ChromeOS

Czasem do szczęścia potrzeba bardzo niewiele. Nowoczesne smartfony i komputery prześcigają się w oferowanych funkcjach próbując odpowiedzieć na każdą, nawet najdziwniejszą fantazję użytkownika. Gry, grafika, renderowanie video, prace biurowe i zadania programistyczne, aż po projekty inżynierskie – Windows potrafi to wszystko, o ile tylko zainstalujemy odpowiednie oprogramowanie. Doświadczenie jednak uczy, że im coś bardziej skomplikowane tym łatwiej o awarię. Że mnogość opcji to trudność skupienia się na jednym zadaniu. Że czasem mniej znaczy więcej.


Moi rodzice nie są za pan brat z technologią. Pilot do telewizora, pralka automatyczna, przyciskowy telefon – te urządzenia są im jak najbardziej znane i obcykane w 100%, ale cokolwiek ponadto zakrawa już na czarną magię. Mama z racji zawodu potrafi przyzwoicie posługiwać się komputerem z zainstalowanym Wordem, a w przypływie euforii nie straszne jej nawet emaile. Trochę gorzej było z ojcem, dla którego komputer przez wiele lat oznaczał tylko drogą zabawkę, przez którą jego dzieci przynoszą jedynki ze szkoły. Tym bardziej jestem z niego dumny (i z siebie również, bo nie było łatwo!), że udało mu się zaprzyjaźnić ze smartfonem.

W domu mam również peceta. Nic szczególnego, układ oparty na APU A8, do tego 8GB RAMU i szybki SSD. Wspaniałe urządzenie, żeby popisać, pograć albo coś popsuć. Rzecz rozchodzi się właśnie o to ostatnie słowo – Windows (w porównaniu np. do Androida) ma to do siebie, że okrutnie łatwo coś spie*dolić, albo wywołać jakiś niezrozumiały, budzący trwogę u straszego pokolenia, komunikat. Nieaktualny starownik, Java/Flash gotowe do aktualizacji, problem z internetem, BSOD, żądanie uruchomienia z uprawnieniami administratora, instalator uzbrojony w reklamowe addony.. Mógłbym wymieniać tak do rana, sęk w tym, że to co jest codziennością dla mnie oraz czytelników tej strony potrafi być koszmarem dla naszych rodziców. To był główny powód zakupu bohatera niniejszego artykułu – Chromebooka ASUS C300M.

Z przodu bardzo ładnie.

Od góry kolorowo, nawet jakoś tak młodzieżowo.

Wyspowa klawiatura o przyjemnym skoku. NIe podoba mi się, że się trochę ugina na środku przy mocniejszym dociśnięciu.

Sensowna ilość portów, szczególnie podoba mi się USB 3.0 oraz HDMI.

Nie zrozumcie mnie źle – opracowana przez Google platforma oparta w 99% na przeglądarce nie jest przeznaczona tylko dla komputero-sceptyków. Jej prostota, ograniczenia, ale również cena i (bardziej niż) porządny czas pracy na baterii stanowią doskonałe rozwiązanie dla wszelkiej maści studentów oraz wszystkich innych, którym do szczęścia wystarczy komputer z dostępem do internetu.

Chromebooki to proste laptopy wyposażone w system ChromeOS, który podobnie jak komputer z Windowsem wyposażone są w standardowy pulpit i zestaw aplikacji. Podobnie jak bardziej wielozadaniowi bracia posiadają procesor i kartę grafiki, RAM, dysk twardy (z reguły kość eMMC lub SSD), monitor, klawiaturę i zestaw złącz. Jednak w odróżnieniu od Okien, Google w swoim sprzecie postawiło na rozwiązania chmurowe, tak więc zapomnijmy o pojemnym dysku twardym – 16GB (z ewentualną możliwością rozbudowy o kartę SD) to niezbędne minimum, podczas gdy dodatkowa setka czeka na nas na serwerach Google. Podobnie z CPU – jako, że nie mamy doczynienia ze sprzętem do obróbki grafiki 3D to w zupełności powinien nam wystarczyć prosty Celeron z dedykowaną integrą. Wspomniane „ułomności” w zwyczajnym laptopie bardzo szybko zaczęłyby irytować ograniczając nasze możliwości, tymczasem w Chromebooku po prostu spisują się poprawnie we wszystkich zadaniach do których został stworzony, a dodatkowo zapewniają grube godziny pracy na wbudowanym akumulatorze (10 godzin nie jest niczym nadzwyczajnym).

ASUS Chromebook C300M
CPU/GPUIntel® Bay Trail-M Dual Core Celeron N2830 2.16 GHz ~ 2.41 GHz
Intel HD Graphics (zintegrowana)
Ekran1366 x 768, 13.3" TFT TN, 117ppi
RAMDDR3L 1600 MHz SDRAM, 2 GB
Dysk16GB SSD
Łączność802.11ac, Bluetooth 4.0
kamera HD (przednia)
Porty2x USB (2.0 + 3.0)
1x slot kart SDHC
1x mini jack
1x HDMI
1x DC IN (ładowanie)
1x Kensington lock
Bateriaok 10 godzin pracy
Waga1.4kg
Cena$230 (Amazon)

Mówi się, że sprzęt jest tak dobry jak jego oprogramowanie. Jak już wspominałem, w tej konkurencji ChromeOS nie ma szans w starciu z Windowsem, ale skłamałbym twierdząc, że sklep z aplikacjami jest pusty. Sami zresztą możecie to sprawdzić otwierając Chrome na swoim komputerze i przejrzeć dodatki dostępne w repozytorium – naprawdę jest w czym wybierać. Rysowanie, pisanie, arkusze kalkulacyjne, prezentacje, proste gierki, czytanie książek/pdf, komunikatory oraz najnowszy bajer w postaci..

..uruchamiania aplikacji z Androida!

Tak! Rzecz co prawda nie jest jeszcze dostępna w starszych modelach i trzeba czekać na stosowną aktualizację (lub zmienić repozytorium na ‚canary’), ale już tegoroczne wydania powinny mieć dostęp do sklepu Google, a w nim milionów mniej lub bardziej użytecznych appek. Malkontenci oczywiście będą niezadowoleni musząc sterować dotykowymi programami za pomocą touchpada ale mimo wszystko to niewielka cena za dostęp do ulubionego softu. Tym bardziej, że dostępne są również Chromebooki z dotykowym wyświetlaczem (np. Pixel).

Chrome OS to właściwie sama przeglądarka.. (źródło: linux.wikia.com)

..gdzie rolę aplikacji pełnią rozszerzenia. (źródło: productforums.google.com)

Dziejszy tekst to nie recenzja sprzętu i całe szczęście, bo ten komputer nie jest dla mnie i miałbym poważne problemy z jego oceną. Wystarczy powiedzieć, że Chromebooka kupiłem w lipcu, do Polski przywiozłem w grudniu, a wszystko pomiędzy sprzęt przeleżał w szafie. Trochę to zasługa Chin i braku możliwości zainstalowania mojego VPNa na ChromeOS, ale po prawdzie zwyczajnie nie miałem potrzeby z niego korzystać – w łóżku oraz na kanapie dominuje ośmiocalowy tablet, zaś gdy potrzeba mi skorzystać z większego ekranu to wybieram 22-calowy monitor stojący na biurku.

Chromebook nie jest komputerem dla ‚powerusera’ ale bez wątpienia ma swoją niszę o czym świadczą rosnące wyniki sprzedażowe na całym świecie. Idea prostego komputera opartego na chmurze ma przyszłość* i z rosnącą ciekawością będę wypatrywał wszelkich nowinek w temacie.

(*)która nazywa się Andromeda, ale o tym w którymś z kolejnych wpisów.

Źródło obrazka tytułowego: pcworld.com

Bookmark the permalink.