Szybciej niż światło – recenzja gry FTL (PC)

Podobno urodziliśmy się zbyt późno by odkrywać Ziemię i zbyt wcześnie by przemierzać kosmos (ale w sam raz aby łapać Pokemony..) Podobno nic nie może poruszać się szybciej niż światło. Wszędzie te ograniczenia, jak żyć panie premierze?                                                                                                                                                                                                                                               .

 

Posłuchawszy dobrej rady wujka Bronka zmieniłem pracę, wziąłem kredyt i jakoś udało mi się uciułać na FTL: Advanced Edition, obiekt moich westchnień już od samej premiery w 2012 roku.

W tym miejscu, w ramach prologu, mógłbym opisać na czym polega rozgrywka w FTL, że to klasyczny przykład kosmicznego rougelike’a z generowaną losową mapą bogatą w najróżniejsze znajdźki i z typowo erpegowym rozwojem postaci – czy raczej maszyny, bo mowa o naszym statku. Że to również symulator gwiezdnych bitew, gdzie każda walka rozgrywa się w czasie rzeczywistym, aczkolwiek element aktywnej pauzy sprawia, że zmysł taktyczny jest po stokroć ważniejszy niż zręczne palce. Że ma to to niby fabułę, bo niby uciekamy przed złymi Rebeliantami i staramy się dostarczyć jakieś ważne dokumenty do głównej bazy naszej kochanej Federacji.

statek (2)

Nasz statek. Jeden z kilkunastu dostępnych (do odblokowania w trakcie rozgrywki)

mapa

Mapa sektora po którym się poruszamy. Od celu dzieli nas 8 takich.

event

Każdy sektor wypełniony jest wydarzeniami. Walki, kupcy, zadania..

Tylko, że tu nie o to chodzi. FTL to nie Wiedźmin gdzie podziwiamy widoki, to nie Baldur gdzie każdy NPC staje się naszym najdroższym przyjacielem i nie Quake, w którego ciupiemy dla odstresowania i ‚wymasterowania skilla’.

FTL to baza. Podłoże, na którym nasza wyobraźnia buduje niesamowite historie rodem z najlepszych ksiażek/filmów s-f. To ubogi graficznie indyk, który pójdzie bez przycięcia na dziesięcioletnim gracie i który wcale na tym nie straci – wspominając kolejne przygody w FTL nie pamiętamy bowiem małych ikonek statków czy śmiesznych ludzików pełniących rolę naszej załogi. Oczyma wyobraźni widzimy sceny, których nie powstydziłby się J.J. Abrams.

stargate

Kadr z serialu Stargate: Universe, mocno polecam fanom nietuzinkowego s-f.

Skok w nieznane. Ciemność i światło.

 

Tym razem trafiliśmy na nebulę. Mieszanina gazów utrudnia widoczność, zaś częste wyładowania elektrostatyczne zaburzają pracę sensorów. Jesteśmy ślepi i głusi. Doskonały cel dla wyłaniającego się z chmury krążownika Slugów – ślimakopodobnych glutów dysponujących mocami psionicznymi, licznie zamieszujących nebule.

Statek obcych bez słowa zaczyna transfer energii do wszystkich czterech dział. A mają tam cały arsenał – wyrzutnia plazmy, dwa lasery i najgorsze – broń jonowo-pulsacyjna. Prawdziwe skurwysyństwo – choć nie uszkadza statku to w mig potrafi zamrozić każdy z systemów pokładowych.

Ślimaki strzelają pierwsze. Falstart – tuż po emisji nasz Bulwark przekierował baterie w systemy maskujące i wszystkie pociski wroga udało się ominąć. Pierwszy punkt dla nas, ale kolejny kamuflaż dopiero za 4 minuty. Wszystko się może zdarzyć.

nebula

Nagle, ku mojemu zaskoczeniu – Aisha, nasz mechanik, ni z tego nie z owego wyciągnęła broń i zaczęła strzelać w silniki! Pierwsze zdziwienie minęło szybko, w końcu moduł kontroli umysłu to standardowe wyposażenie na statkach Slugów. Szczęśliwie zakupiłem podobne cacko u ostatniego handlarza, za nadwyżkę złomu. Warto było – prędko skontrowałem wiązkę i przywróciłem Aishy zmysły.

Czas na nasze wyrzutnie – ciężki laser pojechał trzema pulsami ale nie przebił się prze tarcze wroga i pewnie za drugim razem też się nie przebije. Mogę puścić trochę pary w drugi laser ale musiałbym osłabić tarczę, trzeba do tego podejść inaczej.

Vincent i Nikola, para obcych – modliszek uratowana kilka sektorów wcześniej ze statku handlarzy niewolników. Mało kumaci, ale doskonali jeśli chodzi o walkę wręcz. Wiedzieli co robić – już w momemcie pierwszej salwy przeszli do teleportera i czekali na swoją kolej. Właśnie nadeszła.
crew
Modliszki skierowały na siebie uwagę dwóch pierwszych Slugów, szybko szlachtując ich na kawałki, jednak ich miejsce momentalnie zajmowały nowe i nowe ślimaki. Skąd one się biorą!? Odwrót!

Wycofywując moją pokiereszowaną grupę uderzeniową udało mi się przeteleportować im medipacka oraz zwiedzić co nieco wrogiego statku – w końcu znalazłem to czego szukałem. Moduł do klonowania. No tak, z tym ustrojstwem mogę walczyć aż do usranej śmierci. W taki sposób nigdzie nie dojdziemy. Poleciłem modliszkom zabarykadowanie w zbrojowni i zdecydowałem się na uszczuplenie zbroi, by uruchomić drugie działo. To było głupie, ale to była też nasza jedyna szansa na wygraną.

Wróg szybko wykorzystał osłabienie Bulwarka i zasypał nas gradem pocisków. Tu i ówdzie wybuchły pożary, unieruchomiono i tak bezużyteczne obecnie sensory, kolejny pocisk wywalił dziurę w kadłubie i pojawił się wyciek tlenu. Załoga miała pełne ręce roboty przy naprawach, ale mnie i tak obchodziła tylko zbrojownia.

Nie trafcie w działa. Tylko nie trafcie działa!

statek

Trafili. Na szczęście Aisha była blisko, razem z Sophią naprawiły oba lasery zanim te zdążyły się ostudzić.

3.2.1. Ognia!

Sześć promieni przeszło przez osłony Ślimaków jak przez masło roztrzaskując komory z klonami w drobny mak. Kolejny Medipack przesłany Vincentowi i Nikoli przywrócił im siły i przeszli do kontrofensywy. Celem było zniszczenie tarcz i ucieczka przed kończącą salwą Bulwarka.

Prawo Murphy’ego mówi, że jeśli coś może pójść nie tak to z pewnością pójdzie. Nie doceniłem osłon przeciwnika. Jakimś cudem uruchomili Tarczę Laniusa – sprytny wynalazek, który nie tylko blokuje wszelkie pociski, ale nawet teleportację i kontrolę umysłu.

Kontrolę umysłu – zupełnie o tym zapomniałem. Ślimaki nie zapomniały. Uruchomiwszy Tarczę nakierowały to cholerstwo na Vincenta i wcisnęły przycisk, po czym zwyczajnie stracili zainteresowanie moimi żołnierzami.

Mogłem tylko bezsilnie patrzeć jak mój najlepszy komandos powala swoją towarzyszkę i podrzyna jej gardło, podczas gdy nasze lasery mozolnie przebijały się przez Laniusa. W tym samym czasie Slugowie naprawili komorę klonowania i tarcze. Powoli wracaliśmy do puntu wyjścia. Tylko, że bez Nikoli, a kadłub Bulwarka ledwo się trzymał.

W końcu Vincent doszedł do siebie. Zobaczył co uczynił i zapłakał. Chciałem go ściągnąć i szykować statek do ucieczki, ale odmówił. Ruszył do modułu osłon szlachtując jednego Sluga za drugim, po czym uszkodził system tarcz.

Teraz! Strzelaj! Na co czekasz!?

Widziałem jak z komór wychodzą nowe klony, widziałem jak zbliżają się do Vincenta. Widziałem, że albo zniszczę wroga teraz albo nigdy. Podjąłem decyzję.

koniec (2)
Dotarliście do końca? Czaicie już o co mi chodzi? Dziesięciominutowa potyczka w FTL rękoma zdolnego reżysera mogłaby z łatwością być przekuta w godzinny odcinek przedniego serialu s-f. Tak się właśnie gra w tą grę.

Nie myszką i klawiaturą, lecz umysłem i wyobraźnią.

 
sg2

Bookmark the permalink.