Tanie i dobre – Słuchawki Redmi Airdots

Jak ten postęp szybko nadchodzi! Jeszcze niespełna rok temu recenzowałem całkowicie bezprzewodowe słuchawki od Meizu, które nie tylko nazwałem tanimi mimo ceny sięgającej $80, a do tego jeszcze odradziłem zakup. Tymczasem już za chwilę opowiem wam o całkiem podobnych Redmi Airdots, które wyrwiecie za mniej niż sto złotych i które w dodatku mogę wam polecić.

Meizu POP, o których mowa powyżej, mam do dzisiaj i używałem jeszcze na początku tego miesiąca. W zasadzie nie były to złe słuchawki, bo zarówno jakość wykonania jak i poziom odtwarzanego dźwięku stały na przyzwoitym poziomie. Niestety pogrążyła je jedna przywara, a dokładniej: słaba jakość połączenia. Z informacji po sieci wywnioskowałem, że nie była to wada tylko mojego egzemplarza, a całej serii i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jak coś takiego przeszło przez kontrolę jakości.

Mimo tej niedogodności na tyle pokochałem całkowicie bezprzewodowe słuchawki, że teraz nie wyobrażam sobie powrotu nawet nie tyle do zwykłych, kabelkowych, co nawet do modeli wyposażonych w Bluetooth ale będących jednocześnie połączonymi ze sobą pałąkiem zalegającym z tyłu głowy.

Początkowo słuchawki bezprzewodowe jednak ten kawałek przewodu miały.

Musicie zdać sobie sprawę, że brak przewodu oznacza coś więcej aniżeli tylko prestiżowy, „dizajnerski” wygląd. To jest wolność. To możliwość wyjścia na miasto w którym zamiast gwaru ulicy leci nasza ulubiona piosenka i mamy poczucie, wręcz iluzję, że to właśnie owe miasto gra specjalnie dla nas. To brak obaw o pozostały czas pracy na baterii, bo chociaż same POP-y działały mizerne trzy godziny, to dołączone pudełko z powerbankiem oznaczało w praktyce, że ładowałem zestaw raz na tydzień. W końcu, to wygoda schowania grajków do kieszeni spodni bez obawy, że coś się poplącze, albo uszkodzi.

Kto raz zakosztował uroku prawdziwie bezprzewodowych słuchawek ten już nie wróci do zwykłych.

Jeszcze raz nawiązując do Meizu POP – w kwietniu pojawiła się nowa odsłona, która od poprzedniczki różni się dłuższym czasem pracy na baterii (co najmniej 2 godziny dłużej), ceną (około 100 zł tańsze w przeliczeniu na PLN) oraz BT w wersji 5.0 (wcześniej 4.2). I pewnie bym je kupił, szczególnie, że kształt się nie zmienił przez co mógłbym używać starego pudełka i mieć jedno w zapasie. Sęk w tym, że wciąż nie obsługują kodeka aptX co przy cenie sięgającej 220 zł jest trudne do zaakceptowania. To, że czterokrotnie tańsze Redmi tego nie mają to ja rozumiem, ale wyższa cena rodzi wyższe wymagania.

Nowe Meizu POP kusiły, ale brak aptX za tę cenę przesądził o zakupie Redmi.

Przejdźmy jednak do Airdotsów. Te, jak pewnie wiecie, pojawiły się w dwóch wersjach. Pierwsza Xiaomi Airdots w białej kolorystyce zadebiutowała ubiegłej jesieni w cenie 199 chińskich juanów (ok. 110 zł). Natomiast kilka miesięcy później, w marcu, pojawiły się czarne Redmi Airdots za połowę w/w kwoty. Z początku myślałem, że różnią się jedynie kolorem, ale coś mi się nie zgadzało.

Żyję w Chinach już od czterech lat i przez ten czas nie zauważyłem, aby biała farbka była tutaj towarem luksusowym.

Postanowiłem poszperać nieco głębiej i udało mi się dowiedzieć, że w Xiaomi mamy sterowanie dotykowe, zaś w Redmi fizyczne przyciski. Ponadto w droższym modelu komunikaty głosowe (np. o niskim stanie akmulatora) są po chińsku, natomiast w Redmi otrzymujemy jedynie krótkie piknięcie, albo melodyjkę. Czyli dla europejskiego konsumenta nawet lepiej.

Xiaomi Airdots są białe i mają panel dotykowy zamiast przycisków.

Przejdźmy teraz płynnie do samej recenzji, w której posłużę się schematem opracowanym na potrzeby testu Meizu POP. Czyli będzie o:

  1. Konstrukcji i wyglądzie
  2. Komforcie noszenia i sterowania
  3. Jakości dźwięku
  4. Baterii
  5. Stabilności połączenia

Ale zanim to nastąpi – tabela ze specyfikacją. Dla lepszego porównania obok Redmi Airdots pokażę również cyferki dotyczące Meizu POP 2 oraz Apple Airpods (2019).

Redmi AirdotsMeizu POP 2Apple Airpods 2
Częstotliwość20-20000 Hz 20-20000 Hz ?
Moc?5 mW?
Impedancja16 Ohm16 Ohm?
Głośność (1kHz)106 dB101 dB?
Bluetooth
-kodeki
5.0
SBC
5.0
AAC, SBC
5.0
AAC
Waga
-słuchawka
-zestaw
4.1 g
39 g
5.4 g
47 g
4 g
46 g
Baterie
-słuchawka
-pudełko
40 mAh (3 godziny)
300 mAh
55 mAh (ponad 5 godzin)
350 mAh
93 mAh (5 godzin)
398 mAh
Dodatkiasystent AI
wodoszczelność IP X4
asystent AI
ładowanie indukcyjne
wodoszczelność IP X5
asystent AI
ładowanie indukcyjne
czujnik zbliżeniowy
Cenaod $15od $50od $199

Budowa i wygląd

Wiecie co? Domyślam się, że weszliście na tą stronę z konkretnym pytaniem: kupić, czy nie? A ten idiota recenzent nie dość, że lał wodę we wstępie to na domiar złego zaraz zacznie rozpisywać się nad każdym aspektem słuchawek za kilka dyszek jakby, nie wiem, opisywał dzieło sztuki nowoczesnej. Weź się chłopie ogarnij, pisz warto, albo nie warto i spadaj!

Szanuje swój czas, szanuję i Wasz. Dlatego w tym miejscu brutalnie ‚zaspojleruję’, że w każdej z tych kategorii Airdotsy zasługują dokładnie na czwórkę, używając szkolnej skali ocen. Jest to bowiem sprzęt dobry i wyjątkowo poprawny, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę niską cenę zestawu.

Taki „czwórkowy” jest właśnie wygląd. Spoko, ale nic więcej. Pudełeczko jest malutkie, a plastik matowy co lubię. Lekkie i zwarte, ale do wyższej oceny zabrakło użycia materiałów lepszej jakości i tego uczucia ‚premium’ po wzięciu do ręki. Wieczko zamyka się z klikiem, ale nie jest on nawet w połowie tak satysfakcjonujący jak ten znany ze słuchawek Apple, gdzie można to otwierać i zamykać dla samej frajdy. Niepokoi również zawias, który wydaje się trzymać na słowo honoru i myślę, że wystarczy stosunkowo lekka siła aby oderwać przykrywkę od reszty obudowy.

Dodam jeszcze, że z całej przytoczonej tu trójcy, etui na Airdotsy jest najmniejsze i z powodzeniem możemy trzymać je w kieszeni dżinsów zapominając, że ono tam w ogóle jest. Jak dla mnie – duży plus.

Tak wygląda zawartość opakowania.

Wygoda i sterowanie

Kontrola Airdotsów odbywa się z użyciem dwóch fizycznych przycisków stanowiących zewnętrzną ściankę obudowy. Funkcje są zdublowane, czyli prawą zrobimy dokładnie to samo co lewą. Mocno ogranicza to możliwości gadżetu i sprawa, że możemy tylko:

  • zatrzymać/wznowić nagranie (pojedyncze wciśnięcie)
  • uruchomić domyślnego asystenta AI (podwójne wciśnięcie)
  • wyłączyć/włączyć (długie wciśnięcie, działa dla każdej słuchawki osobno)

Musicie przyznać, że straszna bieda. W Meizu POP mogliśmy jeszcze kontrolować poziom głośności oraz skakać pomiędzy utworami. Powiedziałbym, że było to niesamowicie wygodne, ale niestety rzadko działało tak jak byśmy sobie tego życzyli. Mieliśmy tam płytki dotykowe, które często mylnie odczytywały nasz dotyk i np. zamiast ‚następny utwór’ wydawaliśmy komendę ‚pauza’. Jasny szlag mnie czasem z tym trafiał.

Sterowanie w Redmi Airdots jest ubogie, ale precyzyjne i zawsze działa tak jak chcemy.

Co do samej wygody noszenia to mam trzy małe ‚ale’:

  • pierwsza rzecz jaką należy zrobić po rozpakowaniu pudełka to pozbycie się dołączonych silikonów (są beznadziejne!) i użycie swoich ulubionych nasadek (szerokość „główki” to 6 mm)
  • słuchawki nie są tak dobrze wyprofilowane jak POP-y i bardziej wypychają ucho: tuż po włożeniu jest fajnie, po godzinie czuję lekki dyskomfort, po dwóch robi się niewygodnie, po trzech marzę żeby je zdjąć
  • przyciski chodzą gładko, ale kiedy wciskamy je podwójnie, albo z przytrzymaniem to zupełnie jakbyśmy próbowali wepchnąć urządzonko jeszcze głębiej do ucha i nie jest to miłe uczucie

Etui na Airdots jest mniejsze i wykonane z tańszego, acz matowego plastiku. Oby nie rysowało się tak jak to z POP-ów.

Rozmiar jest porównywalny, ale Meizu mają bardziej ergonomiczny kształt i lepiej leżą w moim uchu. U was to może jednak wyglądać zupełnie odwrotnie.

Słuchawki są małe i nie wystają. Nie ma obaw o głupi wygląd a’la potwór Frankensteina.

Dźwięk

Jeśli chcecie doświadczyć jakości z jaką Redmi odtwarzają muzykę to jest to bardzo proste i ogólnie dostępne. Wystarczy wybrać się do najbliższego elektromarketu, wyjąć z portfela dokładnie 50 złotych i kupić za to tak dobre słuchawki na mini jacka jak to tylko możliwe. Korzystanie z Internetu surowo wzbronione!

Jeśli przeczucie mnie nie myli to po prostu weźmiecie najdroższy (choć niekoniecznie najlepszy) model dostępny w tej kwocie. I już, gotowe. Podłączcie to do telefonu i przekonajcie się co potrafi.

Pomijając pewne chlubne wyjątki, za 50 złotych otrzymamy przyzwoity produkt, który sprosta wymaganiom większości konsumentów. Dźwięk będzie czysty, nie uświadczymy żadnych pisków, zgrzytów ani przesterów. Owszem, bas kapelusza z głowy nie zrzuci, a wysokie tony zaistnieją tylko w teorii, tym niemniej to co najważniejsze znajdziemy na pokładzie. Sukcesem Redmi było zaś upchnięcie tej jakości do całkowicie bezprzewodowego opakowania i zachowanie ceny.

W bezpośrednim porównaniu z produktem Meizu, to ten drugi wypada lepiej, głównie za sprawą sopranów, które potrafią podnieść włoski na skórze. Niskie tony też są nieco bardziej soczyste. Jest jednak kategoria w której to Airdotsy zostawiają konkurenta na lodzie. Na golasa. I bez czapki.

Maksymalna głośność.

Po wyciągnięciu POP-ów z pudełka pierwsze co robiłem to podgłośnienie zestawu na full. A i tak było mi mało, szczególnie w gwarnym otoczeniu. Tymczasem Redmi zazwyczaj używam gdzieś tak na 80% mocy i więcej mi nie trzeba.

PS Zestaw wyposażony jest oczywiście w mikrofon i możliwość prowadzenia rozmów głosowych, ale jakość tego jest mocno dyskusyjna, głównie przez zbieranie dźwięku z całego otoczenia. Jest znacznie lepiej gdy wyjmiemy słuchawkę z ucha i mówimy prosto do niej, ale musicie przyznać, że nie zawsze będzie to wygodne.

Mikrofon to ta mała dziurka pomiędzy dwiema połówkami obudowy. Niby coś słychać, ale ogólnie dobrze nie jest.

Bateria

Z zegarkiem w ręku niemal idealne 3 godziny na wspomnianym wyżej 80% max głośności. Niby nie za wiele, ale jak już wspomniałem – gdzieś po takim czasie zaczynają one dość mocno uwierać w uszy i aż chce się zrobić przerwę. Choćby taką na 20 minut, co zapewni nam kolejną godzinę odsłuchu.

Bardziej negatywnie odczułem mizerną pojemność baterii w etui. W Meizu mam bite 700 mAh co starcza na cały tydzień z palcem w.. bardzo ciemnym i nieprzyjaznym miejscu. Tutaj otrzymujemy tylko 300 mAh, które przy moim użytkowaniu* kończą się po czwartym, może piątym dniu. Jako, że pudełko ma tylko jedną diodę (świeci się tylko podczas ładowania i gaśnie przy 100%) to nie mamy żadnej możliwości podejrzenia aktualnego stanu naładowania. Słuchawki na szczęście wyświetlają to na belce powiadomień telefonu (Android 7+). A jak poznać, że etui się rozładowało? Ano w ten sposób, że po włożeniu doń słuchawek te wciąż połączone są z telefonem.

(*) 2-3 godziny odsłuchu każdego dnia

A i jeszcze jedno. Nie byłbym sobą gdybym nie ponarzekał na mocno przestarzałe złącze microusb. W obecnych czasach cena gniazdka usb-c jest pewnie identyczna, albo niewiele droższa i Xiaomi musiało zrobić to specjalnie aby podnieść atrakcyjność modelu PRO. Tania zagrywka.

Złącze microusb psuje ogólny odbiór słuchawek.

Czerwona dioda oznacza, że słuchawka się ładuje. Biała – jest w trybie parowania.

Xiaomi Airdots PRO. Mają wszystko.. wraz przestarzałym Bluetoothem 4.2. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł.

Połączenie

Dziesięć miesięcy przechodzone w parze z Meizu POP zrobiło ze mnie całkiem niezłego radiestetę. Korzystając z tego dousznego licznika Geigera udało mi się stworzyć mentalną mapę okolicy z zaznaczonymi na niej punktami o największym zagęszczeniu sygnału. Dzięki temu wiedziałem np. że aby cieszyć się muzyką czekając na zielone światło muszę stać dokładnie 3 metry od pasów, bo już kawałek dalej pojawiały się zakłócenia.

Tym większe było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że wyżej wspomniana mapa stała się całkowicie bezużyteczna w parze z Airdotsami. Oczywiście, do standardu znanego z przewodówek jeszcze trochę brakuje, ale tam gdzie Meizu były właściwie nieużywalne, w Redmi co najwyżej lewa słuchawka przerywa na ułamek sekundy.

Ową zasługę poczytuję na rzecz Bluetooth 5.0 o którym całkiem niedawno napisałem obszerny artykuł. Dzięki tej, wciąż całkiem świeżej generacji możemy nie tylko cieszyć się lepszą odpornością na zakłócenia, ale również większym zasięgiem. O ile oczywiście wasz telefon obsługuję tę opcję. U mnie musiałem się niestety obejść smakiem i pozostać przy standardowych 10 metrach. Gwarantowało mi to czysty odsłuch w całym mieszkaniu (50 m2) z cienkimi ścianami działowymi, ale po wyjściu na zewnątrz szybko stawało się nieużywalne.

Jeszcze gwoli rzetelności recenzji i wyjaśnienia dlaczego połączenie zasługuje tylko na czwórkę i nic więcej, muszę się podzielić historią z dworca kolejowego. Było tam grubo ponad tysiąc Chińczyków, każdy z telefonem, niektórzy z własnymi hotspotami, inni ze sprzętem na Bluetooth. Ogółem rzecz biorąc – maksymalne zagęszczenie sygnałów. W takiej sytuacji Airdotsy stały się nieużywalne i było nawet gorzej niż na POP-ach. Winię za to funkcję Frequency Hopper (FH) która w założeniu dynamicznie zmienia częstotliwość nadawanego sygnału dopasowując się do pasm o mniejszym natężeniu ruchu. Z reguły super rozwiązanie, ale niestety nie tym razem. Myślę, że problem polegał na tym, że tam absolutnie każde pasmo było maksymalnie zapchane i FH nie mogąc zdecydować się na jedno skakał jak szalony po wszystkich. Rezultatem było paskudne brzęczenie w głośnikach.

PS Wspomniałem wcześniej, że funkcje przycisku są takie same na lewej i prawej słuchawce. Bierze się to stąd, że obie pchełki są równorzędne – tzn. nie ma stałego podziału na master i slave. W praktyce oznacza to, że ta słuchawka, którą pierwszą wyciągniecie z telefonu łączy się z nim, a druga łączy się z tą pierwszą. Daje to nam też możliwość sparowania każdej ze słuchawek z osobnym telefonem.

W miejscach takich jak to trudno o dobre połączenie.

Siadaj, czwóra.

Trudno opisywać budżetowe słuchawki, jakimi bez wątpienia są Redmi Airdots, inaczej niż przez pryzmat ceny. A ta jest wyjątkowo zachęcająca i zaczyna się od $15 przy zakupie bezpośrednio w Chinach. Czyni to z nich sprzęt absolutnie dla każdego.

Za tę kwotę nie tylko otrzymujemy przemyślany, przyzwoicie wykonany produkt w zgrabnym opakowaniu, ale ponadto mamy możliwość posmakowania przyszłościowego rozwiązania jakim bez wątpienia jest pozbycie się kabli.

Nawet jeśli jesteś audiofilem, który z pogardą patrzy na dokanałówki, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wydać te parędziesiąt złotych i mieć podstawowy sprzęt do podcastów i/lub audiobooków. Jeśli nigdy nie miałeś żadnego bezprzewodowego zestawu to również gorąco zachęcam od rozpoczęcia przygody od opisywanego gadżetu. Gdy jakość muzyki czy komfort noszenia nie przypadną do gustu to strata będzie minimalna, a przynajmniej będziesz miał jakiś punkt odniesienia i lepiej dobierzesz kolejny model.

Ocena 4

Ze swojej strony wiem, że Airdotsy już całkowicie wyparły pięciokrotnie droższe POP-y i zostaną ze mną na dłużej.

Bookmark the permalink.