Duży może więcej?

Smartfon czy phablet? iPad czy iPad Mini? Laptop 13-tka czy 15-tka? Wielokrotnie stykamy się z podobną zagwozdką, kiedy to o wyborze wymarzonego gadżetu nie decyduje specyfikacja, ani powalający „dizajn” ale właśnie rozmiar wyświetlacza. Samemu przez długi czas poszukiwałem mitycznego Graala w postaci porządnego telefonu z czterocalowym ekranem zanim w końcu skapitulowałem i dałem się namówić na piątkę. Czy było warto? O tym w dzisiejszym odcinku.


Wersja tl;dr artykułu mogłaby z łatwością brzmieć: bierzta taki sprzęt jaki wam pasuje. Problem leży jednak gdzie indziej – często z trudem przychodzi nam zdefiniowanie naszych potrzeb. Chcemy mieć urządzenie do wszystkiego nie zdając sobie sprawy, że każdy wybór to pójście na pewne kompromisy. Zazwyczaj lepsze parametry oznaczają wyższą cenę, ale często jest również tak, że decydując się na upatrzony model musimy pożegnać się się z ergonomią, mobilnością, albo bajerami w postaci wodoszczelności. Grunt to wiedzieć czy to będzie nam wogóle potrzebne.

Ile cali powinien mieć smartfon? Zapytawszy Steva Jobsa w czasach swojej świetności szybko dowiedzielibyśmy się, że 3.5″ jest idealną przekątną. Ponawiając pytanie w obecnych warunkach (szczególnie w Chinach) mnósto głosów wykrzyknęłoby, że 5.7″ (iPhone+) jest perfekcyjne. Czyli wiemy, że nic nie wiemy.

Małe telefony wyglądają słodko, ale są pewne granice poniżej których nie warto schodzić. Dla mnie to 4 cale.

Małe telefony wyglądają słodko, ale są pewne granice poniżej których nie warto schodzić. Dla mnie to 4 cale.

Ja zaś spytam się inaczej – czy masz albo planujesz kupić tablet? Odpowiedź przecząca z miejsca zakwalifikuje cię do grona miłośników phabletów. To będzie twoje główne centrum dowodzenia, to tam będziesz instalował wszystkie swoje appki, przeglądał sieć i grał w Hearthstone’a. Ekran musi być spory i najwyższej jakości, nie warto również oszczędzać na podzespołach – pamiętaj, że RAMu nigdy za wiele. Owszem, „plus size” będzie swoje ważył, sprawi kłopot przy próbie obsługiwania jedną ręką, ale myślę, że jest to cena jaką warto zapłacić za wszystkomający telefon.

Miłośnicy tabletów (tacy jak ja) są w nieco lepszej sytuacji, gdyż będziemy mieć dwa urządzenia, z czego zazwyczaj oba w bespośrednim zasięgu. Mocna przewaga telefonu będzie tkwiła w jego rozmiarach i prostym fakcie, że nie tylko zmieści się w kieszeni spodni, ale nie będzie nas ani uwierał ani wypychał portek przy siadaniu. Drugi, duży plus idzie za czas dostępu – sprawdzenie powiadomienia czy zmiana repertuaru Spotify to kwestia krótkiej chwili. A do tego przeważnie będziemy mieć na podorędziu tablet z (porównywawczo) gigantycznym ekranem, na którym nie tylko znacznie wygodniej przejrzymy www i załatwimy swoje sprawy w sieci, ale również oddamy się lekturze, filmowi, albo grom. Mając dwa urządzenia możemy rozdzielić appki pod względem użyteczności zostawiając na niewielkim telefonie tylko te najpotrzebniejsze i najczęściej używane, podczas gdy cała reszta – gry, multimedia i aplikacje użytkowe będziemy trzymać na tablecie.

iPad mini wygląda fajnie, iPad Air to najbardziej uniwersalny model. Ale nie wiem dla kogo ma niby być iPad Pro .

iPad mini wygląda fajnie, iPad Air to najbardziej uniwersalny model. Ale nie wiem dla kogo ma niby być iPad Pro .


No ale na jakim tablecie? Jeszcze całkiem niedawno prym wiodły dachówki 7-calowe, lecz popularyzacja phabletów przesunęła tę granicę o cal w górę i obecnie najłatwiej dostępne są modele o przekątnych w okolicach 8″ i 10″. Niby oba rodzaje są wciąż bardzo mobilne i nie ma żadnych przeciwskazań aby zabrać je ze sobą do pociągu, schować do torebki czy plecaka, ale jednak wyraźnie widać, że dziesiątki to sprzęt bardziej kanapowy niż podróżniczy. Dlatego w tym miejscu zastanów się gdzie głównie zamierzasz korzystać z dachówki.

Jeśli odpowiedź brzmi – w domu, to nie ma się nawet co zastanawiać tylko szukać jakichś dobrych dziesięciu cali – wybór świetnie się sprawdzi w surfowaniu po necie, filmach, ciupaniu w proste gierki czy nawet zabawy z dziećmi.

Kiedy jednak zaczniesz się głowić, wymyślać najróżniejsze scenariusze, albo zwyczajnie wypalisz, że nie masz pojęcia, to znak, żebyś lepiej zdecydował się na coś mniejszego. Ośmiocalowy ekran wciąż zaoferuje solidną przestrzeń roboczą, a przy okazji nie zawachasz się również zabrać go w teren. Od siebie mocno zarekomenduję wybór modelu z modemem LTE – niby można skorzystać z tetheringu w smartfonie, ale internetowy prepaid z kilkoma GB w zapasie to podstawa miejskiego surwiwalu.

Gamingowe laptopy charakteryzują się zazwyczaj największa przekątną i ciekawym wyglądem. Fajny, ale i tak wolę stacjonarkę.

Gamingowe laptopy charakteryzują się zazwyczaj największa przekątną i ciekawym wyglądem. Fajny, ale i tak wolę stacjonarkę.


Jeśli chodzi o laptopy to tutaj dominują 3 rozmiary: ok. 13″, 15″ oraz większe.

Czy laptop ma ci zastąpić stacjonarkę i być sprzętem do grania? Jeśli tak to szukaj czegoś z jak największym ekranem – nie oszukujmy się, sprzęt i tak będzie przeważnie leżał w jednym miejscu, na biurku podobnie jak pełnowymiarowe pecety. W tym wypadku mobilność jest bardziej „na wszelki wypadek” niż realną pomocą.

Czy zmiarzasz na swoim sprzęcie pracować? Aplikacje biurowe, WordPress, bazy danych itp? W takim wypadku naprawdę przyda ci się spora przestrzeń robocza i nie ma co schodzić z przekątną poniżej 15″. Sam dobrze pamiętam jak pisałem bloga i obrabiałem zdjęcia na netbooku – było to jak najbardziej możliwe, ale z wygodą miało bardzo niewiele wspólnego.

Czy twój laptop ma służyć głównie do interentu? Portale społecznościowe, wyszukiwartka, fora internetowe, proste gierki w przeglądarce? W takim wypadku spokojnie możesz spróbować jakiejś trzynastki, komfort będzie tym większy jeśli zakupisz pasywnie chłodzony = bezgłośny model, którego śmiało możesz wziąć ze sobą do łóżka. Zacnym wyborem byłby któryś z Chromebooków – te komputerki są wręcz wymarzone dla mniej zaawansowanych użytkowników, bo nie tylko ciężko je zepsuć, ale i łatwo naprawić wbudowanym trybem recovery. Warto również byłoby zainteresować się jakąś hybrydą (np. Chromebook Pixel)- to w końcu tablet i latop w jednym.

Chromebook Pixel to 13" laptop z dotyowym ekranem za około 2tys zł. Trochę drogo.

Chromebook Pixel to 13″ laptop z dotyowym ekranem za około 2tys zł. Trochę drogo.


Jeśli chodzi o mnie to na całe szczęście nie jestem miłosnikiem laptopów – ten sprzęt ani mi nie jest szczególnie potrzebny, ani nawet nie budzi takiej nerdowskiej podniety jak to czasem mam z nowymi gadżetami. Zamiast kisić się z malutkim ekranem, okrojoną klawiaturą i bzyczącymi głośnikami po stokroć wolę przygotować sobie pełnowymiarowe stanowisko pracy z porządnym monitorem, bezprzewodową pełnowymiarową klawiaturą i przestrzennym nagłośnieniem z mocnym basem. Taki już ze mnie pan wygodnicki.

Nieco trudniej ma się sprawa z telefonem – jako, że jestem fanem tabletów i to na takim urządzeniu wolę tracić czas to szukawszy nowej słuchawki starałem się znaleźć jakiś malutki, acz gustowny i „słodki” telefonik. Bez rezultatu. W końcu zdecydowałem się na klasyczne w tych czasach 5 cali. W odróżnieniu do opisanej w poprzednim artykule Moto E, teraz z telefonu korzystam znacznie częściej (kosztem tabletu), stał się on o wiele bardziej uniwersalny. Z jednej strony to znakomicie, bo świadczy, ze dokonałem właściwego wyboru. Z drugiej wręcz przeciwnie, bo wcześniej używałem smartfona tylko kiedy był mi potrzebny, teraz zaś marnuję przy nim znacznie więcej czasu, a przecież nie o to w życiu chodzi.

Wpatrując się całe życie w ekran telefonu łatwo przegapić coś naprawdę wartościowego.

Wpatrując się całe życie w ekran telefonu łatwo przegapić coś naprawdę wartościowego. Im większy wyświetlacz tym trudniej o samokontrolę.


Dla mnie tablety to temat rzeka – ze wszystkich gadżetów dostępnych na rynku to właśnie one (i smartwatche) wyglądają najbardziej futurystycznie i mają wg mnie największy potencjał. Do tej pory miałem w życiu dwa tablety – 7″ i 8″. Przejście na ósemkę okazało się znakomitym pomysłem, niby to tylko cal różnicy ale w codziennym użytkowaniu wydaje się kolosalną zmianą. Na tyle pozytywną, że strasznie korci mnie spróbować dziesiątki w następnej kolejności.

Ale to dopiero w przyszłym roku.

Bookmark the permalink.