Telefon na smyczy – krótko o kablach

Od kiedy telefony komórkowe (nawet te zwykłe, bez inteligentnych funkcji) zaczęły pojawiać się w naszych domach razem z nimi przybyły różnej maści kabelki, wtyczki i przejściówki. Szczególnie na początku było to bardzo uciążliwe – każdy producent miał własny standard, np. przewód Samsunga był bezużyteczny w Nokii. Tym cieplej powitaliśmy jedną z niewielu pożytecznych uchwał Unii Europejskiej – o standaryzacji wtyku microUSB.

 

Kiedy umarł wynalazca wtyku USB urządzono mu wielki pogrzeb. Przybyli informatycy z całego świata aby uczcić pamięć zasłużonego twórcy. Było wiele wspominek, płaczu i wzajemnego pocieszania się, aż w końcu nadszedł moment aby opuścić trumnę do grobu i na zawsze pożegnać wielkiego człowieka.

Trumnę opuszczono, ale szybko podniesiono z powrotem, odwrócono o 180 stopni i włożono ponownie.

Wtedy okazało się, że za pierwszym razem było jednak dobrze.

 

Ostatnio robiąc domowe porządki natknąłem się na pęk związanych razem starych kabelków USB-microUSB do ładowania wszelkiego rodzaju urządzeń przenośnych. Zacząłem się zastanawiać, które z nich są jeszcze sprawne, a które nadają się już tylko do wyrzucenia. Jako, że wielu z was może mieć tutaj podobny problem, więc postanowiłem opisać te testy, nóż widelec, może się komuś przydadzą.

Bohaterem dzisiejszego odcinka jest bezsprzecznie Charge Doctor – mała kostka, którą wpinamy pomiędzy zasilacz, a ładowane urządzenie i dzięki ciekłokrystalicznemu wyświetlaczowi możemy nacieszyć się cyferkami określającymi parametry ładowania. Są różne wersje urządzenia, w mojej mam do dyspozycji informacje odnośnie napięcia, natężenia i przesłanego ładunku elektrycznego. Czyli w sam raz do dokonania opisywanych pomiarów.

Charge Doctor

Charge Doctor

Charge Doctor

Moja – użyjmy profesjonalnego żargonu – „platforma testowa” składała się z powerbanka Nexto PowerBox 10000mAh dostarczającego maksymalne natężenie 2.1A, smartfona Moto E, który wspomnianą energię konsumował oraz, w sumie, 13 przewodów USB-microUSB różnych producentów. Do roboty!

Platforma testowa :)

Platforma testowa 🙂

Zanim jednak przejdę do pomiarów praktycznych pozwolę sobie dodać trochę zbędnej w tym przypadku teorii. Otóż jak wiele rzeczy w fizyce „przewodność elektryczna” (inaczej konduktywność, ‚G‚ w poniższym wzorze) materiału jest określana wzorem:

G = σ * S / l

gdzie:
σ – konduktywność danego materiału wyrażana w procentach (np. aluminium ma 61%, miedź 101%, a srebro 106%);
S – pole przekroju poprzecznego materiału (w metrach kwadratowych);
l – długość materiału;

Czyli co nam mówi ten wzór? Że im lepszy materiał przewodu (większe σ), im jest on grubszy (większe S) i im jest krótszy (jak najmniejsze l) tym kabel lepiej przewodzi prąd. To tak w teorii – w praktyce może przydać się do ciągnięcia linii wysokiego napięcia po mieście, bo długości przewodów USB (kilkadziesiąt centymetrów) są zbyt małe aby to miało znaczenie dla naszych pomiarów.

Wyniki pomiarów przedstawiam w poniższej tabelce. Od razu widać, że dwa z trzynastu nie przeszły testów – jeden chiński kabelek, bez żadnych oznaczeń, w ogóle nie dawał znaku przewodnictwa elektrycznego, drugi – również chiński nieznajomy, choć pokazywał w telefonie ikonkę ładowania, to amperomierz uparcie wskazywał 0A na liczniku.

KabelDługośćDostarczane natężenie
Nexto20cm1.22A
LG125cm0.8A
Hama100cm1.12A
Asus #190cm1.22A
Asus #290cm1.12A
Barnes&Noble Nook ST150cm1.17A
Alcatel95cm1.02A
HTC95cm1.12A
Noname #1100cm1.22A
Noname #2150cmnie działa
Noname #395cm1.22A
Noname #4100cm<0.01A (telefon pokazuje, że jest ładowany)

Moto E wyposażona w baterię 1,980mAh bezczelnie nie dawała ładować się prądem większym niż 1.22A, nie narzekajmy jednak zbytnio, bo blokada nałożona została dla bezpieczeństwa naszego i naszej baterii – eksplozje ogniw już się zdarzały – obrażenia i trauma użytkowników robią bardzo zły PR producentowi, więc ci wolą dmuchać na zimne.

Najczęściej przeważały wyniki oscylujące w okolicy 1.1A, choć LG z niewiadomych powodów nie zamierzał częstować Motoroli natężeniem większym jak 0.8A. Zdaję sobie sprawę, że te wszystkie ampery mogą wam mówić bardzo niewiele, więc przejdźmy na łatwiejsze jednostki. Jeśli bowiem wasza bateria ma 2000 miliamperogodzin (inaczej 2 Amperogodziny) to znaczy, że przez bite dwie godziny gotowa jest dostarczać energię o natężeniu 1 Ampera. I na odwrót – żeby ją naładować zasilaczem z opisem 1A na obudowie, potrzeba całych dwóch godzin.

W naszym przypadku Moto E najszybszym z przedstawionych kabli da się naładować w:

1.980Ah / 1.22A = 1.62h (1.62 godziny równa się 97 minut)

I odpowiednio:

  • kabel 1.11A ładował telefon będzie w 106 minut;
  • kabel 1A w 119 minut;
  • kabel 0.8A w 149 minut.

Miejmy na uwadze, że nie dla każdego urządzenia wzór będzie równie prosty – niektórzy producenci (np. Samsung) stosują w swoich ogniwach patent na szybkie ładowanie bardzo rozładowanych akumulatorów – w ten sposób np. pierwsze 60% pojemności ładowane jest dwoma Amperami, by pod koniec natężenie spadło do jednego. Wiele również zależy od samego zasilacza – tańsze modele, choć opatrzone znaczkiem 2A, mogą dawać takie natężenie tylko w porywach, podczas gdy średnie będzie o wiele niższe. Należy również pamiętać, że używanie nieoryginalnych ładowarek może prowadzić do odrzucenia wniosku o naprawę zniszczonego urządzenia w ramach gwarancji.

Nazbierało się tego przez lata..

Nazbierało się tego przez lata..

W tym miejscu zakończmy dzisiejszy wpis – jest to zaledwie liźnięcie materiału, w dodatku przez papierek – chciałbym kiedyś bardziej szczegółowo opisać budowę USB, każdy kto pamięta szereg różnych portów jakimi dysponowały komputery w poprzednim stuleciu zgodzi się ze mną jak wspaniałe i prawdziwie rewolucyjne to rozwiązanie, by do tego samego wejścia można było podłączyć wszystkie peryferia, od myszki, po drukarkę. Czas i chęci pokażą czy mi się to uda.

Bookmark the permalink.