Stardew Valley na Androida – recenzja portu gry

Jak się okazało bycie farmerem ma potencjał i jest znacznie ciekawsze niż można przypuszczać. Stardew Valley na pecety sprzedało się w milionach egzemplarzy, głupotą zatem byłoby urwać kurze złote jaja i pogrzebać projekt. Pojawiły się porty na konsole, potem na iOS, a całkiem niedawno również na Androida. Temu ostatniemu postanowiłem przyjrzeć się nieco bliżej.

Już o tym pisałem, ale, żeby nie zmuszać was do skakania po linkach przypomnę o co chodziło w grze Concerned Ape:

Jako wypalony korposzczur trafiamy do odległego zakątku kraju – tytułowego Stardew Valley, gdzie odziedziczyliśmy farmę po dziadku. Nasz kawałek ziemi jest w fatalnej kondycji, ale od czegoś mamy ręce i nogi. Z trudem odbudowujemy dom przy okazji poznając osadę i zawiązując nowe przyjaźnie. Poprzez zbiory i sprzedaż zasadzonych warzyw i owoców zbieramy fundusze na kolejne maszyny, budowle i dodatki aby uczynić miejsce wedle własnego uznania. A to wszystko skąpane w cukierkowej grafice 2D utrzymanej w stylistyce pixelart.

Jeśli chodzi o stricte gatunek to SV ciężko zaszufladkować do jednej kategorii. Gra zahacza o tycoony, symulacje, a nawet erpegi ze względu na znajdujące się pod ziemią jaskinie i system walki. Znacznie łatwiej uznać ją po prostu za grę relaksacyjną, bo o to właśnie w niej chodzi. By zapomnieć o trudach życia codziennego, irytujących klientach, wiecznie niezadowolonym szefie i dwulicowych kumplach z pracy. A zamiast tego przenieść się do wyidealizowanej krainy gdzie jabłka są zawsze czerwone, a świnki pachną jak stokrotki.

Jeśli lubicie takie spokojne tytuły to SV z pewnością wam podejdzie do gustu. Ba! Nawet jeśli nigdy wcześniej nic takiego nie próbowaliście to i tak zachęcam do zakupu, bo gra zasługuje na najwyższe noty i potrafi przekonać do siebie nawet największych malkontentów.

Praca w korporacji daje pieniądze, ale niekoniecznie satysfakcję.

Wsiadamy więc w autobus i ruszamy ku przeznaczeniu.

Technikalia

Ale, ale.. Nic nie pomoże mechanika, fabuła, czy oprawa audiowizualna jeśli skopana zostanie warstwa techniczna. A tak niestety dość często dzieje się z wszelakimi portami, w szczególności tymi próbującymi przenieść styl grania ze stacjonarnego na mobilne. Czy tak również stało się ze Stardew Valley?

W oryginale sterowanie odbywało się za pomocą myszy i klawiatury, lub gamepadem. Klawiszy do opanowania nie było za wiele – WSAD do poruszania się, numeryczne do wyboru odpowiednich narzędzi, oraz jeden czy dwa funkcyjne do ich używania. W zasadzie wszystko można było robić z poziomu klawiatury, mysz okazywała się pomocna głównie w czasie zakupów, porządkowania ekwipunku i w rybnej minigierce. Twórcy portu (Sickhead Games) nie mogli chyba dojść do porozumienia jak to wszystko przenieść na dotykowy interfejs i zostawili wybór graczowi.

W opcjach pojawiły się dodatkowe pola wyboru, warto poeksperymentować ze sterowaniem.

Ja zdecydowałem się wyłączyć joystick – teraz moja postać udaje się w to miejsce na ekranie które dotknę i automatycznie używa pasującego narzędzia. To spore ułatwienie.

Można korzystać z wirtualnego joysticka, można zwyczajnie palcem pokazywać gdzie nasza postać ma się udać (notabene wyszukiwanie ścieżki nie jest idealne). Walczymy zręcznościowo albo automatycznie, jak nam pasuje. Ogółem rzecz biorąc ze starowaniem nie miałem większych problemów, no może poza tym, że tablet którego użyłem do zabawy po dłuższym czasie zaczynał ciążyć w dłoniach i męczyć nadgarstki. SV to nie Lineage – tu jednak potrzeba ciągłej koncentracji, nic się samo nie zrobi jak odłożymy zabawkę na stół.

Zmian w stosunku do pierwowzoru jest więcej, ale największą i tym co mi się najbardziej spodobało jest gest „pinch to zoom” czyli przybliżanie i oddalanie widoku prostym ruchem dwóch palców. Na dachówce sprawdza się to wyśmienicie – jednym gestem jestem w stanie podejrzeć całą mapę i sprawdzić co jest do zrobienia. Na pececie dostęp do tego bajeru był mocno utrudniony, tutaj zaś stał się częścią mechaniki.

Można szybko przybliżać i oddalać widok wedle potrzeby. Tutaj mamy maksymalne zbliżenie.

A tak to wygląda jak oddalimy widok – przydatne w czasie podróży i zbierania surowców.

Inny jest również sposób zapisywania stanu gry. Wcześniej gra „sejwowała” się automatycznie po udaniu się do łóżka, teraz jest podobnie plus to, że możemy zapisać grę w dowolnym momencie i cofnąć się do ostatniego takiego punktu wedle życzenia. Bardzo przydatna rzecz na mobile – wyobrażacie sobie utratę ostatniego kwadransa rozgrywki tylko dlatego, że ktoś do nas zadzwonił, a usłużny Android z miejsca wywalił SV z pamięci? Bo ja bym się od razu czerwony zrobił i obsobaczył wszystko dookoła. Teraz nam to nie grozi – grę możemy wznowić bardzo szybko, nadaje się ona również do krótkich posiedzeń chociaż uprzedzam, że jest bardzo uzależniająca i raz uruchomiwszy aplikację ciężko się od niej oderwać.

Z zapisanymi grami jest jeszcze dodatkowy plus, że można je przenosić pomiędzy urządzeniami różnego typu. Nic nie stoi na przeszkodzie aby skopiować pliki z peceta, wgrać je na telefon i kontynuować rozgrywkę. To samo ze sprzętem Apple. Szkoda tylko, że nie rozwiązano tego bardziej automatycznie – gra nie wspiera nawet opcji ‚cloud save‚ z platformy Gry Play. Jak dla mnie jest to spory minus.

W oryginale łowienie ryb bywało utrapieniem. Dzięki dotykowi stało się całkiem znośną minigierką.

Gra w godzinach nocnych bywa bardzo ciemna, ale od czegoś są przecież ogniska i pochodnie.

A inne wady?

Produkcja dopiero pojawiła się w sklepie Google i jest stale aktualizowana, dla przykładu ostatni update poprawił dźwięk po opuszczeniu kopalni, który wcześniej nie chciał pozbyć się jaskiniowego pogłosu. Od siebie z pewnością chciałbym zobaczyć tam jeszcze wsparcie dla Achievementów Google, język polski (jest sporo wersji do wyboru, lecz naszej niestety brak) oraz drobne poprawki w interfejsie t.j. okienko potwierdzenia przy tapnięciu na powrót do ekranu początkowego. Ten przycisk jest dość blisko zapisu gry i łatwo o omsknięcie się palca, szczególnie na mniejszych ekranach.

Niedawno wersja stacjonarna doczekała się trybu multiplayer, którego próżno szukać na Androidzie. Cóż, może zobaczymy go w kolejnych aktualizacjach.

Na koniec chciałbym jeszcze zauważyć, że mechanika rozgrywki premiuje większe wyświetlacze – jest to świetny tytuł na tablety i smartfony powyżej sześciu cali. Posiadacze mniejszych urządzeń też zagrają, ale nie będzie to aż tak komfortowe.

Grafika jest prosta, ale również czytelna i urokliwa. W takiej formie gry starzeją się bardzo wolno.

Wizytę w Stardew Valley mogę polecić absolutnie każdemu!

Czy warto?

Na chwilę obecną tytuł kosztuje 37,99 zł i to nie jest mała kwota, jeśli weźmiemy pod uwagę platformę i to, że obecne trendy stawiają na free to play z mikropłatnościami. Inna rzecz, że Stardew Valley tych ostatnich nie posiada i wspomniana kwota to jedyna cena jaką będziemy zmuszeni zapłacić aby znakomicie się bawić przez dosłownie setki godzin.

Dla mnie, jako fana oryginału, zakup był bardziej niż oczywisty. Pierwowzorowi wystawiłem najwyższą ocenę, tutaj jednak będzie ciut niżej, ze względu na brak zapisu stanu gry w chmurze Google.

Ocena +4

Bookmark the permalink.