A co nowego w Chinach?

Dawno nie wrzucałem żadnych aktualizacji do Księgi Drogi, na co nie mam absolutnie żadnego wytłumaczenia, bo dobrych tematów ci u mnie dostatek. Niby niedawna przeprowadzka oraz dodatkowa fucha na boku (o której poniżej) mogłyby odpowiadać za zaistniały stan rzeczy, ale bądźmy szczerzy – jakby się chciało to by się dało. Tak czy inaczej.. w dzisiejszym odcinku znajdziecie małe co nieco o kuluarach pracy nauczyciela, przeprowadzce odraz nieodłączną garść zaskakujących ciekawostek.

Gra o tron

Firma w której pracuję działa nieco na zasadzie franczyzowej – niby jest główna siedziba w Szanghaju, niby są placówki rozmieszczone po całych wschodnich Chinach, niby cały utarg trafia do jednego „skarbca” z którego realizowane są wypłaty dla pracowników, ale..

Ale wspomniane centra ze sobą konkurują: wydzierają sobie najlepszych pracowników, chowają przed sobą intratne kontrakty z firmami, starają się wypaść jak najlepiej w oczach generałów z głównej bazy. Chociaż w sumie to nie tyle centra tak kozaczą, gdyż wszyscy nauczyciele trzymają się razem i migrują pomiędzy ośrodkami w zależności od potrzeby, lecz CD – Centralni Dyrektorzy, takie „minibossy” zarządzające każdą z placówek, którzy pałają do siebie nieszczerą sympatią (to taki chiński odpowiednik szczerej nienawiści – tutaj ludzie są znacznie bardziej powściągliwi w okazywaniu emocji).

Takie tam z uczniem #1

Takie tam z uczniem #2

Takie tam z uczniem #3

Na czym to polega? Ot przykład z życia wzięty – moja obecna szkoła jeszcze w ubiegłym roku nie była zbyt popularna na rynku, oczywiście miała trochę klientów ale szału nie było. Szanghaj zatem zmienił CD na bardziej agresywnego (biznesowo!) typa prosto z kwatery głównej. Ten przeniósł centrum do lepszej lokacji, zainwestował mocno w reklamę, przekabacił kilku wychowawców (ang. ‚tutor’, coś jak ja, ale Chińczyk i ma gorszego skilla w angielskim) z innej placówki obiecując wirtualne podwyżki, skaptował niżej podpisanego faktyczną podwyżką po czym zerwał wszelkie stosunki dyplomatyczne z resztą szkół. Tutorzy w zeszłym miesiącu się zwolnili i obecnie jedziemy na niedoborze, ale tak to jest jak chce się płacić 3,000 yuanów/mies za 6 dni pracy w tygodniu. Nie powiem żeby mi się ta taktyka powobała ale z drugiej strony osobiście nie mam na co narzekać, więc wciąż tu pracuję mimo, że poprzednia szkoła wciąż namawia mnie do powrotu.

Inside Intel

Inna sztuczka jaką stosują CeDeki dla zwiększenia zarobków to kontrakty korporacyjne. Czasem jakaś firma chce podszkolić swoich pracowników w sztuce gadania z laowaiami i w tym celu podpisuje cyrograf na prywatną wizytę nauczyciela w swojej siedzibie. Nie wiem jakie pieniądze za tym stoją, ale musi być sporo bo centra praktycznie wyrywają sobie takie umowy z rąk.

Mi ostatnio trafiła się taka okazja – na drugim końcu miasta (przez co dojazd zajmuje godzinę z hakiem) jest budynek Intela, zwiedziłem tylko jedno piętro ale nawet z tej ograniczonej perspektywy muszę przyznać, że fajnie tam mają – przestonne sale wykładowe, kuchnia z jadalnią, ba! – sala gimnastyczna ze stołem do pingponga! Dwie godzinki zajęć, lekcje te same co normalnie mam w szkole, po 10 osób na zajęcia. Ot taka mała fucha na poniedziałek, który do tej pory miałem wolny i przesypiałem do południa.

Nowy Dom

Przybywszy do Hangzhou byłem zmuszony w krótkim czasie znaleźć sobie jakieś wygodne mieszkanie w dobrej lokalizacji. Z braku rozeznania skorzystałem z usług agencji mieszkaniowej, która w kilka dni pokazała mi szereg opcji w bezpośredniej okolicy szkoły. Z jednej strony była to bardzo fajna opcja, bo poszło znacznie szybciej niż samodzielne polowanie, ale z drugiej.. Taka usługa nie jest za darmo – nie tylko musiałem zostawić sporą kaucję (prawie 8 kafli!), ale do tego agent sam z siebie wziął jeszcze 2 tysiące yuanów prowizji za pośrednictwo. A wcale nie był jakimś „przeagentem”, wcale też nie musiał się dużo starać aby zasłużyć na swoją działkę..

Dlatego przed upływem półrocznego kontraktu zadecydowaliśmy z Xing, że teraz już się nam tak nie spieszy i samodzielnie możemy poszukać jakiegoś zacnego lokum nie dzieląc się ciężko zarobionymi pieniędzmi z agencją. Jak powiedzieliśmy tak zrobiliśmy i przez 3 kolejne niedziele z rzędu szwędaliśmy się po okolicy sprawdzając oferty. A wypadało coś znaleźć, bo niby w dotychczasowym M3 mogliśmy zostać, ale czekałaby nas sroga podwyżka czynszu (do 4,500 za miesiąc!) nie wspominając o tym, że ani mi ani dziewczynie nie podchodziło jego umiejscowienie.

Z cyklu „Gotuj z Kubusiem” – Wątróbka.

Z cyklu „Gotuj z Kubusiem” – Schabowe.

Z cyklu „Gotuj z Kubusiem” – Mielone.

Chodziliśmy i chodziliśmy. Paczaliśmy i paczaliśmy. Aż w końcu się udało! Przytulna kwatera o rozsądnym metrażu (50) na drugim piętrze w bezpośrednim sąsiedztwie uroczej rzeczki. Gdyby to był blog budowlany wspomniałbym też co nieco o drewnianej, solidnej meblościance, panelach i małym patio. Ale, że nie jest, to tylko napomknę, że choć nowa lokalizacja wydłużyła mi czas do pracy o 10 minut raźnego spaceru, to Xing skróciła tłuczenie się autobusem o pół godziny. Dobra zmiana.

Czy wiesz, że..?

  • Tak samo jak Polacy powierdzają poprzez którkie „no”, tak Chińczycy używają w tym celu nosowego (bez udziału ust) ‚e’. Dla kogoś nieobeznanego z tą formą brzmi to jak zaprzeczenie („e-e”).
  • Co rozumiecie poprzez zapytanie „Możesz mi pomóc?”? Dla przykładu jeśli ktoś mi mówi „Możesz mi pomóc rozwiesić pranie?” to ja rozumiem to w taki sposób, że oboje bierzemy się za mokre ciuchy i wieszamy gdzie trzeba. Tymczasem wspomniana prośba w rozumieniu Chińczyka wygląda tak, że ty zrobisz za niego całą robotę, a on będzie patrzył i potem ci podziękuje. Ile razy się na to z dziewczyną naciąłem to głowa mała! (Kuba, możesz mi pomóc zrobić zakupy? Kuba, możesz mi pomóc pozmywać naczynia? Kuba, możesz mi pomóc posprzątać mieszkanie?..)
  • Chińczycy nie lubią jeść niegotowanych warzyw – dosłownie wszystko muszą wcześniej wrzucić na olej albo do rozgrzanego sosu sojowego, przez co nie istnieje tutaj instytucja surówki do obiadu. Podobnie ma się sprawa z kiszonymi rzeczami – tego tutaj ciężko znaleźć, chociaż mi się udało i wczoraj nawpierdzielałem się się jakiejś kiszonej zieleniny o niewiadomej nazwie. Nawet dobrze udawało ogórka.
  • Tutaj, podobnie jak w Polsce znajdziemy podobne przekąski do chrupania – chipsy, chrupki, sucharki (paluszki też, ale tylko z importu). Znacznie inne są jednak smaki i przyprawy, bo np. nie uświadczymy tu moich ulubionych Cheetosów keczupowych, są tylko o smaku kurczaka i grilowanej wołowiny. Chrupki kukurydziane typu Flips? Zapomnij, lepiej kup sobie krabowe albo krewetkowe.
  • Mogę być winna grosika? Zapewne nieraz spotkaliście się z taką prośbą w którymkolwiek z supermarketów. Ja natomiast żyję w Chinach już od niemalże dwóch lat i jeszcze takiej sytuacji nie miałem – kto wie, może chodzi o to, że jestem obcy ale naprawdę – tu nikt się nie kłóci o takie pierdoły.
Bookmark the permalink.