Epoka magii

Piędziesiąt lat temu komputer zajmował cały pokój i potrafił dodawać. Obecny mieści się w kieszeni i oferuje dostęp do praktycznie całej wiedzy zgromadzonej przez ludzkość. Czy jesteście w stanie sobie wyobrazić jak to będzie wyglądać za kolejne pół wieku? Zawsze powtarzałem, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach, kiedy co kilka lat zmienia się sposób w jaki żyjemy i korzystamy ze świata. W ciagu jednego życia zaliczamy tyle „epok” co nasi średniowieczni odpowiednicy przez parę wieków – osobiście doświadczyłem Epoki VHS, Epoki PC oraz Epoki Smartfonów. Nie wiem jeszcze kiedy i nie wiem w jaki sposób, ale nasza cywilizacja nieuchronnie zbliża się do Epoki Magii.


Na chwilę obecną moją ulubioną tematyką książek i filmów jest s-f. Nie było tak od zawsze gdyż przygodę z literaturą rozpocząłem od lektur szkolnych, z których najprzyjemniej czytało mi się powieści historyczne (Krzyżacy, Potop, Quo Vadis – ogólnie z polskiego „panteonu pisarzy” najmocniej polecam Sienkiewicza). Potem odkryłem fantastykę (zaczęło się od „Mitologii greckiej” Parandowskiego), która w cudowny sposób przemalowywała przeszłość idalizując ją (Tolkien), bądź też pokazując alternatywny, a jednocześnie równie brudny jak nasz, obraz świata (Sapkowski). Science fiction wydawało mi się wtedy nadmiernie skomplikowane i trudne w odbiorze – podczas gdy w fantasy wszystko w prosty sposób tłumaczono „magią” lub „bogami”, tam w nadmiarze używano zawiłych, naukowych pojęć.

„Nie po to czytam książki, żeby się jeszcze uczyć fizyki.” – tak myślał nastoletni Kubuś darzący w/w przedmiot głęboką odrazą.

 

Fantastyka oferowała to czego nie mogła dokonać technologia. Ale czasy się zmieniają..

Nie pamiętam dokładnie kiedy wkręciłem się w s-f. Napewno nie było to za sprawą Star Treka, którego oglądałem zaledwie parę odcinków, ani Gwiezdnych Wojen (tu nadal mam trzy części do nadrobienia). Jeśli miałbym wskazać jakiś film to chyba byłyby to Gwiezdne Wrota i późniejsze seriale w tym temacie (z genialnym i niedocenionym Stargate: Universe na czele). Jeśli książkę to z pewnością opisywaną przez mnie już wcześniej Grę Endera (oraz wszystko co Orson C. Scott napisał później). Z gier to z pewnością będzie Mass Effect ogrywany z wypiekami na twarzy jakieś 7 lat temu (a kolejne części wciąż czekają na swoje szanse, więc bez spoilerów proszę!). Niemałą zasługę w zmianie mojego podejścia do tematu odegrały również właściwie dobrane kanały rss regularnie dostarczajace mi wiadomosci ze świata astrofizyki (kwantowo.pl, pulskosmosu.pl, crazynauka.pl).

Mass Effect nie był grą wybitną ale wystarczył aby zainteresować mnie fikcją naukową.

Te wszystkie źródła na nic by się jednak zdały gdyby nie moja wewnętrzna, typowo ludzka, ciekawość świata – tego jak jest zbudowany, po co, i najważniejsze – jak to wykorzystać z pożytkiem dla siebie i tych na którym nam zależy. Tak właśnie działa postęp.

Będąc młodocianym idealistami wszędzie widzimy ograniczenia, jednocześnie pragnąc się od nich uwolnić i za sprawą magicznych supermocy stworzyć idealny świat w którym chcielibyśmy żyć. Z wiekiem dociera jednak do nas, że takie myślenie życzeniowe do niczego nie doprowadzi i chcąc cokolwiek zmienić trzeba samemu się wziąć do roboty stając się jednym z miliardów trybików w wielkiej, napędzającej rozwój, machinie zwanej cywilizacją.

Upraszając – z początku mamy proste i samolubne priorytety – zastanawiamy się co zrobić aby zarobić, a się nie narobić. Tymczasem mając kilka krzyżyków na karku powoli przestajemy myśleć o sobie, a bardziej o tym co po sobie zostawimy, dla dzieci naszych dzieci.

 

Tu szukałem jakiegoś fajnego obrazka przedstawiającego postęp. Niestety musi wystarczyć wam to..

Konćząc ten przydługi wstęp przejdźmy do clu dzisiejszego artykułu jakim jest miniaturyzacja.

Jak już wspominałem na samym początku – elektronika staje się coraz mniejsza, komputer może się mieścić w kieszeni ale również i w chipie wszytym podskórnie i połączonym z rdzeniem kręgowym dając nam dostęp do rozmaitych „supermocy„, które do tej pory zarezerowane były dla światów fantasy. Nie chcąc poraz kolejny cytować słynnego powiedzenia Clarka o podobieństwie technologii do magii, napomnkę tylko, że z nowymi możliwościami jakie daje nauka co raz rzadziej zadajemy pytania „czy to jest możliwe?”, jednocześnie znacznie częściej zastanawiając się „jak to zrobić?„. To co wcześniej wydawało się nieosiągalne i „magiczne” dziś prezentuje się zwyczajnie, ot po prostu kolejny gadżet produkowany w chińskich manufakturach.

Idąc dalej w tym kierunku, chciałbym abyśmy razem przyjrzeli się klasyce znanych światom fantasy czarów i zastanwili jak wprowadzić odrobinę magii do życia zwykłych śmiertelników. Przykłady zaklęć pochodzą z nieśmiertelnej drugiej części Wrót Baldura:

Błyskawica – czar polega na wystrzeleniu wiązki elektrycznej w kierunku przeciwnika, co właściwie już i dzisiaj jest możliwe za pomocą paralizatora (również takiego który „strzela” wbijającymi się w ciało elektrodami). Oczywiście bardziej efektowne byłoby postawienie na elektryczność statyczną znaną chociażby z cewki Tesli. Myślę, że wytworzenie kombinezonu, który robiłby z użytkownika mobilną cewkę jednocześnie chroniąc go przed ładunkiem byłoby możliwe już teraz, problemem jest jednak zapewnienie odpowiedniego zasilania – bateria byłaby albo zbyt słaba albo zbyt duża.

Drzwi z cienia – czyli klasyczna teleportacja. Na to nauka nie ma jeszcze odpowiedzi, choć nie można powiedzieć by się nie starała. Podobno udało się już doprowadzić do teleportacji pojedynczego fotonu, a kwanty non stop pojawiają się i znikają w całym wszechświecie, ale od przeniesienia bezmasowej cząstki do biolokacji dorosłego człowieka mogą dzielić nas setki lat. Życie to nie Star Trek.

Cyk i jesteśmy na innej planecie. Byłoby zajefajnie..

Identyfikacja – klasyk zaklęć znany z wszelkiej maści RPG. I w zasadzie już jak najbardziej możliwy – algorytmy Google radzą sobie całkiem żwawo z analizą obrazów, do tego dochodzi moc społeczności internetowej w której znajduje się masa specjalistów z różnych dziedzin. Smartfon, sprytne okulary, bądź – już w niedalekiej przyszłości – soczewki kontaktowe i będziemy mogli momentalnie rozpoznać wszystko i wszystkich.

Kamienna skóra – czar który utwardza ludzką skórę chroniąc go w ten sposób przed fizycznymi obrażeniami. Rzecz, która najbardziej chyba przydałaby się w samochodach na okoliczność kolizji. Obecnie w tym celu wykorzystywane są poduszki powietrzne, co do przyszłości – niektóre futurystyczne filmidła (np. „Ja, Robot” czy „Człowiek Demolka”) stawiają na szybko stygnącą piankę błyskawicznie wypełniającą auto w momencie wypadku unieruchomiając ofiarę. Jeśli chodzi o faktyczne utwardzanie skóry to najłatwiej byłoby tu uzyskać specjalnym kombinezonem, na codzień elastycznym, lecz zacieśniającym swoją strukturę pod wpływem elektryczności. Coś jak „skrzydła” Batmana z filmów z Christianem Bale’m.

 

Człowiek Demolka – perełka z Epoki VHS. Tu widzimy go obok futurystycznego dozownika papieru toaletowego.

Lecznie ran – system czujników znajdujących się w najważniejszych partiach naszego ciała w połączeniu z armią nanobotów w krwioobiegu łatwo poradziłby sobie z większością obrażeń od powstrzymywania krwawienia (również wewnętrznego), przez resturkturyzację uszkodzonej kości aż po regenerację utraconej kończyny z wykorzystaniem syntetycznie wytworzonych komórek macierzystych.

Leczenie chorób – rozwiązanie podobne do powyższego o ile w ogóle w odległej przyszłości ludzkość wciąż będzie nękana jakimikolwiek chorobami. Postęp w genetyce i wirusologii może całkowicie uodpornić nas na najgroźniejsze zarazki – kto wie, być może nasi prawnukowie będą łapać katar bardziej dla „ciekawego doświadczenia” niż przez przypadek. Myślę, że ta wizja jest z naukowego punktu widzenia jak najbardziej możliwa do zrealizowania, jednocześnie jednak obawiam się, że koncerny farmaceutyczne będą zawzięcie próbować nie dopuścić do jej ziszczenia.

 

Pacejnt wyleczony to klient stracony.

Niewidzialność – z jednej strony znów można by było bawić się w zajefajne kombinezony, system tysięcy połączonych ze sobą mikrokamerek i elastycznych wyświetlaczy, ale po co od razu tak komplikować sprawę? Za kilkadziesiąt lat większość ludzi będzie pewnie posiadać cybernetyczne implanty poprawiające wzrok, dodające zoom, podczerwień czy po prostu wyświetlające ulubiony serial prosto na siatkówce. Ówcześni hakerzy prędzej czy później znajdą sposób na upośledzenie tego systemu wstrzykując odpowiedni kod dodający „martwe pola” dokładnie tam gdzie stoi ich agent, ewentualnie całkowicie wyłączając wizję u takiego cyber-delikwenta.

Ochrona przed ogniem – lub ogólnie zagrożeniami środowiskowymi: zimnem, gazem, żrącymi cieczami. Przez lata technologia kosmiczna rozwinie się do tego stopnia, że obecne skafandry – duże niewygodne i kosztujące kilkaset tysięcy dolarów za sztukę. nie tylko ulegną miniaturyzacji ale będą równie powszechne w użyciu jak obecnie gumowce. Co powiecie na zakup „inteligentnego izolatora” – bezkształtnej masy miniaturowych robocików, które po przyłożeniu do gołej skóry automatycznie rozchodziłyby się po całej jej powierzchni zapewniając ochronę bądź wygodę w zależności od warunków zewnętrznych? Taki smart-parasol – iUmbrella. Patent pending.

Otwarcie – ile to razy patrzyliśmy jak w filmach szpiegowskich agent podczepia swój komputerek do elektronicznych drzwi aby te wkrótce otworzyły się jak Sezam z bajki o Alibabie? Elektroniczne zamki nawet obecnie nie są już domeną struktur rządowych i coraz częściej spotykamy je chociażby w hotelach, a każdy zainteresowany może za kilkaset dolarów zainstalować taką zabawkę w swoim mieszkaniu. Zaklęcie otwarcia pojawi się w postaci appki deszyfrującej kod zamka, tak samo jak obecnie można pobawić się z łamaniem zabezpieczeń sieci wifi u sąsiada.

 

Coś takiego można kupić na Aliexpress za parę stówek.

Przyśpieszenie – to zaklęcie na krótki okres czasu podwajało szybkość poruszania się naszej postaci, a w ulepszonej wersji również to z jaką prędkością atakowała. Zupełnie podobnie działają niektóre związki chemiczne – chociażby nawet czysty tlen, lub wszystkim znana adrenalina. Również psychotropy pokroju amfetaminy – ta przyśpiesza działanie naszego mózgu dzięki czemu reagujemy szybciej niż zazwyczaj. Sprytnie zainstalowany zbiorniczek (możliwe, że wewnątrz organizmu) z takim specyfikiem i sami moglibyśmy zadecydowac kiedy dokładnie włączyć sobie małe „nitro” – sztuczka na wagę złota podczas ucieczki przed futurystycznymi cyber-dresami.

Tarcza – odpowiednik kamiennej skóry jeśli chodzi o obrażenia magiczne, choć w naszym przypadku moglibyśmy je nazwać energetycznymi lub magnetycznymi. W chwili kiedy masz w swoim ciele tyle elektroniki, że nawet Robocop pokiwałby głową z uznaniem ważną kwestią staje się obrona przed złośliwym atakiem na twoje subsystemy. Całkowite odcięcie się od komunikacji drogą radiową może nie przynieść efektu kiedy przeciwnik użyje metody brute-force i potraktuje nas bronią magnetyczną, zupełnie tak jak obecnie zaczyna się polowania na ciekawskie drony. Zdolność wytworzenia wokół siebie przenośnej klatki Faradaya byłaby jak najbardziej na propsie – a najlepiej niech jeszcze wygląda tak zajefajnie jak ta z Halo:

 

Epicko!

Wskrzeszenie – prawdziwe wskrzeszenie i – skutkiem tego – życie wieczne, wbrew marzeniom jednostki mogłyby się okazać zgubą dla cywilizacji; choć w momencie śmierci kogoś bliskiego oddalibyśmy wszystko aby „wszystko było tak jak kiedyś” to z puntu widzenia gatunku lepiej odpuścić. Coś jednak mi się wydaje, że nie damy sobie na wstrzymanie i z całych sił będziemy próbować pozostać jak najdłużej na tym łez padole. Najbliższą znaną mi formą wskrzeszenia byłoby klonowanie, które obecnie jest jeszcze w powijakach (skazy genetyczne, krótki okres życia klonu), a w dodatku nie daje nam gwarancji, że „dusza” oryginału przeniosłaby się z trupa na klona – najprawdopodobniej otrzymalibyśmy po prostu wierną kopię ciała denata, a w środku umysł niemowlaka.

 

Piąty element – tutaj śmierć to nie problem.

Czy te wyssane z palca grafomana pomysły są możliwe?

Gwarancji dać nie potrafię – w końcu to tylko wesołe idee, nad którymi lubię podumać w drodze do i z roboty. Z drugiej jednak strony pomyślcie co by powiedzili nasi prapradziadkowie gdyby pokazać im nowoczesny samolot wojskowy albo teleskopy zaglądające w najdalsze zakamarki kosmosu? Z resztą wcale nie trzeba przedstawiać takich drogich zabawek – wystarczyłaby stara Nokia łącząca ich w czasie rzeczywistym z rodziną mieszkającą w wiosce za górką i potokiem. Efekt „wow” murowany. Podobnie jak inkwizycja i gorejący stosik niedługo potem.

Takie czasy nastały, że dziś wszyscy jesteśmy czarodziejami.


Obrazek tytułowy pochodzi ze strony walpapercave.com

Bookmark the permalink.