Linia życia – recenzja gry Lifeline (Android)

Są na świecie miejsca gdzie gry tekstowe cieszą się wyjątkową popularnością. Są osoby, które ten gatunek elektronicznej rozrywki przedkładają nad każdy inny. Niestety ani Polska nie jest takim krajem, ani Autor taką osobą – zwyczajnie nie kręcą mnie te klimaty. Z drugiej strony takie cuda jak kosmos, s-f i zaawansowane technologie podniecają mnie już znacznie mocniej. Jak zatem wypadło moje zderzenie z tekstową gierką w klimatach science-fiction?

 

O Lifeline, produkcji dostępnej na Androida, dowiedziałem się z jakiejś przypadkowo przeczytanej recenzji, która chwaliła produkcję wystarczająco bym dodał ją do swojej listy życzeń (czyt. „kupki wstydu”), tak, że może gdzieś, kiedyś znajdę czas i ochotę na przetestowanie. Ta chwila nadeszła kilka dni temu, tuż po seansie znakomitego Marsjanina – ponownie wszedłem w klimaty kosmosu i astronautów.

Lifeline

Lifeline

Gra jest bardzo minimalistyczna, choć wcale niebrzydka. Tuż po instalacji wita nas powiadomienie w zasobniku systemowym – okazuje się, że na nieznanej planecie rozbił się statek kosmiczny, a jedyny ocalały wzywając pomocy i przeszukując przy tym wszystkie częstotliwości swojego radia przypadkowo łączy się właśnie z naszym urządzeniem.

Od tego momentu co kilka godzin otrzymujemy zapiski astronauty z opisami otoczenia i jego postępów co do planu przeżycia w tym niegościnnym środowisku. Interakcja w Lifeline sprowadza się do wciśnięcia od czasu jednego z dwóch przycisków dzięki czemu możemy skierować zagubionego na konkretną scieżkę, podsunąć mu nowy pomysł czy choćby podnieść na duchu.

Grafiki nie ma nawet co opisywać – ot linijki tekstu na szarym tle. Muzyka jednostajna, choć całkiem klimatyczna. Pozostaje jedno, najważniejsze dla tego gatunku, pytanie – czy gra wciąga?

Interakcja to wciśnięcie jednego z dwóch przycisków.

Interakcja to wciśnięcie jednego z dwóch przycisków.

Decyzji możemy dokonać również poziomu zasobnika.

Decyzji możemy dokonać również poziomu zasobnika.

Przyznam – zaczyna się niemrawo. Z każdym kolejnym powiadomieniem robi się jednak co raz ciekawiej – choć zdajemy sobie sprawę, że to tylko gra i linijki kodu, to nie sposób nie poczuć chociażby cienia sympatii dla astronauty. Przeżywamy przygodę razem z nim, odczuwamy te same emocje co on i z niecierpliwością oczekujemy kolejnego komunikatu zastanawiając się czy przypadkiem zbyt śmiałą decyzją nie skazaliśmy naszego podopiecznego na śmierć.

Gram już od paru dni i końca nie widzę. Póki co jest dobrze i na tyle oceniam Lifeline. Kto wie – może zakończenie będzie tak genialne, że podniosę notę o punkt, a może wręcz przeciwnie? Obecnie trwa promocja, dzięki której Lifeline można dostać za około 4zł co wydaje się naprawdę doskonałą okazją do zapoznania się z tytułem. Dodam, że dostępna jest także druga część gry (Lifeline 2) oraz wersja bazująca na filmie Ridleya Scotta (Martian: Bring Him Home – już od innego producenta).

Ocena 4

GooglePlay

PS. Jeśli lubicie opisane wyżej historie, połączone jednak ze znacznie ciekawszą mechaniką i bardziej sugestywną grafiką to koniecznie wypróbujcie Out There.

Bookmark the permalink.