Renowacja 11: Demolka

Jest coś fascynującego w niszczeniu. Przywracanie otoczeniu entropii do której ostatecznie dąży cały wszechświat wybrzmiewa nutą mistycyzmu, a osoba, która się tego podejmuje staje się pomazańcem chaosu. Już biblijny Potop zapowiedział, że aby stworzyć prawdziwe magnum opus musimy wpierw wyzbyć się tego co niedoskonałe i zacząć od zera.

Może ‚od zera’ to za dużo powiedziane, bo nie mam zamiaru burzyć domu do gołej ziemi, ale wiele z tego co zostawił mi dziadek pójdzie na śmieci. Instalacja gazowa już została przycięta do samej ściany i będą wstawiane nowe rurki. Podobnie z wodą i kanalizacją – poprzestawiam trochę zlewy oraz toaletę, a to wymusi odmienną aranżację przestrzeni.

Niszczenie rozpocząłem od zrywania farby ze ścian. Czasami opadała płatami, innym razem szło to powoli, a jak nie chciało iść wcale to brałem się za szlifowanie. Tak Bogiem a prawdą to sporo tej pracy poszło na marne, bo w trakcie dochodziłem do wniosku, że lepiej w tym miejscu będzie skuć cały tynk i położyć nowy. Był to jednak niezbędny element procesu twórczego. Jeśli ja mam być Michałem Aniołem, a ten dom moją Kaplicą Sykstyńską, to monotonne skrobanie farby pomogło mi przemyśleć to jak moje arcydzieło ma finalnie wyglądać.

Kiedy już zdarłem najgorsze fragmenty, skierowałem się w stronę luksfery na ściance działowej pomiędzy kuchnią i łazienką. Nie wiem czemu dziadek nie zdecydował się na osobne okienko w łazience, ale wspomniana luksfera miała zapewniać jakieś tam oświetlenie za dnia. Kto wie, może kiedyś było to nawet modne, ale teraz nie potrafiłem znaleźć żadnych argumentów za zostawieniem tego na ścianie i wziąłem się do rozbijania. A że cholerstwo miało jeszcze zbrojenie to zeszło mi na to ładnych parę godzin.

W końcu nadszedł TEN moment. Mogłem wreszcie przetestować zakupiony młot udarowy! Idealny do zdejmowania tynku, choć trochę za słaby przy walce z betonem co udowodniły mi próby zaatakowania posadzki w łazience. Najsampierw obejrzałem wszystkie ściany i tam gdzie widoczne było pęknięcie pogłębiłem je aż do gołego pustaka, tak aby nowy tynk mógł później dobrze związać.

Z każdą kolejną dziurą na podłodze pojawiało się co raz więcej gruzu, ale to nie stanowiło problemu – zabiorę się zań jak tylko całe kucie będzie zrobione, a zostało tego jeszcze sporo. Kolejnym zadaniem będzie bowiem rowkowanie ścian w miejscach gdzie mam zamiar poprowadzić linie energetyczne.

Jedną z większych przeszkód są również ścianki działowe w których chcę przesunąć otwory drzwiowe. Czyli trochę cegły/pustaka będzie trzeba wybrać z jednej strony, a z drugiej dołożyć, albo zamaskować za pomocą karton-gipsu.

Cała ta robota z młotem jest brudna i ciężka. Wibracje mocno dają się we znaki mięśniom ramion i dłoni, a pył i okruchy lecą na twarz. Nie można jednak zapomnieć o satysfakcji jaką daje niszczenie i fakt, że po prostu możesz to robić na legalu, bez konsekwencji. Teraz już rozumiem koty, które tak chętnie zrzucają rzeczy z szafek.

Bookmark the permalink.