Mp3: Ewolucja

Kilka dni temu sukcesem zakończyła się zbiórka na Kickstarterze dla projektu Mighty, muzycznego odtwarzacza starającego się unowocześnić zanikające powoli playery mp3. Czy wynalazek ma szanse na rynkowy sukces? Czy odmieni panujące trendy? Czy producent okaże się godnym zaufania? Czy Emilio wybaczy Isabelli, że puściła się z Pablo?

 

Należę do tego wesołego pokolenia, która przebrnęło przez większość możliwych sposobów odsłuchu muzyki. Zaczęło się od walkmanów (zarówno oryginalnych Sony jak i całej masy podróbek) i wież oraz przegrywania utworów z radia. Potem przyszedł pierwszy pecet – rozpoczeła się niczym nieskrępowana mania piracenia empetrójek i odpalania ich w zapomnianym już Winampie. Czasami człowiek z sentymentu kupował płytę ulubionego wykonawcy, ale częściej sam nagrywał cedeki archiwizując zgromadzone megabajty piosenek i zwalniając tym samym miejsce na dysku pod kolejne.

Walkman - pierwsze wrażenie było takie jak teraz mają ludzie na punkcie VR. Wow!

Walkman – pierwsze wrażenie było takie jak teraz mają ludzie na punkcie VR. Wow!

W końcu nadszedł czas kiedy każdego, nawet psa z kulawą nogą, było już stać na kieszonkowy odtwarzacz mp3 i ten królował niepodzielnie aż do rozpowszenienia smartfonów. Gdzieś tam w tle przewijała się powracająca moda na winyle gromadzone przez szerzące się hipsterstwo. W końcu Internet potaniał i rozpowszechnił się na tyle, że przyszedł czas na pierwszą przygodę ze streamingiem – głównie z pomocą YouTube, które okazało się dalece bardziej wygodne od samodzielnego wyszukiwania i katalogowania utworów. Były też radia internetowe, ale nidgy nie udało mi się znaleźć idealnej stacji, a skakanie pomiędzy nadawcami szybko robiło się męczące.

YouTube jest dziś synonimem internetowego video.

YouTube jest dziś synonimem internetowego video.

Nie oszukujmy się – główną zaletą usług pokroju YT czy Spotify jest proste – ‚mówisz i masz’. Ba! Coraz częściej nawet nie musisz mówić, bo playlista generowana specjalnie pod twój gust pojawia się automatycznie co tydzień. Z drugiej strony, każdy kto kiedykolwiek biegał ze smartfonem i spoconymi dłońmi próbował zmienić utwór przyzna, że rozwiązanie dalekie jest od wygody (czyt. ‚szlag człowieka trafia!’). W tym wypadku miniaturowy playerek, który możemy przyczepić sobie do ubrania i przeskakiwać między piosenkami bezwzrokowo sprawdza się daleko lepiej.

Sandisk produkuje jedne z lepszych odtwarzaczy ale nawet te tańsze są wygodniejsze od telefonu..

Sandisk produkuje jedne z lepszych odtwarzaczy ale nawet te tańsze są wygodniejsze od telefonu..

Bohater dzisiejszego wpisu – Mighty – jest hybrydą, urządzeniem, którego ojcem jest streaming, a matką wysłużona emeptrójka. Wybrańcem, który ma zjednoczyć skłóconych fanów muzyki i przekonać ich, że wygoda odtwarzacza może iść w parze z wygodą tworzenia playlist oraz wyszukiwania nowych brzmień.

Dla lepszego rozeznania przyjrzyjmy się materiałom promocyjnym:

Oto Mighty w całej okazałości..

Oto Mighty w całej okazałości..

..oferuje przyzwoite parametry..

..oferuje przyzwoite parametry..

..i wydaje się solidnie zaprojektowany.

..i wydaje się solidnie zaprojektowany.

Czyli, najprościej ujmując, mamy do czynienia z małym komputerkiem bez wyświetlacza, za to sterowanym specjalnym, zmodyfikowanym Androidem. Wszystko po to, żebyśmy mogli synchronizować playlisty z naszym kontem na Spotify i zabierać malucha wszędzie tam gdzie telefon by tylko zawadzał.

Dla jasności – kosztujące 80 dolców Mighty na dobrą sprawę nie oferuje niczego co nie potrafiłby odtwarzacz za ułamek tej kwoty zamówiony na Aliexpress. Tu i tu słuchamy muzyki, skąd więc ta moja podnieta?

Spotify - miliony utworów w zasięgu ręki za 2 dychy miesięcznie .

Spotify – miliony utworów w zasięgu ręki za 2 dychy miesięcznie .

Ano stąd, że wierzę w streaming. Wierzę, że to właśnie jest technologia przyszłości, gdzie zarówno artysta jak i konsument zyskuje. Ten pierwszy faktycznie zarabia tyle na ile jego utwory są popularne i może zaistnieć nawet bez wsparcia wielkich koncernów. Z kolei użytkownik serwisu cieszy się ogromnym wyborem do którego ma dostęp z każdego miejsca na świecie i to za koszt mniejszy niż cena jednego krążka.
Wierzę, że dni empetrójek są policzone, a kolekcojonerzy, którzy jeszcze obstają przy płytkach (choć prędzej czy później przerzucą się na inne nośniki – trwalsze i oferujące lepsze doznania) będą mieli znaczenie co najwyżej marginalne.

Dysk optyczny 5d - być może tak będziemy zapisywać dane w następnej dekadzie. Ale to temat na kolejny artykuł.

Dysk optyczny 5d – być może tak będziemy zapisywać dane w następnej dekadzie. Ale to temat na kolejny artykuł.

Jednocześnie nie lubię słuchać muzyki na smartfonie. Kiedy zmieniam utwór w aparacie muszę go najpierw wyciągnąć z kieszeni, odblokować, tapnąć tu, tapnąć tam, w międzyczasie napatoczy się jeszcze jakieś ciekawe powiadomienie, coś się zamuli albo appka się zawiesi. Owszem, można zmienić ustawienia przycisów lub kontrolować odtwarzacz słuchawkami ale i tak daleko temu do prostoty pierwszego lepszego playerka przyczepianego klipsem do ubrania.

I tego właśnie oczekuję od Mighty. Że da mi ogromną bazę utworów, że korzystanie z niego będzie tak wygodne, że aż prawie magiczne, że maniacy dobiorą się do jego Androida i wprowadzą modyfikacje o których mi się nawet nie śniło, że aktywna społeczność zapewni gadżetowi długi czas ‚życia’.

Z drugiej strony tak samo wierzyłem w smartwatcha od Goclevera, który obecnie kurzy się na dnie szuflady, bo po pierwszych paru miesiącach przyszło opamiętanie i zauważyłem, że wku*wiam się przez zegarek, co przy poczciwym Casio nigdy nie miało miejsca.

 

Czas pokaże.

Źródło:
Kickstarter

Bookmark the permalink.
  • O tak. To też moje marzenie, byleby obsługiwał Google Music 😀

    • Oficjalna wersja jest robiona we współpracy ze Spotify, więc wątpię by mieli jakiś interes we wspieraniu konkurencji. Z drugiej strony to w końcu Android, do tego społeczność modderów.. Jeśli tylko Mighty zyska na popularności to możemy liczyć na różne ciekawe dodatki.

      • Przede wszystkim w interesie Google nie jest udostępnianie Google Music poza smartfonami z Androidem. Poza tym API Google Music jest tak ubogie, że musieliby się o wiele bardziej otworzyć na 3rd party developerów, ale… patrz zdanie pierwsze 🙂