy z przydzielaniem pamięci do kart niższego priorytetu i czasami czekał z załadowaniem strony aż aktywujemy kartę, ale YT działał znakomicie, strony wyglądały tak jak trzeba, rezponsywność ani szybkość działania nie były dokuczliwe i w zasadzie mógłbym zostać przy Viwaldim już na stałe. Ale..

Roszerzenia Chrome są obecnie koniecznością.

Roszerzenia Chrome są obecnie koniecznością. Tu działają doskonale – w przeciwieństwie do klienta poczty..

Opcji konfiguracji jest SPORO.

Opcji konfiguracji jest SPORO.

Zmiana głownej przeglądarki, którą zdążyliśmy polubić i której ufamy, że pokaże strony tak jak mają wyglądać musi być podytkowana jakimiś konkretnymi przyczynami – a to, że kolejna aktualizacja coś zepsuła, albo, że nowy program oferuje jakąś zajeb***ą opcję, dla której warto rozważyć przesiadkę. A w tym przypadku?

Po wciśnięciu F2 pokazuje nam się okienko szybkiego wyboru. Pomocne, ale można żyć i bez tego.

Po wciśnięciu F2 pokazuje nam się okienko szybkich poleceń. Pomocne, ale można żyć i bez tego.

Ani moja Operka nie ssie, ani Vivaldi nie oferuje niczego ekstra bajeranckiego. Takim czymś byłby z pewnością wbudowany klient poczty – pamiętam, że bardzo chwaliłem sobie tę opcję w starej Operze. I mimo, że mamy tutaj menu klienta, to w wersji beta wciąż jest ono nieaktywne i pozostaje uzbroić się w cierpliwość. Dlatego, choć obecnie beta Vivaldiego działa i prezentuje się bardzo dobrze, to dla mnie byłaby zbędnym balastem na dysku i na dniach wyleci z systemu.

Wciąż jednak mam zamiar sprawdzić premierowe wydanie, jak tylko będzie gotowe. Viwaldi ma potencjał.

Bookmark the permalink.