Renowacja 14: Sufity podwieszane

Z fachowcami jest taka „zabawna” sytuacja, że co który nie przyjdzie to mówi frazesy w stylu „ooo panie, kto to panu tak spier..!?”. Z reguły pokornie wysłuchuję tej tyrady żali, a potem i tak robię po swojemu. W końcu to ja będę tu mieszkał, a nie oni. Z sufitami było jednak inaczej i to im będzie poświęcony niniejszy wpis.

Sufit podwieszany polega na tym, że do „normalnego” sufitu podczepia się metalowe wieszaki, które z kolei przykręcone są do długich stalowych profili trzymających płyty gipsowe. Stosuje się to w celu obniżenia zbyt wysokich pomieszczeń (co zmniejsza też koszty ogrzewania) oraz właśnie do wyrównania krzywych powierzchni. Przydaje się jeśli marzy się nam światło punktowe/panelowe LED, lub chcemy stworzyć jakąś ciekawą aranżację tam na górze.

Pracę rozpoczyna się od wyrysowania linii na ścianach po których przebiegać będą profile boczne (UD27). Dzięki nim łatwiej wypoziomujemy profile nośne (CD60), dlatego lepiej dobrze przyłożyć się do roboty. Niezbędna będzie długa poziomica oraz sznur traserski, którym łatwo zaznaczymy proste linie. Następnie bierzemy profil UD27, przykładamy go wzdłuż narysowanych linii i zaznaczamy gdzie wiercić otwory na kołki. Pamiętajmy o użyciu odpowiednich wierteł – innego do metalu i do tynku. W międzyczasie można przykleić do profilu taśmę akustyczną, która w teorii powinna nieco wyciszyć przechodzące drgania.

Kiedy dookoła sufitu mamy już profile boczne możemy przejść do wieszaków. Ale naprzód zastanówmy się czy chcemy robić kratownicę, czy prosty sufit z profili równoległych. To pierwsze rozwiązanie jest pewniejsze przy większych powierzchniach, z kolei w wąskich korytarzach czy łazience można pójść na łatwiznę. U mnie kratownicę zastosowałem tylko w dwóch największych pokojach. Sznurkiem traserskim zaznaczyłem gdzie będą szły CD60-ki (a trzeba je ustawiać co 60 cm, tak aby płyta gk o szerokości 120 cm była łapana w trzech miejscach), po czym zaznaczyłem pozycję wieszaków, w zależności od obciążenia – co 50-80 cm. Następnie przyszło najgorsze – wiercenie w zbrojonym betonie z rękami non stop wzniesionymi ku górze. Już wiem jak się czuł Mojżesz nad brzegiem morza. Największy sufit potrzebował tak z 80 dziur na kołki szybkiego montażu.

Wieszaki założone, kolejnym krokiem było przyczepienie do nich profili nośnych. Sama praca z wkrętarką może się nawet podobać, niestety problem polegał w wypoziomowaniu wszystkiego, tak aby było na jednej płaszczyźnie. Owszem, profile boczne bardzo pomagały, ale i tak na środku pokoju ciężar ściągał metal w dół i trzeba było co i rusz coś poprawiać. Na szczęście był to już ostatni etap, poprzedzający montaż płyt.

W trakcie remontu zagnieździł mi się mały ptaszek. Nie miałem serca go eksmitować, dlatego ten kawałek zostawiłem na później.

Co do samych regipsów to z nimi był największy problem – tylko prawdziwy remontowy kozak jest w stanie samodzielnie przywiercić kruchą płytę 120×260 cm bez jej połamania. Najlepiej pracować we dwie osoby, albo skorzystać ze specjalnego podnośnika do płyt. Mi na pomagał wujek, ale i tak bywało ciężko. W trakcie instalacji możemy jeszcze napchać w powstałą szczelinę wełny mineralnej. Pomoże to nieco wyciszyć pomieszczenie i obniży rachunki za opał.

To by było na tyle, tak powstały sufit należy jeszcze zaspoinować (gipsem, albo specjalną masą szpachlową) i można malować. Jeśli zastanawia was ile to kosztuje to spieszę z wyliczeniami:

Jeśli mamy mały pokoik 3×3 metry, wtedy:

  • 2 razy 3-metrowe profile UD27 = 10 zł
  • 6 razy 3-metrowy profil CD60 = 50 zł
  • 6 razy 6 wieszaków ES60 (225 mm) = 70 zł
  • 3 duże płyty gk i jedna mała = 60 zł
  • taśma akustyczna, wkręty, pchełki i kołki sm = max 30 zł
  • gips szpachlowy 2kg i flizelina = 10 zł

RAZEM: 230 zł

Niby niedużo, ale pamiętajmy, że w większych pokojach dojdzie nam koszt kratownicy (dwa razy tyle profili CD60) i łączników, zaś w pomieszczeniach wilgotnych trzeba będzie przerzucić się na zielone płyty (droższe o ok. 50%). No i jeszcze koszty robocizny.

Czy warto było?

Na ostateczny efekt trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale już teraz moje dzieło prezentuje się bardzo zacnie:

Bookmark the permalink.