Renowacja 13: Okna

Z dachem było o tyle fajnie, że w przeciągu tych trzech tygodni w jakie go robiono, dom zmienił się nie do poznania. Wypiękniał, odświeżył się, od razu widać, że coś się dzieje, jest akcja. Tymczasem ile bym nie narobił się wewnątrz to z ulicy i tak widać stare, odpadające tynki i łuszczące się z farby okna.

O ile samo tynkowanie chałupy będzie musiało poczekać tak minimum jeszcze do wakacji, o tyle wymiana okien okazała się znacznie prostszym zadaniem. Nie dość, że odpowiedni sklep mam właściwie po sąsiedzku to same koszty okazały się niższe niż podejrzewałem.

Z początku nawet myślałem czy nie zakupić okien przez Internet i nie założyć samodzielnie. Ale jak tylko poszedłem do sklepu stacjonarnego i okazało się, że w ten sposób zaoszczędzę maksymalnie dwieście złotych (na czterech oknach), a stracę za dwa dni na uczeniu się jak to poprawnie montować, to ochota mi przeszła.

Jedyny minus taki, że od złożenia zamówienia do instalacji musiałem czekać ponad trzy tygodnie.

Tym którzy absolutnie nie wiedzą jak kupuje się okna już wyjaśniam. Najpierw mierzymy wnęki okienne aby otrzymać wstępną wycenę. Potem szukamy sklepu i pytamy się o koszty. Przykładowo za jedno okno w formacie 141 cm (wysokość) na 165 cm (szerokość) wraz z demontażem starego i montażem przyszło mi zapłacić 850 złotych. Jeśli jesteśmy gotowi tyle zapłacić wtedy zostawiamy zaliczkę i prosimy o profesjonalne mierzenie przez kogoś z w/w firmy. Jest to o tyle ważne, że mogliśmy się machnąć centymetr w tę czy w tamtą, a potem będzie klops. Fachowiec natomiast wie co, gdzie i jak, a nawet jak się pomyli to już wina zakładu i mamy podstawy do reklamacji.

W czasie zamawiania mogą się nas pytać o rodzaj profilu (ja miałem do wyboru polski i niemiecki – niby droższy i lepszy), ilość skrzydeł (wziąłem klasycznie: dwuskrzydłowe), ilość szyb (minimum dwie, a można i cztery co podobno lepiej izoluje) oraz typ otwarcia (rozwierane, uchylne oraz miks tych dwóch). Jak już zamówiliśmy pozostaje czekać, bo zazwyczaj jest tak, że sklep nie jest szklarzem i wpierw musi czekać na dostawę szyb na wymiar.

Kiedy w końcu przyjechali monterzy, uwinęli się z tym tak szybko, że nawet zdjęć nie zdążyłem porobić. Dosłownie: godzina i po sprawie.

Wpierw jeden sprawdził wymiar, potem wyciągnął stare skrzydła (i zapakował na swoją ciężarówkę o co poprosiłem – fajnie, że nie musiałem się bawić z wyrzucaniem) i wyważył ramy. Drugi w tym czasie poznosił nowe okna do domu. Potem we dwójkę ustawiali każde z okien do pionu i mocowali na klinach oraz kotwach. Jak już było dobrze to pianka z każdej strony i następne.

Niby wcześniej widziałem jak to się robi na YouTube, ale jakby przyszło co do czego to nawet z pomocnikiem bawiłbym się z każdym oknem po kilka godzin. Tym bardziej nie żałuję, że dopłaciłem za instalację.

Dodam jeszcze, że można wybrać również montaż „all inclusive” zwany potocznie „na biało” co przydaje się w już wykończonych mieszkaniach. Wtedy oprócz samych okien dostajemy również szpalty, czyli tynkowanie dookoła ramy, a czasami również i parapety. W innym przypadku pozostaje nam się tym zająć samodzielnie.

Bookmark the permalink.