Mi6

Premiera nowego telefonu to, wydawałoby się, nic szczególnego – jedynie kawałek elektroniki nieco tylko innej od tej w sprzęcie RTV/AGD, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie podnieca się ulepszonym modelem odkurzacza. Mimo to zapowiedź każdego iPhone’a, Samsunga (czy ostatnio również LG) wiąże się z masową ekscytacją fanów na podobieństwo nastolatek reagujących na widok Justina (sam sobie dopiszcie którego). Chciałbym napisać, że ze mną jest inaczej, że będąc światowcem i człowiekiem rozsądnym trzeźwo patrzę na sytuację, analizuję suche fakty i nie jaram się nowym numerkiem w modelu słuchawki. Niestety nie potrafię.

Xiaomi Mi6!!!!11!1!!1 F..k yeah! FTW!

Parę dni temu, w Pekinie miała miejsce premiera nowego modelu słuchawki od Xiaomi – Mi6. Muszę się przyznać, że mocno rozczarowany moim obecnym telefonem (zakupionym podczas zeszłorocznych wakacji Yotaphone 2) coraz łakomiej spoglądałem na produkty „Chińskiego Apple”. Innowacyjność, dbałość o jakość oraz prezencję, własny ekosystem i – przede wszystkim – ceny, które sprawiają, że kupujący czuje się jak złodziej – te wszystkie elementy zaprowadziły Xiaomi na szczyty tabelek sprzedażowych w Kraju Środka. To właśnie dlatego wypatrywałem ‚Meeseeksa’ od dobrych kilku miesięcy, premierę śledziłem na oficjalnej stronie firmy pomiędzy lekcjami, a teraz jak kania dżdżu wyczekuję 28-go kwietnia, kiedy telefon wreszcie pojawi się w sklepach.

W zasadzie palce mnie świeżbiły już od samej konferencji i miałem zamiar pofrunąć na fali hype’u z tym tekstem jeszcze tego samego dnia. To byłoby jednak wyjątkowo nieprofesjonalne i zakrawałoby na bezczelną reklamę (a do tego idiotycznie głupią, bo przez nikogo nie opłaconą!), toteż postanowiłem chwilę odczekać by dać odpocząć skołatanym emocjami nerwom. Z tego samego powodu opis Mi6 rozpocznę od tego wszystkiego co mi się w nim nie podoba:

  • 168g krzemu i metalu, ponad 180g za wersję ceramiczną. Poważnie? Przy baterii 3300mAh to chyba musieli jakimś balastem dociążyć.. Ano właśnie – zamiast aluminium mamy stal, zatem jest przynajmniej nadzieja, że dzięki temu lepiej zniesie upadki i zadrapania.
  • Odporny na zachlapania? Chociaż na IP67 mogli się szarpnąć, co mi po zachlapaniach? To, że kropleka wody na ekran upadnie to wiadomo, że wytrzesz i po sprawie, ważne, by łączenia i USB nie przepuszczały!
  • Bez minijacka? Nie żebym jakoś szczególnie tęsknił za MJ, bo już od dłuższego czasu korzystam ze słuchawek bezprzewodowych i do kabla wracać nie zamierzam, ale w tym przypadku nie widzę żadnego uzasadnienia. Zazwyczaj producenci tłumaczą się ultra cienkim designem albo pełną wodoszczelnością co w MiSzóstce zwyczajnie nie ma miejsca. Zatem na chłopski rozum – porwali nam Jacka, a nie dali nic w zamian, zbóje!
  • IPS?! WTF Xiaomi?! To mój największy ból dupy, bo strasznie się jarałem pogłoskami o AMOLEDzie, który (co wiem z własnego doświadczenia) bije przestarzałe ipeesy na głowę. Czerń jest prawdziwie czarna, kolorki nasycone, a czarne motywy oszczędzają baterię. A zamiast tego mamy IPS, chociaż przynajmniej postawili na najnowszą generację – z regulacją jasności w przedziale 1-600 nitów.
  • Brak większej innowacji. Po tak długim okresie wyczekiwania chciałoby się dostać jeszcze coś ekstra, nie wiem, ekran QHD, grafenową baterię, najnowszy aparat Sony czy brak ramek na podobieństwo MIXa. A co mamy? Ceramiczną konstrukcję, która już była, a do tego podnosi niemałą i tak wagę telefonu do 180 gramów – tyle to mają sześciocalowe łopaty, a nie maleństwa 5.15″.

Trzy wersje kolorystyczne dostępne juz w ten piątek. Wszystkie cieszą oko.

Miałem wrzucić angielskie screeny jak reszta polskich portali, ale postawiłem na krzaki – niech będzie bardziej orientalnie! 😉

Czyli co? Że niby najnowsze dzieło Xiaomi o kant rzyci rozbić? A broń Boże! To, że sprzęt nie jest taki jak to sobie wymarzyłem to jeszcze nie oznacza, że jest do niczego, sami z resztą spójrzcie:

  • Najnowszy Snapdragon. Moje pierwsze urządzenie z Androidem, Nexus 7 2012, wyciągało stabilne 13tys punktów w Antutu, obecne tablet z telefonem osculują w przedziale 40-50k. Ja wiem, że te cyferki tak naprawdę nie odzwierciedlają wrażeń z codziennego użytkowania, ale skoro benchmark Snapa 835, najmocniejszej bestii na rynku, wykręca prawie 180 tysięcy to możemy spodziewać się prawdziwej rakiety.
  • 6GB. Wbrew obiegowej opinii, że RAM nieużywany jest marnowany, ja uważam, że kości pamięci nigdy za dużo. Tyle razy już się wnerwiałem na ubijanie aplikacji w tle w moich gadżetach, że obiecałem sobie by podczas następnych zakupów nie schodzić poniżej 4GB. Świeżutki Mi6 podbija tę wartość do sześciu giga (szósta wersja telefonu i sześć gigabajtów? Przypadek?*) co czyni mnie absolutnie spokojnym o wielozadaniowość smartfona.
  • Wypasiony aparat! Przed premierą pojawiły się pogłoski jakoby Mi-Szóstka miała być wyposażona w aparat Sony zaprezentowany niedawno na targach we flagowej Xperii (wiecie, ten z nagrywaniem video w 900 klatkach/s). Plotka się niestety nie potwierdziła, bo nigdzie nie widziałem potwierdzenia w/w informacji ale i tak nie ma na co narzekać – mamy podwójną kamerę 13MP z takimi bajerami jak automatyczna stabilizacja obrazu, dwukrotny zoom optyczny, szerokokątny obiektyw i światło 1,7. Mają rozmach skur..
  • Łączność i inne bajery. Xiaomi 6 ma być wyposażony we wszystkie aktualnie popularne moduły transmisji danych: BT (ciekawe czy w wersji 5.0?), NFC (specjalnie pod nową funkcję „MiPay”), LTE z obsługą najnowszych częstotliwości oraz dwuzakresowe Wifi (reklamowane jako 2×2 Wifi o zwiększonym zasiegu i stabilności). Do tego oczywiście mamy czytnik linii papilarnych, USB C, no i oczywiście QuickCharge3.0.
  • Android 7 z MIUI! Często bywa tak, że producent namawia do zakupu swojego telefonu ze wszystkich stron, ale jak tylko do transakcji dojdzie to o kliencie zapomina się ze skutkiem natychmiastowym przez co ten skazany jest na korzystanie z przestarzałej wersji systemu, ewentualnie pomoc dobrych ziomków z XDA. Ostatnie lata i śledzienie poczynań Xiaomi gwarantują nam regularne aktualizacje i dbałość o rozwój systemu nawet do 3 lat po zakupie.
  • Cena! Te wszystkie ochy i achy byłyby całkowicie bezwartościowe gdyby nie cena urządzenia – w końcu Samsung i LG ostatnio też popisały się arcyciekawymi modelami, co z tego skoro mało kto ma śmiałość wyłożyć na telefon równowartość używanego Passata w dobrym stanie – dziadek tylko do kościółka jeździł, płakał jak sprzedawał! Rozumiem również, że z mojej perspektywy** prezentuje się znacznie bardziej pożądliwie, w końcu 2500RMB (niecałe 1500zł/wersja 64GB) za takie cacko to jakby sobie prezes firmy sam gardło podrzynał. Grzech nie kupić!

Xiaomi głownie reklamuje niebieską wersję. Coś w tym jest..

Dostępna będzie również powłoka ceramiczna. Siła rażenia dobrego kamienia.

Czy kupić?

Gdyby Mi6 miał AMOLEDa w miejsce tego nieszczęsnego IPS to bym się nawet nie zastanawiał tylko jechał prosto do fabryki i spod bramy krzyczał „stulcie ryje i bierzcie moją kasę!”. Teraz się wacham – z jednej strony obecny fonik wciąż działa i żal mi będzie chować go do szuflady, z drugiej jestem przecież geekiem, od dwóch lat mieszkam w Chinach i pluł bym sobie w brodę gdybym nie kupił tu ani jednej zabawki na premierze, tym bardziej tak kuszącej jak ta zaprezentowana 4 dni temu.

Do piątkowej sprzedaży zostało jeszcze trochę czasu, w sam raz by pobić się trochę z myślami i dojść do właściwego rozwiązania, a jeśli macie jakieś dobre rady – dajcie znać w komentarzach.

Wersja srebrno-lustrzana. Wygląda nieziemsko, ale nie będzie dostępna na premierze. Ciekawe czy mocno się będzie rysować?

(*) nie sądzę!

(**) dla przykładu: Redmi 4X w oficjalnej dystrybucji w Polsce to koszt 999zł (x-kom), podczas gdy w Chinach kupimy go za 899RMB = 530zł, więc jak już Mi6 się w Polsce pojawi (pewnie dopiero na wakacje..) to raczej z ceną poniżej 2000 nie zejdzie.

Bookmark the permalink.