Bez korony nie ma króla – recenzja gry Kingdom (PC)

Nie mam ostatnio ani za dużo wolnego czasu, ani – co gorsza – chęci na ogrywanie pecetowych gierek. Może to zasługa wolnego sprzętu, a może zwyczajnie się wypaliłem, w każdym razie ciężko mi sobie przypomnieć ostatnią grę, w którą naprawdę się wkręciłem – tak porządnie, jak za starych, dobrych, licealnych czasów, kiedy przechodziłem te same poziomy n-razy masterując wyniki i sprawdzając najróżniejsze scenariusze. Tym większy suckes „Kingdom” – małego niepozornego indyka, którego można skończyć w niecałe 2 godziny, a ja tymczasem..

 

20 godzin mineeełooo jak jeden dzieeeń. Eee, zaraz..

20 godzin mineeełooo jak jeden dzieeeń. Eee, zaraz..

Kingdom zaciekawiło mnie już od pierwszej, dość krótkiej, recenzji w CD-Action. 9kier opisała ją jako trudną i nie wybaczającą błędów, ale jednocześnie prostą do nauczenia. Ocena 7+ jest niby średniawa, żalono się, że gra mimo przyjemnego początku szybko się nudzi, ale to mnie nie zniechęciło i szybko poszukałem jakiegoś filmidła z rozgrywki na YT. Niezawodny Staszek iGRAszek miał w swojej filmotece zestaw nagrań, które mimo raczej niespiesznej rozgrywki wkręciły mnie tak jak normalnych ludzi niedawne zmagania piłkarskie na Euro.

 

dawn

Świta, czs wziąć się do roboty.

ognisko

Rozpalić ognisko..

camp

Zrekrutować nowych podwładnych..

deszcz

Wysłać ich do pracy..

dusk

I wykończyć mury zanim zapadnie zmrok.

Jak grać w Kingdom?

 

Prosto i na pełnym relaksie. Fabuły jako takiej nie ma – ot pojawiamy się jako król – gościu z koroną na głowie i na wiernym rumaku pędzimy przez las. Niebawem docieramy do niewielkiej polany z ogniskiem pośrodku. Jak tylko postanowimy rozpalić ogień zabawa rozpoczyna się na dobre. W grze gromadzimy dwa rodzaje „surowców” – jednym jest nieodzowne złoto, zaś drugim są nasi poddani.

Tych ostatnich rekrutujemy brykając po otaczającym naszą osadę lesie i przeszukując obozy. Jak tylko zobaczymy tam jakiegoś włóczęgę wystarczy, że łaskawie rzucimy mu złotego dukata, a ten radośnie potruchta do naszej twierdzy. Tutaj właśnie widać do czego przydaje się złoto – możemy za nie rekrutować nowych załogantów, a następnie wyposażać ich w broń czy narzędzia, dzięki którym umocnią naszą osadę i obronią ją przed złodziejami.

W tym momencie na scenę wkraczają nasi przeciwnicy – demony (impy, gremliny czy duchy, nigdzie tego nie wyjaśniono) wypełzujące każdej nocy z portali ulokowanych po lesie. Ale bez obaw – nocą, mimo, że światła gasną, a muzyka nabiera ponurej tonacji, nie grozi nam śmierć. Jak się bowiem okazuje – niemilcom zależy tylko na naszym złocie, zatem zabrawszy nam złociaka wracają szczęśliwi do swojego leża. Co jednak jeśli akuratnie nie mamy nic w sakiewce? Wtedy parszywiec rzuci się po naszą koronę, a bez korony..

Bez korony nie ma króla.. ee.. królowej.

Bez korony nie ma króla.. ee.. królowej.

Jak widać zasady są proste – zbieraj żołdaków i każ im pracować na złoto, za które najmiesz więcej poddanych i ulepszysz królestwo, by w końcu ruszyć ze swoją armią na mroczne portale i zrównać je z ziemią.

Jest kilka rzeczy, które nie pozwalają oderwać się od Kingdom. Pierwsza z nich to właśnie opisywana prostota – gra jest zwyczajnie uczciwa – tu przegrywamy tylko przez własną głupotę, losowości jest tyle co kot napłakał i ogranicza się tylko do projektu poziomu, który przy każdej rozgrywce jest nieco inny.

Druga to grafika – niby to prosty pixelart rodem z pierwszych konsol Nintendo, ale takie bajery jak mgła, refleksy wodne czy zmienna pogoda naprawdę działają na wyobraźnię i dodają grze uroku.

W końcu wypada coś napisać o muzyce – bo to właśnie jej zawdzięczamy niesamowity klimat towarzyszący rozgrywce w Kingdom. Wesołe nutki podczas przemierzania naszego królestwa, nieco niepokojące dźwięki kiedy pędzimy przez las i oczywiście specjalna nocna ścieżka dźwiękowa zwiastująca rychły atak nieprzyjaciela.

bitwa

Noc jest ciemna i pełna strachów jak mawaiła Melissandre.

demon

Oddawaj złoto złodzieju! I pijaku! Bo każdy pijak to złodziej!

portal

Gra kończy się po zniszczeniu czterech takich, ale uwaga – każde zwycięstwo kończy się co raz większą falą potworów.

win

W końcu zwycięstwo! Można tego dokonać w mniej niż dwie godziny albo grać w nieskończoność.

O Kingdom nie ma co się rozpisywać – gra jest prosta, ale wciągająca i do tego pójdzie na byle kalkulatorze. Do tego świetnie relaksuje po ciężkim dniu w pracy – tym bardziej, że najwygodniej do niej podejść właśnie na wygodnym fotelu i z padem w dłoniach.

Zdaję sobie sprawę, że recenzja przychodzi nieco po czasie, bo obecnie tytuł kosztuje równowartość $10, a jeszcze tydzień temu na letniej wyprzedaży można go było dorwać za ponad połowę mniej, ale nawet na obecnych zasadach powinny to być dobrze zainwestowane pieniądze. Tym bardziej, że tuż za rogiem czai się podobno spory dodatek dodający do gry masę nowej zawartości.

 

Polecam, warto!

Ocena +4

Bookmark the permalink.