Renowacja 15: Ściany cz. 2

Ściany są krzywe. Tam i ówdzie widać pęknięcia. Tynk odparza. Farba kredowa sypie się od byle dotknięcia. A do tego jeszcze kompletny brak izolacji termicznej. Już od pierwszego spojrzenia wiedziałem, że to właśnie ściany przysporzą mi najwięcej roboty.

Prace rozpocząłem od podzielenia ścian na cztery kategorie:

  • lekko zniszczone zewnętrzne
  • lekko zniszczone wewnętrzne
  • mocno zniszczone zewnętrzne
  • mocno zniszczone wewnętrzne

Chodziło o to jak i czym będą później traktowane. Dla przykładu ściany zewnętrzne miały być później zaizolowane, zaś mocno zniszczone planowałem całkowicie pozbawić tynku i położyć tam nowe płyty gipsowe.

Regipsy czy tynk?

Niewątpliwą zaletą płyt jest ich cena oraz szybkość montażu. Wprawny robotnik przyklei jedną płytę w kwadrans i ma tym samym załatwione ponad trzy metry kwadratowe ściany w cenie dwudziestu-paru złotych. Robiąc to samo zaprawą tynkarską (nawet najtańszą, mieszaną własnoręcznie) wyjdzie to minimum trzy razy drożej. Nie mówiąc już nawet o dwóch dniach ciężkiej pracy. Z drugiej strony tynk cementowy jest znacznie odporniejszy na uszkodzenia mechaniczne i wilgoć, stąd zaleca się jego stosowanie na zewnątrz.

Pierwsze co zrobiłem to pozaznaczałem wszędzie pokruszone i odparzające tynki. Następnie szpachelką lub młotkiem usunąłem to co nie trzyma się podłoża by później załatać dziurę świeżą zaprawą. Czasami skutkowało to pojawieniem się zaledwie małej szpary, ale nierzadko wybijałem w ten sposób ogromne dziury w tynku. W dwóch przypadkach poddałem się i usunąłem cały tynk, do gołego pustaka. To właśnie te mocno zniszczone ściany, które w przyszłości planowałem zasłonić płytami gipsowymi.

Z resztą wcale nie było lepiej. A może nawet wręcz przeciwnie, bo tynk zlatywał łatwo szybko i przyjemnie, a tam gdzie chciałem go zachować pojawił się problem z farbą kredową. Wszędzie gdzie ściana łuszczyła się używałem szpachelki, a w pozostałych miejscach papieru ściernego o małej gradacji. Potem trzeba to było jeszcze umyć mydłem malarskim i zagruntować. Dopiero tak przygotowane ściany były gotowe do robót wykończeniowych.

Wracając jeszcze do regipsów to są dwa sposoby ich montowania:

  • na klej
  • na wkręty
Te płyty kleiłem, trwało to znacznie krócej aniżeli przygotowanie stelaży.

Klej jest najprostszym i najtańszym rozwiązaniem, ale ma jedną wadę: ściany już muszą być płaskie i pionowe. W przeciwnym wypadku musimy szarpnąć się na tzw. „profile kapeluszowe” które mocujemy kołkami do ściany. Właśnie w czasie tej operacji mamy okazję wyprostować nierówne pustaki czy cegły, a także odsunąć od nich przyszłe płyty (na przykład dla poprawienia izolacji termicznej).

Po tym wszystkim ściany w końcu były gotowe na ostatnie etapy ich renowacji: gipsowanie, gładzenie oraz malowanie. Wpierw jednak czekała mnie wizyta elektryka, który miał mi założyć rozdzielnię, położyć przewody i puszki.

Zanim zamontujemy płyty trzeba założyć instalację elektryczną.
Samo przywiercanie płyt jest już łatwe i przyjemne, od razu widać jak pomieszczenie zyskuje na urodzie.
Bookmark the permalink.