To Kindle? – Recenzja czytnika Nook Glowlight Plus.

Miłośnicy cyfrowych książek zapewne zgodnie stwierdzą, że wybór dobrego czytnika jest znacznie łatwiejszy niż zakup nowego telefonu czy peceta. O ile tam trzeba patrzeć na specyfikację, zastanawiać się nad systemem operacyjnym i dostępnymi funkcjami to przy e-readerze z reguły wystarczy wziąć pierwsze lepsze urządzenie z logiem Amazonu i mamy gwarancję satysfakcji. Dziś zaś – właśnie na przekór panującym trendom – przyjrzymy się i ocenimy najnowsze dzieło Amazonowej konkurencji – Nook Glowlight Plus.

Mimo, że Nook wprowadził model G+ pod koniec ubiegłego roku, a ja zakupiłem go tuż po premierze to z recenzją wstrzymywałem się do czasu kiedy przeczytam na nim choć kilka książek. Ze smartfonem czy tabletem jest łatwo – uruchomisz parę standardowych appek, pobawisz się grami, walniesz 3-4 benchmarki i test gotowy. Niestety z czytnikami nie ma tak łatwo – przy nich głównym czynnikiem podlegającym ocenie jest Magia.

Oto Nook Glowlight Plus

Oto Nook Glowlight Plus

Ciężko w prostych słowach opisać czym jest ta ‚Magia’, bo to miks ergonomii, UX* i designu (chciałem napisać ‚wyglądu’, ale jednak dizajn lepiej oddaje naturę rzeczy). Można rzec, że jeśli coś ci się podoba, jest proste w użyciu i nie masz z tym żadnych problemów to jest magiczne. Pewnie kiedyś strzelę nawet notkę na ten temat.

 

(*) User eXperience – satysfakcja z użytkowania, prostota obsługi;

Taki kijaszek Gandalfa był magiczny - po prostu działał, nie wywalał błędów i nie domagał się aktualizacji.

Taki kijaszek Gandalfa był magiczny – po prostu działał, nie wywalał błędów i nie domagał się aktualizacji.

Zacznijmy jednak od najważniejszego pytania – dlaczego, do jasnej cholery, nie kupiłem Kindla tak jak wszyscy, tylko musiałem wydziwiać?

Otóż chodzi o to, że ja zwyczajnie lubię wydziwiać. Kindle jest tylko/aż do czytania książek, a ja mam jeszcze rss i pocketa. Kindle obsługuje tylko format *.mobi, a ja zbieram lektury z różnych źródeł. Sklep Amazonu ma naprawdę szeroką ofertę, ale większość z tego jest po angielsku. Tu mała dygresja – jako nauczyciel angielskiego czytam w tym języku niemal tak dobrze jak po polsku, ale takie czytanie za bardzo mi się kojarzy z pracą i jest dla mnie znacznie mniej relaksujące. Nie lubię.

W końcu najważniejsza rzecz – Barnes&Noble oferuje na swoim czytniku system Android 4.4, na którym łatwo zainstalujecie dowolną aplikację. To mnie kupiło. A właściwie to i wygląd, bo moim zdaniem plastikowy Kindle (paperwhite) przy metalowym Nooku G+ wygląda jak jarmarczna zabawka.

 

Nook i Kindle

Nook i Kindle

Odnośnie obudowy – B&N poszedł po rozum do głowy i skończył z tandeciarskim wyglądem poprzednich Nooków, które przypominały tablety dla kilkuletnich dzieci. Teraz postawiono na metal – i to nawet nie pierwsze lepsze aliminium tylko ekstrawagancki stop magnezu, który niby nie rysuje się tak łatwo.

Niestety, jak to zwykle bywa – coś za coś. Wygląd premium okupiony został drastyczną redukcją ilości przycisków – o ile w poprzednich modelach było aż 6 klawiszy funkcyjnych, które z odrobiną sprytu można było dowolnie przeprogramwać, to teraz pozostał nam tylko jeden smutny włącznik. Nawet przycisk Home jest teraz dotykowy. Acha – pozbawiono nas też slotu na karty microsd.

 

Wygląd premium? Jest!

Wygląd premium? Jest!

Wodoszczelność? Też!

Wodoszczelność? Też!

W porównaniu z moim poprzednim Nookiem (Simple Touch) doszła także jeszcze jedna superważna rzecz – oświetlenie. Kupując pierwszy czytnik myślałem, że to tylko zbędny bajer – och ale byłem wtedy frajerem! Po pół roku korzystania z Nooka G+ doszedłem do prostego wniosku, że wbudowane diody (5 sztuk, u góry, świecą bardzo równomiernie) powinny być zawsze włączone. Dzień czy noc, słońce czy deszcz – dodakowe lumeny zawsze się przydadzą, nawet w pełnym świetle, kiedy to sprawiają wrażenie jakbym czytał z dobrej jakości kredowego papieru.

Czcionki są wyraźne

Czcionki są wyraźne

Minus tego rozwiązania nasuwa się natychmiastowo – bateria zdycha bardzo szybko. Jak szybko? Powiedzmy, że w pełni naładowana z oświetleniem ustawionym na max ledwo, ledwo starcza na przeczytanie jednej standardowej długości powieści. Słabo, ale przecież podświetlenie można zawsze wyłączyć, a wtedy energii starczy i na kilka książek.

 

Ze światłem i bez. Po prawej tryb nocny w Legimi.

Bez światła i z. Po prawej tryb nocny w Legimi.

Domyślnie zainstalowany sklep z czytnikiem są wystarczające – działają szybko, stabilnie i nie dają powodów do narzekań. Nie po to się jednak kupuje urządzenie z Androidem, żeby pozostać ze stockowymi ustawieniami, toteż tak szybko jak tylko się dało zainstalowałem tam nowy launcher (ADW), Moon+ Readera, Cool Readera, Legimi, Pocketa i zabrałem się do testowania.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że czytnik, choć może udawać tablet to jednak nim nie jest, choćby przez mizerną specyfikację. Pozwolę sobie przypomnieć tablekę porównawczą z Nookiem ST:

Nook Simple Touch (2011)Nook Glowlight+ (2015)
Wyświetlacz6" Eink, 16 poziomów szarości
800x600, 167ppi
Technologia IR (podczerwień)
Ekran bez osłony
6" Eink, 16 poziomów szarości
1430×1080, 300ppi
Technologia pojemnościowa
Osłona z hartowanego szkła
CPU800MHz (1 rdzeń)1GHz (1 rdzeń)
RAM256MB512MB
Dysk2GB emmc4GB emmc
Wymiary165x127x12mm
212g
163x120x9mm
195g
Bateria1250mAh
do 60 godzin pracy
do 2 miesięcy czuwania
1500mAh
do 6 tygodni czuwania
DodatkoweAndroid 2.1
Wifi b/g/n
microUSB 2.0
Czytnik kart microSDHC
Android 4.4
Wifi a/b/g/n
microUSB 2.0
Wodoszczelny (IP67)

Do tego chodzi czarno-biały ekran z odświeżaniem na poziomie kilku klatek na sekundę, zatem od razu uprzedzam – o grach zapomnijcie. Co innego jednak czytanie – w końcu do tego ten sprzęt został stworzony.

Można łato instalować androidowe appki.

Można łato instalować androidowe appki.

Domyślny czytnik – działa szybko, łatwo się reguluje podświetlenie, niestety wnerwia mnie marnotrastwo przestrzeni w postaci gigantycznych marginesów z każdej ze stron.

Moon+ Reader – bardzo ładna i profesjonalana appka, z której naprawdę przyjemnie się korzysta. Niestety coś sprawia, że drenuje baterię szybciej niż powinna. Chyba chodzi o zwiększone odświeżanie, ale głowy nie dam.

Cool Reader – choć wygląda tak staro jak ja, to mój obecny faworyt, szczególnie w lekko zmodyfikowanej wersji na epapier. Otwiera mnóstwo formatów, ma bez liku opcji dostosowania wyglądu, ale i tak najlepsze są gesty – od teraz zmiana jasności ekranu zamyka się w przesunieciu paluchem wzdłuż lewej krawędzi ekranu.

Natywna appka i Cool Reader.

Natywna appka i Cool Reader. Widać oszczędnośc miejsca..

Legimi – to bardziej ekosystem niż prosta aplikacja, w dodatku fajny pomysł na biznes i temat na kolejną notkę. Póki co powiem tylko, że aplikacja działa szybko i stablinie, szkoda tylko korzystanie z niej sprawia, ze czytnik nie usypia się w pełni i szybko traci energię nawet będąc w plecaku.

Pocket – działa tak jak trzeba, jest widocznie mniej problemów z dotykiem w porównaniu ze starszym modelem i wersją appki na Androida 2.2.

Demotywatory – może to zabawne, ale dla mnie w Chinach to jest głowne źródło najważniejszych informacji z kraju. Liczna społeczność szybko doniesie o sportowych wydarzeniach, nowych machlojach polityków czy zmianach pogodowych. Z aplikacji głownie korzystam na tablecie ale z ciekawości sprawdziłem również na czytniku. Działa.

Opera Mini – przeglądarka działa, ale bardziej traktowałbym ją jak ostatnią deskę ratunku niż wygodny wygodny sposób na przeglądanie sieci. Za wolno.. Wszystko za wolno..

Opera działa, ale nie jest tak, że chce się z przeglądarki na Nooku korzystać.

Opera działa, ale nie jest tak, że chce się z przeglądarki na Nooku korzystać.

Lubimy czytać – moja ulubiona platforma do poszukiwania informacji o książkach i wyszukiwania promocji na ebooki. Niestety, ale na Glowlight+ aplikacja strasznie grymasi – czasem się uruchomi, czasem nie, czasem wykrzaczy, a czasem działa stabilnie.

Sklep Play – powiem tak: niby czytałem, że da się zainstalować, niby mówili, że działa, ale samemu nie próbowałem – potrzebny root i masa kombinowania. Na Nooku appki instalujemy z plików *.apk, które można przesłać przez sieć albo po kablu.

VPN – niestety, ale Nook wyposażony jest w jakaś blokadę i z VPNem się zwyczajnie nie połączy. Nie ma takiej opcji.

Legimi, Pocket i Demoty - czego chcieć więcej?

Legimi, Pocket i Demoty – czego chcieć więcej?

Czy Nook Glowlight Plus jest warty blisko 600zł? Czy jestem zadowolony z zakupu? Czy Nook jest magiczny?

 

Wszystko zależy od odpowiedzi na proste pytanie – ile książek czytasz rocznie? Jeśli potrafisz to pokazać na palcach jednej dłoni to chyba lepiej poszukaj sobie czegoś tańszego albo zwyczajnie zostań przy papierze. W moim przypadku ta liczba oscyluje w granicach kilkunastu lektur i zakup wydał mi się opłacalny.

Na decyzję o nabyciu Nooka wpłynął też niebagatelny fakt, że przecież mieszkam tysiące kilometów od domu i nie jest tak, że wyjdę sobie po książkę do biblioteki miejskiej, albo pospaceruję po Empiku w poszukiwaniu inspiracji. Dobry czytnik to moja jedyna możliwość przeczytania książki w ojczystym języku.

W końcu – o ile jednorazowy wydatek sześciu stówek może wydawać się sporym, to pamiętajcie, że przecież czytnika nie wymienia się co roku – ten, w przeciwnieństwie to smartfona, może nam doskonale służyć póki się nie zepsuje. Nookowi nie potrzeba ani ‚wincyj rdzeniuf!’ ani nie zabraknie mu miejsca na książki.

 

Nook jest magiczny.. prawie. Bardzo podoba mi się jego wygląd, przyjemnie trzyma się go w dłoni, Lagimi daje radę, a czytanie książek daje złudzenie obcowania z prawdziwym papierem. Brakuje mi tylko jednego – przycisków funkcyjnych, choćby takich naprawdę niewielkich – jak klawisze głośności w telefonie, ale żeby były. To dla mnie jedyna wada Nooka i jeśli tylko jesteście w stanie ten fakt jakoś przeboleć, to szczerze polecam wam nabycie nowego czytanika od B&N.

 

Warto

Warto

Bookmark the permalink.