Składaki

Niedawne MWC w Barcelonie obrodziło w masę nowych telefonów, ale musicie przyznać, że największe wrażenie wywarły składane modele Huawei oraz Samsunga. Czy okażą się sukcesem? Czy elita naszego pięknego świata porzuci iPhony na rzecz zginanych ekranów? Czy warto było szaleć tak – przez całe życie? Czy warto było starać się – jak ja? Czy warto było kochać tak – aż do bólu?

Wiecie co jest wspólnym mianownikiem Google Glass, telewizorów 3D oraz Kinecta?

Pycha.


I arogancja. I zadufanie w sobie twórców tychże urządzeń. Tych, którzy myśleli, że wystarczy pokazać coś nowego, a ciemny lud i tak to kupi. Bo głupi.

A tu skucha, gdyż okazało się, że plebs nie jest w ciemię bity i przed wyciągnięciem portfela wypowiedział pięć magicznych słów od których drżą serca największych światowych koncernów:

Dokładnie to samo pytanie możemy zadać odnośnie nowalijki z targów w Barcelonie. Lecz wpierw, jeszcze zanim na dobre dobierzemy się do tematu, cofnijmy się delikatnie w czasie. Do momentu kiedy okazało się, że „składaki” to nie tylko futurystyczny koncept, ale coś całkowicie rzeczywistego, co można zamówić i otrzymać w przeciągu paru dni. Mianowicie – do premiery..

ZTE Axon M

Ha! Pewnie spodziewaliście się tutaj Flex Pie? No właśnie celowo wybrałem Axona, gdyż w przeciwieństwie do dzieła Royole mieliśmy tam do czynienia z wcale funkcjonalnym urządzeniem, a nie zaledwie modelem konceptowym z wypiętym tyłkiem i sygnowanym hasłem:

Paczcie jaksie namfajnie zgyna!


Telefon od ZTE jest, choć to opinia poparta jedynie internetowymi recenzjami, całkiem fajnym smartfonem z unikalnymi cechami, coś na wzór klawiszowców BlackBerry. Dwa ekrany, mogące działać osobno lub jak jeden większy, zamknięte w zgrabnej obudowie z zawiasami. Do tego wciąż żwawy Snapdragon 821, 4GB RAM, 64GB na dane (6/128 w wersji chińskiej + microsd) sprawiają, że nawet teraz jest to sprzęt godny polecenia, szczególnie dla tych co to lubią się wyróżniać. Tym bardziej, że z premierowych $730 cena spadła do jednej trzeciej początkowej kwoty. Nic tylko brać!

Czy Axon M okazał się hitem sprzedażowym? Niespecjalnie, ale musimy wziąć pod uwagę, że produkt początkowo był dystrybuowany jedynie przez amerykańskie AT&T, tymczasem obywatele USA ostatnio niezbyt ufają chińskiej elektronice. Tym bardziej, że – niczemu ZTE nie ujmując – kojarzy się raczej z niższą półką i nie ma takiej siły przebicia jak, dajmy na to, Huawei.

Reasumując, Axon M to kawał ciekawego sprzętu, który położyło wsparcie i dystrybucja. Gdyby za to samo zabrał się poważniejszy gracz to #brałbym, ale nawet w zaistniałej sytuacji możemy być wdzięczni ZTE za przetarcie szlaku dla reszty, albowiem historia jego gadżetu kończy się jednoznacznym morałem:

Składane smartfony jak najbardziej mają sens.

Duh, no shit Sherlock! Dzięki za pomoc Kapitanie Oczywisty! Pewnie, że mają sens! Większy ekran to większa powierzchnia robocza! Można wygodniej pracować, grać, oglądać filmy w większym gronie! Nie trzeba dokupywać tabletu, a może nawet i laptopa!

Macie rację, ale chciałbym zwrócić waszą uwagę na coś jeszcze. Otóż, spójrzcie na telefony z ostatniego roku. A teraz rzućcie okiem na słuchawki sprzed dekady. Jest różnica, prawda? Ach, cóż to wtedy była za różnorodność: slidery, clamshelle, modele z pełną klawiaturą qwerty, klasyczne mydelniczki i takie do grania! Dla każdego coś fajnego!

Mam taką zabawę, że w komunikacji miejskiej próbuję odgadnąć modele słuchawek współpasażerów. I powiem wam, że z roku na rok jest co raz trudniej. Klasyczne smartfony dotarły do pewnej granicy, której już się przeskoczyć nie da. Screen to body ratio na tyle zbliżyło się do 100%, że kolejne ułamki już trudno zauważyć. Producenci wespół z użytkownikami zgodzili się na jednolite rozmiary pomiędzy 6, a 6.5 cala. Wcięcie na kamerę (o ile wciąż jest) kurczy się z roku na rok, by już niedługo całkowicie odejść do lamusa. Jedyne co jeszcze jako tako jest w stanie wyróżnić się na tle pozostałych to kształt i ułożenie obiektywów.

Trwa stagnacja, z braku innych rozwiązań firmy starają się przekonać nas do siebie kolorowymi pleckami, porcelaną, gradientami, holograficznymi wstawkami, które i tak skończą pod silikonowym etui. Nie da się wymyślić koła na nowo, potrzebna jest zmiana paradygmatu, potrzebny jest..

Game Changer

Pierwszy iPhone był ‚game changerem’ – to właśnie od jego premiery zmienił się sposób myślenia o telefonach. Wcześniej były to urządzenia „jedynie” do komunikacji: telefonowania i esemesów oraz okazjonalnych maili. Steve Jobs wywalił takie rozumowanie do kosza i w jego miejsce wpisał własne:

There is an app for that!


Od tej pory telefon stał się naszym nieodłącznym kompanem, oferującym pomoc w absolutnie każdej dziedzinie życia. Nastała kolejna era i pojawił się nowy gatunek: homo telefonicus. Człowiek, który bez działającego smartfona jest absolutnie niezdolny do spędzania wolnego czasu.

Takim właśnie „gejm czendżerem” mogą stać się elastyczne urządzenia. Wielofunkcyjność wielofunkcyjnością, ale najbardziej przypadło mi do gustu to jak twórcy kombinują. Niby zarówno Galaxy Fold jak i Mate X oferują cos podobnego, ale zauważcie, że pierwszy ma ekran wewnątrz, a drugi na zewnątrz. To samo w sobie jest już sporą różnicą, a weźmy pod uwagę także inne propozycje, te które mają dopiero nadejść.

Ta pierwsza ma szansę przywrócić chwałę urządzeniom o kompaktowych rozmiarach. Ta druga (Nubia Alpha) oferuje jeszcze bardziej szalone podejście spajające ze sobą rynki telefonów i smartwatchy. Sam nie wiem co lepsze.

A idź mnie pan z tym!

Jeśli przyjrzymy się opiniom ekspertów i zwykłych, szarych Kowalskich na temat zaginanych ekranów to znajdziemy tam więcej sarkastycznego śmieszkowania przyprawionego pogardą aniżeli faktycznej ekscytacji. Jeśli już pominąć zaporowe ceny, z których gros to podatek od nowości, to i tak dominują obawy o wytrzymałość elementów mechanicznych i rozciągającego się przy każdym użyciu tworzywa. Faktycznie, coś musi być na rzeczy skoro obie zaprezentowane nowości były schowane w oszklonej gablotce, poza zasięgiem ciekawskich łapek recenzentów. Od strony technicznej elastyczne ekrany to tylko taki bajerancki plastik, ergo – będzie rysował się od samego patrzenia, a pierwsze luzy mogą pojawić się już po tygodniu zabawy. Niezbyt spoko jeśli weźmiemy pod uwagę ceny na poziomie kilkuletniego Passata.

Ile razy sobie tak zegniemy póki nie pojawią się pierwsze ślady?

Wracając zatem do pytania z nagłówka – czy składane telefony przekonają do siebie ludzi?

Cóż, jedno jest pewne – oferowane obecnie rozwiązania nie mają przed sobą dalekiej przyszłości. W tym roku dominować będą modele z kropelkowatym notchem, który z czasem płynnie przejdzie w dziurę. Za rok pewnie pojawi się innowacja w postaci przedniej kamerki pod ekranem, zniknie też broda na dole. Idąc dalej tym tropem prognozuję, że w 2021 smartfony ze 100% pokryciem ekranem przedniego panelu nie będą niczym specjalnym. I tyle, z tym już nic więcej nie zrobisz, podczas gdy składaki oferują znacznie większe pole manewru zarówno odnosząc się do samej funkcjonalności jak i miniaturyzacji elektroniki noszonej. Jest potencjał.

Bardziej bezramkowo już nie będzie. Co potem?

Czy kupiłbym taki gadżet jeśli cena nie grałaby roli?

Cóż, pobawić się zawsze fajnie, ale na kupno jeszcze za wcześnie. Swój ostatni telefon kupiłem kiedy klasyki w formacie 16:9 osiągnęły szczyt swoich możliwości. Kolejny nabędę pewnie za rok, po przeczekaniu notcha i wiem, że będzie to apogeum tego na co stać tradycyjne bezramkowce.

A potem, czy chcemy tego czy nie, do wyboru wśród flagowców zostaną już tylko składaki.

Bookmark the permalink.