Gather your party before venturing forth?

Wrota Baldura nie były ani pierwszą grą w jaką zagrałem na pececie, ani najbardziej rozbudowaną. Swoją ugrzecznioną formą daleko jej było do realistycznego brudu innych światów fantasy. Nie przyznałbym jej również nagrody za klimat, czy niepowtarzalne postacie niezależne. To było coś innego. Coś co uderza prosto do twojej podświadomości, coś czego nie widzisz ale wiesz, że tam jest. A nawet jeśli nie ma to tak bardzo chcesz, żeby było, że w ostatecznym rozrachunku stan właściwy traci na znaczeniu. Oto Gra, która potrafi odmienić naturę człowieka.

 

Są trzy poziomy grania we Wrota Baldura. Za pierwszym podejściem gramy jak klasyczni nowicjusze, każemy złodziejom walczyć wręcz, przed każdą walką rzucamy błogosławieństwo, a z wojowników zdzieramy zbroję wszelaką, bo wtedy Klasa Pancerza jest największa, a chyba o to właśnie chodzi, nie? Z czasem nabieramy wprawy, ale ciekawie robi się dopiero..

..za drugim podejściem. Teraz już wiemy co i jak, znamy najważniejsze czary, wiemy gdzie szukać dobrego ekwipunku i jakiego NPCa wcielić do drużyny – dla większego „demedżu”. Każdą walkę traktujemy ambicjonalnie chcąc pokazać, że należymy do elity i jesteśmy prawowitym spadkobiercą dziedzictwa Boga Mordu.

Ekran startowy. Black Pits to nowość, ale taki zestaw aren jakoś bardziej pasuje mi pod Icewind Dale niż BG2.

Ekran startowy. Black Pits to nowość, ale taki zestaw aren jakoś bardziej pasuje mi pod Icewind Dale niż BG2.

Ale dopiero za trzecim i każdym kolejnym podejściem Baldur smakuje najlepiej. To trochę jak z polskim filmem „Ciało” z 2003 roku. Obejrzyjcie to raz i spróbujcie mi powiedzieć o co tam chodzi. No właśnie. Czasami potrzeba kolejnego podejścia, żeby zrozumieć fenomen danego zjawiska. Dla jasności – w żadnym wypadku nie twierdzę, że BG2 ma zawiłą i pełną zwrotów akcji fabułę (bo od tego jest i zawsze był Planescape Torment) ale chodzi mi o całokształt. Chodzi o te smaczki, czasem ukryte, czasem całkowicie niezamierzone przez autorów, a czasem będące jedynie wytworem naszej wyobraźni – tych ostatnich jest najwięcej.

Widział ty kiedy takiego smoka?!

Widział ty kiedy takiego smoka?!

Zanim kilka razy nie zabijemy Irenicusa i nie zadecydujemy o własnym losie w Tronie Bhaala błądzimy jak dzieci we mgle. Dopiero za którymś kolejnym podejściem dochodzimy do wniosku, że pasek ustawiania trudności w menu niczemu nie służy – co z tego, że pozwolimy wrogom atakować nas dwa razy mocniej skoro popularny czar „Kamienna Skóra” blokuje wszelkie obrażenia. Kolejne wyzwania wymyślamy sami, a przy okazji nadchodzi kolejne olśnienie – im więcej członków drużyny tym trudniej! W Baldurze absolutnie nie sprawdza się staropolskie zawołanie:

Kupą mości Panowie!

Masa różnych czarów obszarowych w jakie potrafią być wyposażeni nasi wrogowie w mig potrafi obrócić nawet dobrze uzbrojoną i wypoczętą drużynę w stos szkieletów. Wtedy kończymy grać, a zaczynamy odgrywać. Koniec z losowaniem wstępnych statystyk przez bite dwie godziny tylko po to by były same osiemnastki, chcemy być realistyczni (na tyle ile to możliwe w świecie fantasy..). Drużynę wybieramy nie pod względem przydatności, ale dialogów i klimatu. Przestajemy odpoczywać co kilka kroków, bo to takie nieksiążkowe i psuje wczuwkę (pierwsze podejście do BG2 zajęło mi około pół roku czasu gry, teraz zejście poniżej miesiąca jest jak najbardziej realne). Zapoznajemy się z modami chcąc wycisnąć z gry jak najwięcej.

Maksymalne oddalenie - ładnie i szczegółowo

Maksymalne oddalenie – ładnie i szczegółowo

Maksymalne przybliżenie. Pojawiają się piksele, ale nie rażą w oczy tak jak można by oczekiwać.

Maksymalne przybliżenie. Pojawiają się piksele, ale nie rażą w oczy tak jak można by oczekiwać.

Nie przypomnę sobie teraz dokładnie ile razy przeszedłem opisywaną produkcję, ale jeśli nie stuknęła jeszcze dziesiątka, to na pewno jest blisko*. Jako, że od ostatniego razu minęły już dwa lata, Beamdog wypuścił Enhanced Edition na Androida, a ja niedawno kupiłem nowy tablet to nie byłbym sobą gdybym zignorował tak wyraźny znak od losu i nie zagrał. Zatem, do sedna – jak bardzo różni się granie na pececie do tego na osmiocalowym tablecie?

Przede wszystkim skala jest podobna – tablet trzymamy zazwyczaj w takiej odległości, że dla naszych oczu rozmiar obrazu jest podobny jak dla 20″ monitora oddalonego o standardowe 70cm. Gra od samego początku sprawia bardzo pozytywne wrażenie – włącza się błyskawicznie, ekrany ładowania (które w pierwszej wersji z 2001 roku w połączeniu z żonglerką płytami pojawiały się na naprawdę długo) są prawie niezauważalne, a gra jest bardzo stabilna – jak dotąd wykrzaczyła mi się tylko 3 razy (a pisząc te słowa jestem już w końcówce dodatku) i to za każdym razem przy podróżowaniu po mapie świata, tuż po automatycznym zapisie.

Ekran ekwipunku. Ulepszone są modele postaci i niektórych broni. Ten hełm w oryginale też tak nie wyglądał.

Ekran ekwipunku. Ulepszone są modele postaci i niektórych broni. Ten hełm w oryginale też tak nie wyglądał.

Zazwyczaj potyczki rozwiązuje w pojedynkę, reszta drużyny przydaje się w trudniejszych starciach.

Zazwyczaj potyczki rozwiązuję w pojedynkę, reszta drużyny przydaje się w trudniejszych starciach.

Jak ze sterowaniem? Często brakuje skrótów klawiaturowych, ale prowadzi to do prostej refleksji – im mniej członków drużyny, tym mniej „tapania” po ekranie i przyjemniejsza rozgrywka. Z resztą wystarczy spojrzeć na procentowy udział w zbieranym doświadczeniu – mój łowca jest odpowiedzialny za 46% wszystkich zabójstw (prawdziwy syn swojego ojca..), podczas gdy drugi z kolei, Minsc – w tym wypadku najsilniejszy wojownik w zespole ma 27%, a pozostałe procenty dzielą się aż na czterech enpeców. Zwyczajnie wygodniej jest zostawiać drużynę przy wejściu do lokacji i mniej wymagające walki toczyć jedną, najlepiej wyekwipowaną postacią niż za każdym razem zwoływać do pomocy cały zespół.

Jeśli czegoś mi brakowało to znanych z podstawowej wersji modów. Kompletnie nie mam pojęcia czy pecetową wersję przeróbki od Beamdoga można ulepszać modyfikacjami przeznaczonymi dla oryginału (choć zdziwiłbym się gdyby okazało się, że jest taka opcja), ale dodatkowe postaci, umiejętności, a przede wszystkim wzbogacony crafting to coś za czym się tęskni. Na szczęście nowi twórcy na otarcie łez wrzucili poprawione ikonki przedmiotów, wizerunki postaci, a nawet efekty czarów – ulepszone ładniej wyglądają, a wciąż trzymają klimat oryginału. Duże brawa!

Ten smok w oryginalnej wersji ginął od Palca Śmierci. Teraz bestia jest sporo twardsza.

Ten smok w oryginalnej wersji ginął od Palca Śmierci. Teraz bestia jest sporo twardsza.

Na sam koniec kwestia dubbingu – znawcy tematu wiedzą, że lokalizacja Baldur’s Gate 2 była jedną z największych w historii polskich wydawnictw, a do tego z pewnością punktem zwrotnym, który udowodnił, że takie posunięcie jest opłacalne. Do tej pory za każdym razem grałem w polską wersję językową i z patriotyzmem twierdziłem, że jest najlepsza, wcale nie mając przy tym porównania do oryginału. Teraz już mam.

Okno tekstowe również uległo pewnym modyfikacjom, choć najważniejsze wciąż jest to, że czcionka jest czytelna.

Okno tekstowe również uległo pewnym modyfikacjom, choć najważniejsze wciąż jest to, że czcionka jest czytelna.

Oryginalne głosy postaci są dobrane profesjonalnie, nie mogę przyczepić się do jakości którejkolwiek z kwestii mówionych, chyba, że ze względu na własne przyzwyczajenia – choć np. Minsc czy Aerie mówią w dokładnie ten sam sposób co po polsku, to jednak u Irenicusa** wolałem ton zimnego, wyrachowanego mordercy, niż z ten angielski głos, z lekką nutą szaleństwa. Pozostaje też kwestia nieodżałowanej Gabrieli Kownackiej, genialnej w roli Viconii, Jana Kobuszewskiego, który był lepszym Janem Jansenem niż ktokolwiek inny, oraz – oczywiście – narratora, zagranego tak perfekcyjnie przez Piotra Fronczewskiego, że jeśli kiedykolwiek spotkałbym go osobiście i został uraczony jego sztandarową kwestią zemdlałbym jak na nastolatka na koncercie One Direction.

Beamdog miał twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony robota wydawała się prosta – podbić rozdzielczość, dodać parę efektów i dostosować sterowanie pod dotyk. Z drugiej stało żądne krwi jury składające się z wieloletnich fanów produkcji, którzy najchętniej złożyliby pudełko z grą w zapomnianej świątyni i zrzucali wielkie głazy na każdego Indianę, który postanowiłby przywrócić tytuł ludzkości. W prostych słowach – jesteśmy takim hipsterskim kółkiem wzajemnej adoracji, wzdychającym nad tym co było i nie wróci. Tym bardziej cieszę się, że Baldur został odkopany, wyczyszczony, ogolony i puszczony na salony, tak by również nowe pokolenie mogło zrozumieć fenomen tej gry.

Minsc - człowiek instytucja i chodząco-popiskujący symbol Wrót.

Minsc – człowiek instytucja i chodząco-popiskujący symbol Wrót.

Czy polecam BG2 na tablety za obecną cenę 27zł? Oczywiście. Gra się przyjemnie, co najmniej tak dobrze jak w oryginał, końcówka wydusza łzy, a próba deinstalacji celem zaoszczędzenia miejsca w pamięci to trudna sztuka, która udać się może tylko po wcześniejszym zarchiwizowaniu save’ów. To trochę głupie, ale wierząc w teorię niezliczonych światów równoległych chcemy by jeden z nich należał do naszych podopiecznych, żyjących w nim długo i szczęśliwie już po tym, kiedy pojawił się ostateczny..

..The End.

Ocena 5

Mam na półkach kilkadziesiąt pudełek z grami. Ale S(sss)karb tylko jeden.

Mam na półkach kilkadziesiąt pudełek z grami. Ale S(sss)karb tylko jeden.

(*)taka mała dygresja, żebyście wiedzieli, że recenzję pisze profesjonalista 😉
(**)jeszcze taki mały dysonans, u nas Irenicus ma na imię Jon, brzmi to fajnie i bardzo fantasy. W angielskiej wersji to po prostu Dżon (John), zupełnie jak Rambo albo Carter. Dziecię Bhaala, idę po Ciebie?

Bookmark the permalink.