Markdown czyli „jestę pisarzę”!

Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień. „O, wypraszam to sobie! Jak to? Ja nic nie robię? A kto siedzi na tapczanie? A kto zjadł pierwsze śniadanie? A kto dzisiaj pluł i łapał? A kto się w głowę podrapał? A kto dziś zgubił kalosze? O – o! Proszę!”

Ludzie to z reguły leniwe stworzenia. Niektórzy mniej, inni bardziej, ale generalnie nie znam nikogo kto powie, że lubi się przemęczać. Są za to tacy co to potrafią doprowadzić nieróbstwo do następnego poziomu – harują jak woły cały czas przy tym myśląc jak to za chwilę będą się nieprzyzwoicie opierdzielać. Inni z kolei zamiast po prostu wziąć się do roboty i godzinkę załatwić sprawę głowią się wpierw przez pół dnia jak to zrobić by zaoszczędzić pięć minut.

Kadr z serialu „Świat według Kiepskich”.

Markdown o którym dzisiaj będzie mowa to taki quasi-język nawiązujący do HTML, lecz o znacznie prostszej (właściwie intuicyjnej) składni. Służy on właściwie tylko do formatowania tekstu, który następnie wrzucimy gdzieś do Internetu. Po raz pierwszy usłyszałem o nim jeszcze kilka lat temu i razu spodobało mi się to co miał do zaoferowania.

Chodzi w tym wszystkim o to aby jak najłatwiej dało się pisać ładne artykuły – takie z nagłówkami, wypunktowaniem, linkami i obrazkami. Ktoś powie, że to banał i jako przykład poda Worda od Microsoftu, gdzie wszystkie te rzeczy zrobimy praktycznie od ręki. Problem jednak w tym, że Word wcale nie jest darmowy, a do tego przekopiowanie uzyskanego efektu do np. WordPressa może zaowocować kompletnym chaosem.

Ideą Markdown jest rozwiązanie tego problemu i wprowadzenie na salony niespotykanej dotąd uniwersalności, która pozwoliłaby tworzyć profesjonalne teksty nawet w pierwszym lepszym notatniku.

Jeden z największych hitów Juliana Tuwima we wstępniaku znalazł się tutaj nieprzypadkowo. To właśnie niechęć do robienia więcej aniżeli absolutnie konieczne skłoniła mnie do wypróbowania Markdown.

Lubię proste rozwiązania i dlatego teksty które tu widzicie powstają w programie Notepad++. To taki ulepszony Notatnik z Windowsa uzbrojony w różne przydatne elementy pokroju kontroli składni (dla programistów) czy sprawdzanie pisowni. Ogólnie bardzo sobie cenię taką pracę, ale pisanie bardziej przypomina szkicowanie aniżeli tworzenie zwartego artykułu. Regulacja czcionki jest dość ograniczona, podobnie jak formatowanie, linkowanie oraz wstawianie obrazków. Sprowadza się to zatem do tego, że w N++ powstaje suchy tekst, który następnie kopiowany jest do edytora w WordPressie i tam „podkręcany” aby lepiej się to czytało.

Niby mogę od razu korzystać z WP, ale niestety mam niemiłe wspomnienia związane z zapisywaniem postępów podczas pracy z włączonym VPN-em. Bywało tak, że po odświeżeniu znikały mi całe akapity tekstu. Do tego dodać muszę, że irytuje mnie to w jaki sposób WP łamie linie i oddziela paragrafy od siebie.

Edytor WordPressa ma niezłe możliwości, lecz nie jest bez wad. To w końcu wciąż aplikacja online.

Jak zatem działa Markdown i jak zacząć z niego korzystać?


Najsampierw wchodzimy na stronę projektu i uczymy się podstaw formatowania z użyciem prostych znaków z klawiatury. Nie jest tego dużo i nawet średnio rozgarnięty szympans opanuje podstawy w jedno leniwe popołudnie. Dla przykładu:

  • Jeśli w edytorze napiszę tak:

*tekst*

..to końcowym efektem widocznym na stronie będzie tekst czyli kursywa;

  • Z kolei taki kod:

[Świat Jutra](wswieciejutra.pl)

..podlinkuje mi frazę Świat Jutra

  • Jeśli zaś wklepię na klawiaturze trzy minusy:

-–

..to dostanę poziomą linię do oddzielenia paragrafów:


Jak sami widzicie jest to bajecznie proste. Przykłady można oczywiście mnożyć, ale najlepiej chyba będzie jeśli sami zajrzycie na oficjalny poradnik i sprawdzicie czy to są droidy, których szukacie.

Z początku wydaje się to skomplikowane, ale naprawdę nie ma tu wiele do nauki.

Skoro już wiemy jak to robić to teraz przyda nam się zaplecze software’owe.

Ze swojej strony polecam wspomniany wyżej Notepad++, który jest lekki, intuicyjny oraz najważniejsze – darmowy (otwarta licencja GNU). Ponadto program obsługuje rozliczne pluginy, w tym również interesujący nas MarkdownViewer++.

Aby go zainstalować klikamy zakładkę Plugins na górze ekranu, wybieramy PluginManager, a następnie klikamy Show PluginManager. Z dostępnej listy wyszukujemy MarkdownViewer++ i klikamy Install. Kiedy instalacja już dobiegnie końca zakładka Plugins uzupełniona zostanie o część poświęconą naszemu nowemu nabytkowi. Po kliknięciu nań po prawej stronie ekranu pojawi się okno podglądu. Tak właśnie będzie prezentował się nasz artykuł po umieszczeniu go na stronie www obsługującej Markdown.

Rozmiary okien można dopasować do własnych preferencji.

Teraz już zostało tylko włączenie odpowiednich skryptów w naszym CMS. Jeżeli korzystamy z wtyczki JetPack for WordPress to sprawa zamknie się w przestawieniu jednego suwaka (Jetpack–>Ustawienia–>Pisanie):

A jeśli nie to zachęcam, bo inne rozszerzenia dające obsługę Markdown nie zawsze działają tak jak trzeba, tymczasem Jetpack jeszcze mnie nie zawiódł.

Czy Markdown ma jakieś minusy?


Jeśli szukałbym na siłę to oczywiście, że coś się znajdzie. A to dość niewielkie możliwości w porównaniu do w pełni profesjonalnych rozwiązań. A to potrzeba zapamiętania całego tego kodowania. Albo fakt, że WP nie obsługuje tegoż języka „na czysto” i trzeba uciekać się do pluginów.

Bilans zysków i strat jest jednak dodatni. Jeśli podobnie jak ja macie swoją stronę i lubicie pisanie to gorąco was zachęcam to wypróbowania Markdown. Dzięki niemu tworzenie takich tekstów jak ten tekstów stało się nieco prostsze, a przez to mniej czasochłonne. Nawet jeśli koniec końców wrócicie do starych rozwiązań to zawsze jakaś szansa na nauczenie się czegoś nowego i wyrobienie własnej opinii.

Polecam!

Bookmark the permalink.