Renowacja 18: Podłogi cz.1

Biorąc się za remont mieszkania, renowację posadzki warto sobie zostawić na koniec. W czasie pracy kurzy się, brudzi, a narzędzia lecą z rąk. Szkoda by było gdyby kawałek cegły upadł na świeżo położoną płytkę albo panel. Tak sobie to umyśliłem już na samym początku. Z jednym wyjątkiem.

Jeśli chodzi o strukturę remontowanego domu to wygląda ona tak:

  • betonowa, zbrojona piwnica pod połową (salonem, przedpokojem i kuchnią) budynku
  • podłogi drewniane na legarach w pokojach, wylewka betonową w przedpokoju i łazience
  • ściany z gazobetonu pomieszanego z cegłą (ścianki działowe oraz górna część drzwi i okien)
  • sufity z dwóch warstw zbrojonego betonu pomiędzy którymi jest żużel
  • ściany poddasza to gazobeton i cegła, kładzione chaotycznie, zupełnie jakby dziadek chciał pozbyć się resztek materiału
  • nowy dach z blachodachówki
Podłogi w pokojach nadal są w dobrym stanie.

W dzisiejszym odcinku najbardziej interesują nas podłogi, dlatego krótko podsumuję to co zastałem:

  • w przedpokoju i łazience beton zachował się w stanie niemal niezmienionym
  • w salonie i sypialni deski na legarach wciąż się trzymają, ale wygląd utraciły już daawno temu
  • w pokoju dziecięcym parkiet też już nie wygląda jak dawniej, ale tu akurat wystarczy to wycyklinować, polakierować i będzie jak nówka
  • najgorzej sytuacja prezentuje się w kuchni: legary pogniły, dechy zbutwiały, podłoga w jednym miejscu całkiem się zapadła, strach po tym chodzić
Parkiet prawie idealny, gorzej z deskami – szczególnie tymi pod linoleum.

Zapadła zatem oczywista decyzja żeby podłogę w kuchni wyremontować najwcześniej, jeszcze przed sufitem i ścianami. Na początku myślałem o wylewce betonowej samopoziomującej i elektrycznym ogrzewaniu podłogowym – tak byłoby najłatwiej. Niestety również i najdrożej. Plan postawienia kominka ogrzewającego cały dom upadł kiedy kominiarz zaskoczył mnie informacją, iż przewód spalinowy jest za wąski na takie rozwiązanie i pozostaje mi palić gazem. Zatem skoro i tak będę musiał robić centralne to równie dobrze mogę dodać do tego podłogówkę – będzie to tańsze i wydajniejsze niż elektryka.

Z kolei mój wujek, murarz z zawodu, zaoferował mi pomoc przy wylaniu nowej podłogi. Gdybym zdecydował się na cement samopoziomujący to na powierzchni 9 m2 wyszło by mnie to grubo powyżej tysiąca złotych. Natomiast zamawiając pół kubika półsuchego betonu z pobliskiej cementowni zapłaciłem niecałe 200 PLN z dowozem.

Podłoga w kuchni nie trzyma poziomu.
Trzeba to wyrównać betonem.

Zastanawiacie się jak się poziomuje taką posadzkę? Otóż sekretem są stalowe prowadniczki, które układa się co około metr już na samym początku. Pod spód podsypujemy betonu, poziomicą doprowadzamy je do takiego położenia jakie nas interesuje i zostawiamy to na dłuższą chwilę aby stężało. Potem już sypiemy surowiec w miarę równomiernie i wyrównujemy to tą samą poziomicą rozłożoną na prowadnicach. Zacieramy pacą i tak całe pomieszczenie. Czas schnięcia tak aby można chodzić to jeden dzień, ale całkowicie suche będzie to dopiero po tygodniu albo i dwóch. Pamiętajmy o tym przed położeniem płytek.

Drewniana deska na prowadnicach ładnie i szybko wyrównuje podłogę.

Powyższy manewr musiałem stosować na dwa razy. Na początek kiedy zerwałem przegniłe drewno i wywaliłem żużel zalegający pomiędzy legarami. Wtedy okazało się, że podłoga wcale nie trzyma poziomu i spada na jedną stronę prawie o 10 cm! Po wyrównaniu (i odczekaniu aż całkiem wyschnie) zadzwoniłem po firmę która zgodziła się zainstalować centralne ogrzewanie aby już teraz położyli rurki ogrzewania podłogowego. Wcześniej położyłem tam styropian 4 cm i taśmę dylatacyjną, zaś fachowcy ustawili folię aluminiową i poprzyczepiali rurki.

Styropian zaizoluje podłogę przed uciekaniem ciepła.
Tak wygląda podłogówka w stanie surowym.

Jeśli w kuchni ma być ogrzewanie podłogowe to głupio by było gdybym nie zrobił go w łazience, gdzie stając mokrą stopą na płytkę najbardziej odczułbym różnicę. Z początku miałem opory przed skuwaniem całkiem dobrego betonu i myślałem czy aby nie lepiej podwyższyć tam podłogę, ale w końcu poszedłem na całość. Młot udarowy w dłoń i całe popołudnie pykło nawet nie wiem kiedy. Dziadek nie odwalił fuszerki, beton trzymał jak szalony.

Po założeniu ogrzewania podłogowego pozostało to już tylko zalać kolejną warstwą betonu. Niby są specjalne wylewki jastrychowe wspomagające rozchodzenie się ciepła, ale koszty byłyby niewspółmierne do efektu. Znów użyłem tego co wcześniej, z tą różnicą, że bez kamieni w mieszance.

Po wyschnięciu wystarczy już „tylko” położyć glazurę i można mieszkać.

Bookmark the permalink.