Renowacja 19: Izolacja

Renowacja 19: Izolacja

Myśląc o izolacji domu każdy normalny człowiek wyobrazi sobie budynek grubo i szczelnie opatulony styropianem, dziesiątką czy nawet i piętnastką. W końcu chcąc ochronić się przed zimnem ubieramy kurteczkę, a nie ją zjadamy więc tylko skończony idiota izolowałby mieszkanie od wewnątrz. Cóż..

Tak jak wszystko izolacja domu, z tej czy innej strony, ma swoje plusy oraz minusy. To co odrzuciło mnie od styropianu to:

  • spore koszty inwestycji przekraczające 10 tysięcy złotych za materiał na cały budynek
  • raczej skomplikowany proces montażu wymagający doświadczonych pracowników i rusztowania co przekłada się na dalsze koszty
  • dom zmieniłby się nie do poznania tracąc urok, który zapamiętałem z czasów beztroskiego dzieciństwa

Natomiast niewątpliwymi zaletami ocieplenia wewnętrznego były:

  • niewielkie koszty, tym mniejsze, że najpierw mógłbym się zająć parterem, a w późniejszych latach piętrem
  • prosta instalacja możliwa do przeprowadzenia w pojedynkę w mniej niż tydzień
  • ściany zostałyby odnowione, a tynk wzmocniony nową warstwą
Wełna nad sufitem powinna zatrzymać ciepło w pomieszczeniu.

Myślałem o zastosowaniu dwóch różnych metod docieplenia: wełny mineralnej i tzw. płyt klimatycznych. Ta pierwsza jest powszechnie znana i chyba nie wymaga przedstawienia. Miękka, tania i niepalna, szczególnie przydatna przy izolacji poddaszy, mi zaś przydała się przy sufitach podwieszanych i dwóch ściankach z karton-gipsu: w łazience oraz w kuchni. Tam i tak musiałem zerwać stare tynki, więc co mi szkodziło powciskać waty między profile.

Co zaś do płyt klimatycznych to są to takie panele przystosowane do izolacji wnętrz, tam gdzie z różnych powodów nie może zostać zrobiona tradycyjna elewacja. Niektóre są zrobione z drewna, inne przypominają pustaki, a jeszcze inne to sprasowana pianka (polistyren).

Pierwsze testy paneli XPS wypadły pozytywnie i podsunęły kilka ważnych rad.

Ostatecznie stanęło na panelach z polistyrenu ekskrudowanego, tzw. XPS o grubości zawrotnych 7 mm. Oczywiście nie obyło się bez obaw: czy zda to egzamin, czy nie pojawi się wilgoć, czy ściany nie staną się zbyt wrażliwe na uderzenia?

Aby choć trochę rozeznać się w sytuacji i ocenić czy warto kupować materiału na wszystkie ściany, zamówiłem jedno opakowanie po czym przystąpiłem do testów. Wpierw przykleiłem koło siebie cztery kawałki, na zagruntowanej ścianie i sprawdziłem jak łatwo się to odkleja. Wyszło, że całkiem łatwo, więc ponowiłem próbę ale wcześniej zagruntowałem również panele. Dopiero teraz siedziało jak należy.

Potem wygładziłem izolację na dwa razy, wyszlifowałem i docisnąłem palcem. Przy lżejszym dotyku wytrzymała, ale naprawdę niewiele wystarczyło aby pojawiło się wgłębienie. Pogłówkowałem trochę i nałożyłem wpierw na to siatkę, gips i wtedy gładź. Wyschło, przycisnąłem i nic, żadnych śladów. Oczywiście po uderzeniu cięższym przedmiotem wgniecenie się pojawiło, ale uznałem, że w piłkę halową tam grał nie będę i efekt jest zadowalający.

Podsumowując, testy wykazały, że:

  • zarówno panele jak i samą ścianę trzeba przed klejeniem zagruntować
  • mocować wystarczy na sam klej, trzyma mocno i żadne kołki nie będą potrzebne
  • po zamontowaniu nałożyć siatkę do styropianu i zagipsować na dwa razy dla pewności
  • po gipsie nałożyć gładź, wystarczy raz, tylko dla estetyki
  • komentarze wcześniejszych kupujących polecały też przykrycie paneli tapetą, ale w to już nie chciałem się bawić

Kiedy ściany były już wyszlifowane, umyte i zagruntowane, czyli miałem pewność, że klej będzie trzymał jak sam szatan, zabrałem się do roboty.

Jako, że zaprawa była już gotowa do użycia, wystarczyło nabrać trochę na szpachelkę, rozprowadzić na gładko pod jeden panel (100 x 50 cm), przejechać zębatą stroną pacy i nałożyć izolację uprzednio sprawdzając czy trzyma poziom. Pamiętajcie – to jak przy glazurze – ten pierwszy kawałek jest najważniejszy!

Potem szedł kolejny i następny, aż do końca ściany. Jak nie pasuje to nożykiem do tapet tniemy, a pozostałym docinkiem rozpoczynamy następny rząd. Tak notabene, to ja zaczynałem od góry, bo sufity miałem dobrze wypoziomowane w przeciwieństwie do starych i pofalowanych podłóg. Jeśli ściana była lita to można było ogarnąć to w jedno popołudnie (około 10 m2 czyli 20 paneli), gorzej gdy było tam okno i trzeba się było bawić w docinki. Tak czy inaczej po tygodniu wszystkie ściany były zrobione i gotowe na kolejny etap.

Po pierwszym gipsowaniu wciąż widać ślady łączeń paneli.

W chwili kiedy to piszę mija powoli drugi miesiąc od położenia w/w izolacji i póki co nie żałuję, choć zdaję sobie sprawę, że prawdziwe testy zaczną się zimą. Ściany bez wątpienia wyglądają lepiej, bardziej trzymają piony, są gładsze i nie wydają już głuchego dźwięku przy puknięciu. Wydaje się nawet, że pokoje są cichsze, nie ma takiego echa i mniej słychać samochody z zewnątrz. W czasie upałów nigdy nie zrobiło mi się duszno i nie czułem się jak w terrarium co zapowiadali niektórzy przeciwnicy takiego sposobu izolacji cieplnej. Jedyne co mnie martwi to niedalekie momenty kiedy będę wnosił tu meble, aby przypadkiem gdzieś za mocno nie uderzyć.

Po jednokrotnym wygładzeniu nie ma śladu, że tam jest jakakolwiek izolacja. Dopiero po przyłożeniu dłoni czuć, że ściana zaraz robi się ciepła co byłoby niemożliwe przy samym tynku.

Na wiosnę skrobnę jeszcze parę słów jak to się sprawdziło, ale póki co jestem zadowolony. Jeśli sami chcielibyście spróbować to szukajcie frazy „climapor”. W parze z klejem koszty oscylują w granicach 17zł za metr kwadratowy.

Bookmark the permalink.