O tym jak zostałem farmerem – recenzja Stardew Valley (PC)

Pobudka o szóstej. Sprawdzam pogodę na jutro, zerkam na kalendarz – kto wie, a nuż znajomy ma dziś urodziny, może warto przygotować jakiś prezent. Wychodzę przed chałupę i łapię się za głowę – truskawki obrodziły tak, że bedę to zbierał cały ranek! A kto wydoi krowy? Zbierze jajka z kurnika? Pójdzie na zakupy?! Że o wycince drzew nie wspomnę! Ciężkie jest życie na roli, a dziś właśnie mija drugi rok odkiedy zostałem wieśniakiem.


Jak to pisywał w swoich dziełach Mikołaj Rej – nie ma lepszego życia nad życie na wsi. Wstawanie o świcie, doglądanie zwierzyńca, zachwyty nad dojrzewającymi zbiorami, odpoczynek w sadzie, znój w towarzystwie rodziny i najbliższych przyjaciół. A od czasu do czasu nawet jakiś festyn.

Dokładnie to i sporo więcej oferuje nam Stardew Valley – gra, która wygląda jak z GameBoya, tematyką kojarzy się z facebookowymi popierdółkami, a początkowo pozuje na taką od której bardziej fascynujące jest chociażby patrznie na schnącą farbę. Takie właśnie były moje pierwsze odczucia odnośnie SW, bardzo autentyczne ale kompletnie nietrafione.

Pobudka o świcie i do roboty, nie ma zmiłuj.

Zawiązanie historii jest krótkie – jesteśmy młodym korposzczurem, któremu wykonywany zawód wyraźnie przestaje pasować. W tym właśnie momencie nadchodzi punkt zwrotny w naszym życiu – otrzymujemy od dziadka farmę na wsi i tak rozpoczyna się właściwa rozgrywka.

Stardew Valley to jedna z tych bardzo relaksujących gierek, w których nie można przegrać bez względu na to jak bardzo byśmy tego chcieli. Pod tym względem najbliżej jej do Prince of Persia (2008) kiedy czarodziejska Elika również za każdym razem ratowała nieostrożnego Księcia z tarapatów.

Brak ekranu „game over” w żadnym jednak wypadku nie wpływa na naszą motywację. Zawartości jest bowiem tyle, że i po setce godzin gry wciąż będziemy mieli coś do roboty.

Czy deszcz czy susza są plony do zebrania i zwierzaki do wykarmienia.

Z początku nasze domostwo i przyległe tereny są w opłakanym stanie – śmieci walają się wszędzie, drzewa zarastają najlepsze tereny pod zasiew, a do tego dochody farmy są bliskie zera. Trzeba to jakoś ogarnąć, a potem odbić się od dna.

Eksploracja. Eksploatacja. Maksymalizacja zysków. To właśnie esencja gry w Stardew Valley.

Zatem sprzątamy to pobojowisko, a w międzyczasie poznajemy sioło i jego mieszkańców. Pomagamy im oraz wykonujemy proste zadania kurierskie, a w miarę postępów pojawiają się pierwsze przyjaźnie. Z czasem osada pokazuje nam się od swojej najlepszej strony i z ciekawości szwędamy się po okolicy zamiast zająć się farmerką jak Pan Bóg przykazał. Rozmawiamy z sąsiadami, łowimy ryby, zbieramy jagody, wydobywamy węgiel w kopalni, a nawet gonimy pociągi. Roboty dużo, tylko czasu..

Na szczęście możemy wskoczyć na wiernego konika i zaoszczędzić w ten sposób masę czasu.

A właśnie, że nie – czasu mamy pod dostatkiem. Co prawda jeden dzień czasu gry (ponad 20min czasu rzeczywistego) nieubłaganie przemija, ale po nim przyjdzie kolejny. A potem następny. Po wiośnie będzie lato, dalej jesień, zima i kwiaty znowu zakwitną. Nie ma spiny. Gra jest wyjątkowo relaksująca, idealna na wyluzowanie się po pracy.

W SW nie masz żadnych celów poza tymi, które ustalisz sobie sam. Jeśli masz taki kaprys to możesz nawet przeleżeć cały rok w łóżku – to nie survival, żeby dokuczał ci głód, to nie gra stricte ekonomiczna – nie da rady udupić się kredytem w banku. Nawet jeśli sprzedasz wszystkie narzędzia – od siekiery po motykę, a pieniądze przepijesz to podstawowe zabawki zostaną ci zwrócone pocztą, a kasę uzupełnisz choćby zbierając muszelki na plaży.

Wkoło domu możemy postawić różne budynki gospodarcze – stodołę, kurnik, studnię czy szklarnię, jak widać na przykładzie powyższego obrazka.

Poznawszy sekrety Doliny i spróbowawszy wszystkiego co ta nam ma do zaoferowania zapragniemy przebudowac naszą farmę, sprawić by była „bardziej mojsza niż twojsza”. Wybieramy miejsca pod budynki rolnicze, rozbudowujemy i dekorujemy chałupę, kładziemy drogi i sadzimy drzewa aby było z czego budować beczki pod wino. Sezon po sezonie, rok po roku udaje się nam osiągać coraz wyższe dochody, nasz ogródek w końcu zaczyna cieszyć oko, przychodzi też czas na ożenek i spłodzenie potomka. A potem..

Spać idziemy dopiero grubo po północy, a jeśli zabawimy ponad drugą nad ranem to sen nadejdzie sam i następnego dnia obudzimy się z połową normalnej energii (zielony pasek w prawym dolnym rogu).

A potem wystarczy już tylko znaleźć sobie jakieś drzewko i..


Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

Ocena 5

Bookmark the permalink.