Szybciej, mocniej, lepiej – rzecz o Quick Charge

Jeszcze parę lat temu kiedy przemierzałem Europę autostopem i szlajałem się od jednej stacji benzynowej do drugiej, mój plan dnia prezentował się następująco: pobudka o świcie i złożenie obozowiska oraz zajęcie dobrego punktu u wylotu pobliskiego zajazdu. Następnie autostop aż do wieczora z okazjonalnym marszem w poszukiwaniu strategicznie wydajniejszych spotów, dzień starałem się zawsze zakończyć w pobliżu jakiegoś Autohofa (niem. duża stacja benzynowa w połączeniu z restauracją i sporym parkingiem). To świetne miejsce na stopa, a przy okazji knajpka z internetem i.. gniazdkiem elektrycznym.


Kiedy już skończyłem przygody na konkretny dzień (a zanim zrobiło się wystarczająco ciemno aby gdzieś posadzić namiot) spędzałem między jedną, a dwiema godzinami powoli sącząc najtańszą kawę w przydrożnej restauracyjce ładując netbooka (a parę lat później tablet) do pełna. Nie żebym narzekał, bo naprawdę lubiłem „karczmiane klimaty” ale mimo to zawsze irytowało mnie ile czasu potrzeba na napełnienie małego akumulatorka – tym bardziej, że pod koniec swojego żywota Nexus 7 szybciej się rozładowywał niż ładował podczas równoczesnego korzystania.

W dzisiejszych czasach nie miałbym już takich problemów, a wszystko za sprawą Szybkiego Ładowania (TM).

 

Ładowanie potrafiło trwać dłuuugie godziny!

Spójrzcie na swoją baterię – z pewnoscią znajdziecie na niej pojemność wyrażoną w mAh (lub Wh, watogodzinach – nie lubie tej nomenklatury, jest mniej intuicyjna bo Ampery – natężenie prądu znajdziemy podane na każdej ładowarce, ale Waty – pobór mocy urzadzenia już nie zawsze. Niby można wyliczyć ze wzoru ale to dodatkowy trud). Za czasów szkolnych byłem uczony przez różnorakie branżowe artykuły, że najlepiej aby ładowarka miała około 20% „mocy” pojemności baterii:

Bateria 1000mAh *20% = ładowarka 200mA (lub 0.2A).
Bateria 4000mAh *20% = ładowarka 0.8A

Ładowanie takimi wartościami trwało wieki ale na szczęście to było dawno temu – potem oczywiście producenci ulepszali swoje ogniwa (sic!) i obecnie standardem jest ładowarka ok. 1.5A dla telefonów (do 3000mAh) oraz do 2.5A dla tabletów (do 10000mAh). Obie oczywiście dostarczają to samo napięcie wynoszące 5Volt więc można je bezproblemowo wymieniać – tablet naładujemy również słabszym adapterem, ale potrwa to dłużej. Telefon możemy zaś ratować ładowarką od dachówki – wewnętrzne zabezpieczenia samodzielnie ograniczą natężenie do bezpiecznej wartości. To już nie te czasy kiedy zbyt mocna „kostka” groziła samozapłonem ogniw.

Dla jasnosci – ładowanie laptopów to nieco inna broszka – tam mamy zarówno inne gniazdko (okrągłe DC w porównaniu do znanych z mniejszych urzadznień wariacji portu USB) jak i napięcie wynoszące w zależności od urządzenia 9,18 albo i więcej Volt.

 

Wraz ze standardem USB3.0 podwyższone zostało max. napięcie na wyjściu. (źródło: bit-tech.net)

W tych mrocznych czasach, kiedy bateria w telefonie nie wystarczała nawet na jeden dzień, a powerbanki wymagały całej doby aby dojechać do 100% (zaś smartwatche to dopiero porażka!) pojawiło się światełko w tunelu.

Była nim technologia szybkiego ładowania stworzona i wprowadzona na rynek przez Qualcomma, a następnie szybko skopiowana przez resztę producentów. W telegraficznym skrócie polegało to na modulowaniu napięcia ładowania – kiedy bateria jest prawie pusta możliwe jest popieszczenie jej kilkukrotnie szybszym prądem niż przy prawie pełnym załadunku. Z tego właśnie względu obecnie producenci chwalą się czasem ładowania np. „60% w pół godziny!” co potrafi być absolutnie zgodne z prawdą, a jednocześnie marketingowo prezetuje się znacznie atrakcyjniej niż „do pełna w 90 minut!”.

 

USB potrafią mieć różne kolory – zielony to dekoracja, ale czerwony zazwyczaj oznacza szybkie ładowanie.

W ciągu kilku lat od wprowadzenia technologii szybkiego ładowania na salony pojawiło się kilka odmiennych standardów – w końcu nie każde urządzenie ma w sobie Snapdragona. Oto 3 najpopularniejsze:

  • Qualcomm Quick Charge – pierwszy typ szybkiego ładowania o którym usłyszałem jeszcze dobre parę lat temu. Pomysł był prosty – zwiększyć napięcie na początku cyklu ładowania, kiedy jest to bezpieczne dla baterii. QC1.0 oferowało 10W mocy, 2.0 – 18W, to samo przy obecnym standardzie 3.0, z tym, że obecnie napięcie regulowane jest dynamicznie w zależności od różnych czynników tj. obciążenie procesora/temperatura/procent baterii.. Wraz z premierą Snapdragona 835 w pierwszym kwartale tego roku otrzymaliśmy najnowszą waricację – QC 4.0 o której mało jeszcze wiadomo w praktyce, choć producent chwali się przyśpieszeniem od zera do piędziesiątki w 15 minut!
  • Oppo VOOC Flash Charge – idea jak powyżej, z tym, że dostępna jedynie w telefonach od Oppo (czyli obok Huawei i Apple najpopularniejszego producenta smartfonów w Chinach). Tym razem zwiększeniu ulega amperaż – mamy 5V przy 5A co daje nam łączną moc ładowarki 25W. Nieźle! Oppo zapewnia, że ich system naładuje 75% w pół godziny.
  • OnePlus Dash Charge – tu mała ciekawostka, bo OnePlus zdecydował się na umieszczenie układu odpowiedzialnego za szybkie ładowanie bezpośrednio w ładowarce. Efekt tego jest taki, że proces nie podowuje mocnego wzrostu temperatury słuchawki tak jak u konkurencji. Minusem za to jest fakt, że z DC skorzystamy tylko z pomocą oryginalnej ładowarki. Swojego czasu był również pewien „skandal” z kablem do tejże – używając go do zwykłego przesłania plików z komputerem można podobno uszkodzić sobie port USB.


Jest tego oczywiście znacznie więcej, a każdy z równie zajefajną nazwą jak powyższe: Turbo (Motorola), Pompa (Mediatek), SprytnaMoc (Huawei) czy ŁadowanieAdaptacyjne (Samsung). Różnic pomiędzy wydajnością wielu nie ma, choć osobiście zdecydowałbym się na najpopularniejsze rozwiązania (QC właśnie) – unikniemy w ten sposób wielu komplikacji z kompatybilnością – np. podczas korzystania z pożyczonej ładowarki. Jeśli zależy wam na dogłębnym porównaniu standardów zapraszam ze skorzystnia ze strony źródłowej.

 

Jak kupujecie powerbank to upewnijcie się wpierw, że może zarówno ładować jak i być ładowanym z użyciem QC.

Nie ma róży bez kolców, jak mówi stare przysłowie, wszystko ma swoją cenę i podobnie jest z szybkim ładowaniem. Pierwsze co się rzuca w oczy to oczywiście wzrost temperatury – kiedy po kablu idzie do nas 25Watt energii a, nie daj Boże, jeszcze korzystamy ze słuchawki, ta potrafi stać się zauważalnie cieplejsza. Wzrost temperatury to jednak nie tylko miły bonus w zimowe dni ale i ogólny spadek żywotności podzespołów, a także – co dość niedawno zaprezentował nam Samsung – zagrożenie wybuchem.

Ponadto fizyka nie zna litości i jasno daje nam do zrozumienia, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka – szybkie ładowarki są nie tylko większe od tradycyjnych, ale do tego ich kable potrafią być o wiele grubsze i mniej elastyczne – to efekt zależności przewodnictwa przewodu od jego przekroju. Próby użycia zwykłych cienkich kabelków zazwyczaj kończą się ich uszkodzeniem (wiem z doświadczenia..) ale mogą również doporawdzić do przepięcia i zapłonu.

Na koniec osobiste spostrzeżenie – spadek wydajności. Jako, że to procesor jest sterownikiem ładowania to możemy oczekiwać zmniejszenia wydajności układu w czasie szybkiego łądowania. Kiedy korzystam z QC w telefonie ze Snapem 800 ten staje się zauważalnie wolniejszy i potrafi mocno zamulić.

Naprawdę warto zainwestować w markową ładowarkę. Nie wiem jak wy ale ja nie zostawiłbym na noc drogiego sprzętu podłączonego do kostki za dolara pindziesiont z Aliexpress..

Podsumowując, technologia szybkiego ładowania to ciekawy bonus na który warto zwrócić uwagę podczas zakupu nowego urządzenia – szczególnie tego z pojemną baterią (powerbanki!). Potrafi okazać się niesamowicie przydatna w krytycznych sytuacjach – krótkie przyssanie się do gniazdka na dworcu zapewni nam energię na kolejną godzinę pracy telefonu.

Jest to również jakaś odpowiedź na niewystarczającą wydajność obecnych ogniw, ale jednocześnie nie radziłbym polegać na niej każdego dnia. Kiedy zostawiamy telefon podłączany na noc albo podczas naszej nieobecności, kiedy ładując jednocześnie z niego korzystamy – lepiej posłużyć się standardową „dwuamperówką”.

Będzie i bezpieczniej i wygodniej.

Bookmark the permalink.