Gdzie są pociski Stinger!?

Zeskakuję z ostrzeliwanej ciężarówki na zaskoczonych terrorystów. Pierwszemu podrzynam gardło, drugiego podnoszę za fraki i zrzucam z urwiska. Pakuję magazynek w beczkę z paliwem i w dosłownie ostatniej sekundzie rzucam się na drugi skraj przepaści. W tyle za mną posterunek nieprzyjaciela zamienia się w ogniste piekło. Nikt nie przeżył.                                                                                                                                                                                        .

 

Podciągam się na wbitym w skałę nożu i rzucam granat w zbiegowisko złoczyńców. Zginęli tak pięknie, że aż zasłużyli na statuetkę.

W pełni zasłużona.

Należy im się.

W pobliskiej jaskini widzę sporą klatkę. Ktoś siedzi w środku, ale mylilibyście się sądząc, że to jakiś przestraszony rebeliant. Nie. Widzę w nim własne odbicie. Ta nienawiść w spojrzeniu.. wolny duch w uwięzionym ciele cierpi potworne katusze szukając choć cienia szansy na krwawą zemstę. Muszę się jednak upewnić..

-Za wolność!
.
.
.
-Za demokrację! – słyszę odzew i już nic więcej mi nie trzeba. Kolbą karabinu niszczę kłódkę i jest nas dwóch.

-Fuck!
-Yeah!

There goes our heroes - szukajcie na YT.

There goes my hero – szukajcie na YT.

O Broforce słyszałem wiele dobrego już na początku tego roku – że gra zacna, że przywołuje wspomnienia, że daje kupę frajdy i jest wprost stworzona do coopa. Mając za mecenasów sztuki moich ulubionych blogerów i yutuberów nie zastanawiałem się długo i gra szybko powędrowała na moją steamową kupkę wstydu.

Przypomniałem sobie o Broforce dopiero w tym miesiącu, kiedy szukałem w swojej cyfrowej biblioteczce czegoś z prostą grafiką do testów wydajności. Przeszedłem jedną misję, potem drugą, trzecią i.. przepadłem. Ta gra po prostu wymiata!

Mówiąc najogólniej jak się da – Broforce to Contra na sterydach, platformer, w którym strzelamy, podpalamy, sieczemy i skaczemy, a wszystko to, by po trupach przedostać się na koniec poziomu. Jeden level to kilka minut super-intensywnej rozgrywki.

Idziemy po cichu..

Idziemy po cichu..

..albo z hałasem..

..albo z hałasem..

..w sumie bez znaczenia, bo pod koniec i tak wszystko wylatuje w powietrze.

..w sumie bez znaczenia, bo pod koniec i tak wszystko wylatuje w powietrze.

Opisując zajebistość Broforce nie wiadomo od czego właściwie zacząć, bo gra ma po prostu wszystko. Nie dość, że naszymi protagonistami są najwięksi wymiatacze kina akcji lat 1980-200x wyposażeni w szereg unikatowych zdolności, nie dość, że mapa poziomu oferuje pułapki środowiskowe i w 99% podlega całkowitej destrukcji, to jeszcze zabawie towarzyszy masa przedniego, prześmiewczego humoru!

Takich wstawek jest zatrzęsienie!

Takich wstawek jest zatrzęsienie!

Broforce to gra typowo drużynowa – w zabawie może jednocześnie uczestniczyć do czterech Brosów, chociaż lepiej trzymać się dwójki – zazwyczaj na ekranie panuje taki chaos, że ciężko się zorientować kto steruje którą postacią.

Jako, że tu w Chinach pingi wysokie, a i kumpli na poziomie brak, więc ‚testując’ coopa musiałem się ograniczyć do letsplay’i na YouTube. Profesjonalni vlogerzy, małżeństwo, bracia, kumple ze szkoły – ta gra łączy, a dwójkowe akcje ogląda się najprzyjemniej. Co ciekawe, do czasu przygody z Broforce wcale nie byłem takimi nagraniami z rozgrywki zainteresowany, dopiero ta gra mnie tak zaczarowała, że wciągam streamy jak makaron.

Brommando - ciężko nie domyślić się o kogo chodzi..

Brommando – ciężko nie domyślić się o kogo chodzi..

Tradycyjna recenzja powinna zawierać też małe co nieco na temat grafiki, ale tu nie ma się co rozpisywać. Wiedźmin to nie jest – piksele są wszędzie, ale taka właśnie jest forma Broforce i ciężko mieć jej to za złe. Lubisz albo nie – proste. Grafika jest czytelna, a animacja płynna nawet na słabym sprzęcie – to się liczy.

Grafika jest miła dla oka, budzi słodkie wspomnienia. Gra pójdzie nawet na kalkulatorze.

Grafika jest miła dla oka, budzi słodkie wspomnienia. Gra pójdzie nawet na kalkulatorze.

Dźwięk natomiast jest genialny! Wybuchy, krzyki, strzały, podkład muzyczny – to wszystko pasuje do siebie, brzmi wiarygodnie i tworzy niepowtarzalny klimat.

Oddzielny akapit należy się zespołowi Strident i jego utworowi reklamujacemu Broforce. Od czasu kiedy go usłyszałem po raz pierwszy, nie schodzi z mojej mp3ki i zawsze towarzyszy mi kiedy zabieram się za ciężary na siłowni. Piosenka zwyczajnie daje kopa i jedyne z czym mógłbym ją porównać to hymn drużyny Team America, z genialnego filmu pod tym samym tytułem. Z resztą, posłuchajcie sami:

 

Fabuła Brosów jest tylko pretekstem do megarozwałki – oto są nasi amerykańscy obrońcy wolności i są terroryści. Świat jest zbyt mały dla obu zespołów – to cała opowieść. Każda misja rozpoczyna się podobnie – pojawiamy się na poczatku mapki i napieramy do przodu. Czasem głowną przeszkodą są sami terroryści, czasem zabawę utrudniają naloty, miny czy jakiś boss. Co kilkadziesiąt kroków trafiamy na klatkę z jeńcem – wystarczy ją rozwalić, a oswobodzamy więźnia i tym samym zmieniamy postać. Tych zaś jest kilkadziesiąt, od Rambo, przez Robocopa i Dredda, aż na Predatorze wcale nie kończąc.

Brosów jest cała masa! Czy już wszystkich masz? Po-Ke-Mon!

Brosów jest cała masa! Czy już wszystkich masz? Po-Ke-Mon!

Najwięcej frajdy przynosi jednak swoboda jaką gra daje w sposobie przejścia poziomu – możemy iść przed siebie Terminatorem szerząc demokrację z prędkością 2000 nabojów na minutę. Możemy skradać się po cichu niczym Rambo (tak, on zawsze zaczyna po cichu, dopiero pod koniec filmu się naprawdę wnerwia), eleminując niemilców wiernym nożem bez wzbudzania alarmu. Możemy spróbować przejść mapę ‚na Macgyvera’ rozmieszczając ładunki wybuchowe w kluczowych miejscach (tj. składy amunicji czy zbiorniki z paliwem), by następnie rozpętać Armageddon wciśnięciem jednego klawisza. Ba! Nawet pacyfiści odnajdą się w Broforce – zamiast iść górą i zostawiać za sobą stosy trupów, równie skutecznie można przekopać się dołem przez cały level. Każdy łatwo odnajdzie swój styl i swojego ulubionego herosa.

Do obsługi edytora nie trzeba programisty.

Do obsługi edytora nie trzeba programisty.

To widać po ilości i jakości fanowskich poziomów. Ta gra nie ma końca!

To widać po ilości i jakości fanowskich poziomów. Ta gra nie ma końca!

Chociaż kampanię da się ukończyć w dwa burzliwe wieczory, to bawimy się znacznie dłużej – można masterować uzyskane wyniki każdego z poziomów, spróbować trybu Hard, albo – i to najlepsze – zaatakować któryś z niezliczonych leveli stworzonych przez fanów. Tak – gra posiada prosty edytor map i nie trzeba być projektantem, by samemu stworzyć coś genialnego.

 

Ocena 5

Broforce już jest znakomitą produkcją i pięknym hołdem złożonym bohaterom spod znaku VHS, ale to nic w porównaniu z niedaleką przyszłością.
Ta gra stanie się tym czym stały się dla naszego pokolenia filmy VHS. Symbolem starych dobrych czasów.

 

Szacunek dla wszystkich, którzy wiedzą, gdzie były pociski Stinger.

Szacunek dla wszystkich, którzy wiedzą, gdzie były pociski Stinger.

Bookmark the permalink.